Wybrałem się pewnego dnia z kolegą na ryby. Pogoda niezbyt nam dopisywała, wiał silny wiatr czasem padał przelotny deszcz, lecz to nam nie przeszkadzało. Gdy dotarliśmy nad łowisko okazało się, że ryba tego dnia w ogóle nie zerowała, ale jednak zarzuciliśmy wędki i siedzieliśmy.
Po pewnym czasie miałem branie małego krąpika, wypuściłem go, zarzuciłem wędkę i od razu branie. Myślałem, że to jakaś płotka lub krąp, ponieważ lin potrafił się dość długo bawić przynętą. Energicznie zaciąłem, poczułem duży opór, myślałem, że zaczepiłem, ale nie. Na haczyku coś jest i to nie był żaden zaczep, tylko wielki lin, który zaraz trafił do podbieraka. Ryba ważyła 3,50kg i mierzyła 52cm. Dotychczas to największa sztuka, jaką złapałem. Siedzieliśmy z kolegą jeszcze kilka godzin, ale bez skutku, nic nie brało,więc zwineliśmy graty i pojechaliśmy do domu. Oczywiście wszystkie ryby trafiły do wody....:)
Komentarze