Reklama

Wyjazd na ryby

05/11/2009 17:22
W pażdzierniku przy końcu miesiąca, byłem na rybach z swoim kolegą Zbyszkiem Cz. O wyjeździe rozmawialiśmy już od dawna czyli od przejścia na emeryturę (minął rok). Dziś pełna mobilizacja - jedziemy! Wybór był prosty jedziemy na Rzekę Drwęca w okolicy ujścia rzeki Brynicy. Wyjazd zaplanowaliśmy na 7.00. Wstaję i przygotowuję się do wyjazdu, u Zbyszka mam być 6.55 Biorę termos, wędki pakuję do samochodu. Jadę na ryby, tam dostaję energii tam odpoczywam. Kiedy dojechałem do Zbyszka on już stał i na mnie czekał zapakowaliśmy jego rzeczy i ruszamy.

Dojeżdzamy na miejsce bierzemy się za zbrojenie wędek, optymistyczna wieść, ryby wcześniej brały. Widzę że Zbyszek zakłada duże kopyto, główkę 10 g , ja dla odmiany zaczynam od lekkiego ( Perseus) 10 – 17 cw, zestawu z obrotową blaszką ,,Mepss”- tygrys 3.5g w celu poszukiwania okonia. Zbyszek ma pierwsze, ale chybione branie szczupakowe. Ja młócę dalej wodę blaszkami zmieniając tylko gramaturę i kolory – bez efektu. Widząc że Zbyszek miał branie biorę się do wymiany spinningu na (Magnetic Spin) 10 – 45 cw. Zakładam główkę 15g i białego ripera.

Na łowisku spotkaliśmy wędkarzy którzy mieli już kontakt z rybą. Po kilku godzinach młócenia zaczynamy jednak wątpić w nasze umiejętności, Postanawiamy odpocząć i omawiamy strategię co dalej. Przy kawie myślimy co źle zrobiliśmy że nie możemy nic złowić próbowaliśmy już wszystkiego i nadal nic. Aż przychodzi taki moment - jedziemy na inne łowisko! Wielki Głęboczek - to blisko. Tam kol. Zbyszek miał upatrzone stanowisko, kiedyś wyszedł mu szczupak za przynętą i to duży! Rzucając, za drugim razie zaczepiam o jakiś korzeń i zrywam cały zestaw, wiedziałem o nim a jednak, wymieniam przypon. Zbyszek się tylko uśmiecha mówi ryba nie bierze - co ma ci uciąć?. A jednak, po wymianie przyponu kilkanaście rzutów i udaje Mi się złowic szczupaka 56cm. Złowiłem go na kopyto biały brzuszek - czarny grzbiet z czerwonym ogonkiem, główka 9g.

Z uśmiechem na twarzy wracamy do domu, myśląc co robiliśmy żle , że mieliśmy tak mało brań. Tak mało jest naszych wspólnych wyjazdów. Wiedzieliśmy jeszcze przed emeryturą, gdzie będziemy jeżdzic, co będziemy łowić i na co. Obiecaliśmy sobie, że wyjeżdzając na ryby, będziemy zwiedzac także nasze piękne Pojezierze Brodnickie. Jak widac mówi się, że na emeryturze nie ma na nic czasu – jest to prawdą!
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama