Wczoraj była piękna pogoda, więc dzisiaj z samego rana postanowiłem wybrać się na rybki.
Żeby nie było mi smutno samemu, zaprosiłem brata Pawła i kolegę Stefana –a może chodziło o tańsze koszta, więc wsiedliśmy w samochód i po godzinie jazdy jesteśmy na miejscu.
Przy ujściu Luciąży do Pilicy na Murowańcu.Zaskoczył nas wysoki stan wody, a że moi towarzysze nie mieli nawet kaloszy, a bez nich nie sposób było dojść do starego koryta Luciąży, postanawiłem jechać nad zalew Sulejowski w okolice Stanicy wędkarskiej.
Jai kolega Stefan ustawiliśmy się wyłącznie na połów drapieżnika i to na żywca. Brat wolał łowić metodą bolońską, ale gdy koło niego zaczął grasować boleń, prędko przybiegł po rybkę. Woda do połowu – dla nas – wręcz wymarzona, żadnej fali, dość przeźroczysta , tylko ten jej wysoki stan- jakby nawet za wysoki. No i okazało się, że po trzech godzinach wędkowania oprócz jednego pocharatanego przez sandacza żywca nic nie złowiliśmy.
Po zwinięciu żywcówek postanawiliśmy łowić na spinning. Zmiany twisterów na rippery, ripperów na paproszki, paproszki na obrotówki, obrotówki na woblery, woblery na blachy daliśmy za wygraną. Nawet jednego pobicia, tylko dwa trącenia. Pamiętajcie kochane rybki zostało mi jeszcze w około pięćdziesiąt karasi, będę was karmił, a wy nie znacie dnia i godziny , kiedy znowu się pojawię.
Jeszcze taka mała przygoda, na drugim brzegu jakiś idiota uwiązał psa do drzewa.
Wył od samego rana –a jak żałośnie- aż się serce krajało. Ktoś powiadomił straż pożarną z
Piotrkowa Trybunalskiego przyjechali z łodzią motorową i uwolnili biedaka. Chwała wam
za to, a my bardzo żałowaliśmy, że taki „przyjaciel zwierząt” nie wpadł w nasze ręce,
jemu pewnie byłby potrzebny szybki przewóz na OIOM do najbliższego szpitala.
Pozdrawiam –zegar.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze