Reklama

Wymiary ochronne ryb

05/02/2009 01:01
Nurtuje mnie pytanie i zapraszam do dyskusji nt: Komu i po co potrzebne są wymiary ochronne ryb? Jeżeli komuś smakują 10 centymetrowe leszcze, certy, świnki czy nawet okonie, to niech sobie łowi, oporządza i smaży. Jestem przekonany, że nie ma takich wędkarzy. Myślę, że 25 centymetrowych leszczy, cert i świnek również nikt nie zabiera, bo to wstyd. Przecież to ani komu pokazać jako trofeum, a i rodzina po pierwszej degustacji więcej na rybę by się nie skusiła. Wręcz zakazała by przynoszenia i smażenia takich ryb.

Jeżeli ktoś zabiera takie ryby to jest to bardzo mały odsetek wędkarzy. Czasem bardzo rzadko zabieram do domu ryby, ale leszcza poniżej 50 cm, czy świnki poniżej 40 cm jeszcze nie wziąłem. Tak samo o ile chodzi o inne gatunki ryb. Ustalenie wymiaru ochronnego, to pewna zachęta do zabierania ryb, które przekroczyły już minimalnie wymiar ochronny. Uważam, że ustalenie wymiaru ochronnego przynosi więcej zła niż pożytku. Jeżeli jednak ktoś chce jeść 10 cm ryby, to trzeba mu życzyć smacznego.

Kiedyś przeczytałem w „Wędkarzu Polskim”, że jeden wędkarz miał w siatce podczas kontroli niemiarową certę, którą prawdopodobnie pomylił ze świnką. Dosłownie pięć stron poświecono na opisanie tego przypadku. Wypowiadali się przedstawiciele naszych władz statutowych, eksperci ze znajomości gatunków ryb, prawnicy wszelkiej maści oraz autorytety naukowe. W artykule kilkakrotnie twierdzono, że wędkarz mógł się pomylić i kilkakrotnie twierdzono, że wędkarz o takim stażu nie miał prawa się pomylić. Tak więc dokonano mobilizacji autorytetów publicznych, których zadaniem było udowodnienie winy wędkarza, której tak do końca nie udowodniono i nie wyjaśniono. Ja nazwałbym to po prostu błazenadą. To przypominało rozprawę sądową na której w ostatniej fazie sędzia zwraca się do oskarżonego z pytaniem:

Czy oskarżony przyznaje się do winy? Na to oskarżony odpowiada: Wysoki sądzie tu na tej sali dzisiaj słyszałem 16 razy, że jestem winny i tyle samo razy, że jestem niewinny. Zatem sam zgłupiałem i nie wiem co mam odpowiedzieć. Kiedyś młodego żonkosia zapytano: czy jego żona jest dobra w łóżku? Na to ten biedak odpowiedział zażenowany: Sam już nie wiem, bo jedni mówią, że dobra inni, że nie bardzo, a jeszcze inni , że całkiem do niczego. Zatem szanowni koledzy u nas nie chodzi o to, aby nad wodą było przyjemnie miło, przepisy były proste, przejrzyste i jednoznaczne. Nasze władze, za nasze pieniądze zgotowały nam cyrk, za który co roku żądają od nas coraz większych pieniędzy, po to aby robić sobie promocje odznaczać się nawzajem w zarządach i wydawać do woli dla oficjeli zezwoleń bezpłatnych do połowu ryb na specjalnych łowiskach.

Nie chcę rozwijać tego tematu dalej bo to przykry temat. Szanowni koledzy, gdyby nie było wymiarów ochronnych, to o czym oprócz reklam pisałyby nasze czasopisma wędkarskie? Za co karano by wędkarzy ,aby władze mogły pokazać kto tu rządzi. Spadłaby ważność naszych władz statutowych, ponieważ nie miałby kto między innymi ustalać tych wymiarów ochronnych, wprowadzać rejestrów ryb, podwyższać składek i aby nasze władze pokazały rybakom z naszych rejestrów co mają dla nich w ofercie. Znam takich, którzy rejestry wypełniają przed ich oddaniem, wpisują takie ryby, że głowa boli. Inni wypisują bzdury, jeszcze inni w ogóle nic nie piszą i nie oddają rejestrów.

Sam kiedyś miałem przypadek, że robiąc dopłatę w jednym z powiatów nie oddałem rejestru przy opłacie na następny rok. Skarbnik powiedział mi, że trudno jak niema to nic się nie stało on coś wymyśli. Kiedy miesiąc później odnalazłem ten rejestr i przy okazji chciałem go oddać, to usłyszałem, że on za mnie wypełnił inny, ten mogę wyrzucić, ponieważ on musiał oddać za mnie rejestr więc wypełnił nowy bo miał czysty druk. Poza tym powiedział mi, że to nie tylko ja nie oddałem i za wielu wędkarzy musiał wypełnić i oddać. Tak więc widać jak to u nas funkcjonuje!
Wędkuję kilkadziesiąt lat ale zawsze kiedy wybieram się na ryby musi być piękna pogoda, prawie bezwietrzna. Nigdy nie wędkuję w nocy ani gdy zimno. Łowienie ma być przyjemnością a nie katorgą.

Czasem przejeżdżam samochodem wzdłuż rzeki i widzę stojących w niej i zmarzniętych wędkarzy żal mi ich ponieważ coś na pewno złapią a często nie będzie to ryba. Czasem wędkuję na stawach (nie hodowlanych) tylko po to aby poznać zachowania ryb. Muszę stwierdzić, że to co pisze wielu wędkarzy, pisze po to aby zaimponować młodszym kolegom. Często są to opowiadania z tysiąca jednej nocy. W wielu przypadkach felietony o połowach okazów powinny się kończyć stwierdzeniem: „ I wtedy się obudziłem” W stawach często łowiłem szczupaki, okonie i sandacze. Z uwagi na fakt, że chciałem złowić kilka tych co robiły spustoszenie w rybostanie, wszystkie pozostałe wypuszczałem. Wreszcie raz przyszedł właściciel i powiedział, żebym dał spokój on sieciami odłowi te duże ponieważ ja zniszczyłem już dużo ryb i zakazał kategorycznie aby żadnej złowionej ryby nie wypuszczać z powrotem do wody, tylko zabierał. Zapytałem go dlaczego? więc mi pokazał ryby, które ja dwa dni wcześniej wypuściłem z haczykami. Żadna nie przeżyła, zwłaszcza sandacze, które wypinałem bez problemu. Był to dla mnie szok!

Często zdarza się, że wyciągnięta na brzeg ryba już krwawi. Wypuszczenie jej do wody nawet z haczykiem nic już jej nie pomoże. Szczególnie o ile chodzi o pstrągi, szczupaki okonie i sandacze, które głęboko połknęły przynętę są nie do odratowania. Zatem nie wiem co jest lepsze wyrzucenie ich do wody, czy zabranie, ponieważ życia im już nikt nie uratuje. Jeżeli ktoś w to nie wierzy niech zrobi to we własnym gospodarstwie rybnym. Musimy pamiętać o jednym, że jeszcze nigdy zaostrzenie przepisów niczego nie rozwiązały a często są to przepisy martwe. Gdyby wędkarz zabrał taką niemiarową rybę. Wędkarz Polski lub inne czasopismo poświęciłoby na nagonkę na niego przynajmniej kilka stron jaki to z niego kłusownik i mięsiarz.

Zatem ani podnoszenie wymiarów ochronnych, ani prowadzenie rejestrów przez wędkarzy , ani też wypuszczanie rannych ryb nie poprawi nam rybostanu w rzekach i akwenach. Dziwny to kraj gdzie prawo nie obowiązuje wszystkich obywateli. Rybaków dziwnie nie obowiązują okresy ochronne! W czasie tarła ryby gromadzą się w ławice wtedy łatwiej je pozbierać do sieci, bez względu na wymiar i gatunek i zrobić z nich mączkę rybną i nie trzeba prowadzić rejestru. Tu dziwnie Władze PZW dziwnie dają zezwolenia w okresie ochronnym na odłowy. Tak niszczy się Co roku odłowy na jeziorze Czchowskim. Kiedy widzę śmierdzące tony ryb niemiarowych w supersamach i to przekonuje jakim jesteśmy głupim narodem. Wędkarza natomiast, który pomylił świnkę z certą nazywać się będzie kłusownikiem i mięsiarzem. Zarządy Okręgów PZW będą systematycznie niszczyć nasz rybostan. My zaś nazywamy ich obrońcami naszych ekosystemów i naszych wód i płacić będziemy im za to aby mogli się wzajemnie odznaczać. Dziwny to kraj, dziwna ta władza.
JANTA
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama