Lipiec - od dłuższego czasu jest okresem mojego urlopu "wczasy pod gruszą). Wtedy pakuję sprzęt rodzinkę do samochodu i wyjazd ze śląska w lubelskie. Z racji że mam gdzie tam zamieszkać więc koszty pobytu są niskie a powędkować jest gdzie bo w okolicy są piękne jeziora. Między innymi moje ulubione Wytyczno... 2006 r początek lipca . pakowanie sprzętu tzn wędek pontonu (wolno na Wytycznie łowić z pontonu) zarejestrowanego ...Wyjazd na łowisko godz 3 rano. 30 min jazdy i piękny widok dużego jeziora wyłania się zza drzew. Szybki wyładunek sprzętu rozwinięcie pontonu i pompowanie. Coś mi nie gra - pompowanie nie idzie tak jak powinno. oględziny pontonu potwierdzają moje przypuszczenie DZIURA!!!! Wyrżnięta nożem lub czymś podobnym o czym świadczą ślady cięcia postrzępione brzegi od pociągnięć. Trafiło mnie w tym momencie . Nadmieniam - ponton zostawiam w niezamkniętym pomieszczeniu u kuzyna gdzie spędzam urlop. Myślę mam wędkowanie z głowy. Tak dużej dziury nawet wulkanizator nie naprawi na poczekaniu. Zwijam ponton sprzęt zaczynam pakować i wtedy podchodzi miejscowy wędkarz i pyta czy byłem na noc i czy coś brało. Mówię jak się sprawy mają i co mnie spotkało. Starszy człowiek słucha kiwa z politowaniem głowa i zaskakuje mnie całkowicie mówiąc- jeżeli masz opłacone pozwolenie to jestem w stanie pożyczyć łódkę . Nie wierzę własnym uszom. Przecież nie znam gościa a on odmyka kłódkę ściąga łańcuch i daje mi łódkę do dyspozycji. Nawet chwili się nie wahając przyjmuję propozycję. Po kwadransie jestem wreszcie na wodzie. Płynę w swoje upatrzone wcześniej miejsce wśród grążeli. około 6 trzydzieści pierwszy spławik ląduje w wodzie. Przez prawie pół godziny nic się specjalnego nie dzieje , trochę drobnica przytapia spławiki i nic poza tym. Naraz spławik kładzie sie pomału na wodzie robi małe koło zacinam i jest pierwszy lin 35cm. po chwili na drugiej wędce nie widzę spławika . Szybka reakcja i karpik 42cm ląduje w pontonie .Łowię do godż 11 i nie mogę się nadziwić intensywnością brań. w sumie złowiłem 4 karpie w tym największy miał 67 cm 6 linów największy 50 cm 7 leszczy nie mierzone prosto do wody szły ale na oko około 40 cm największy dużo karasi i sumików karłowatych też sporo. Wyprawa mimo kłopotów z pontonem została zaliczona do Więcej jak bardzo udanych. Rybki poszły wszystkie oprócz sumików karłowatych do wody . Miejscowi wędkarze pukali się w czoło widząc jak wypuszczam kolejne ryby ale to ich sprawa.Dzięki uprzejmości nieznanego człowieka moja wyprawa była bardzo udana. Do dziś utrzymuję znajomość z tym Panem. Kilka razy też póżniej korzystałem z jego łodzi. SĄ W NASZYM KRAJU JESZCZE DOBRZY LUDZIE tylko czemu jest ich tak mało???? Pozdrawiam kol wędkarzy i życzę poznania jak najwięcej takich wspaniałych ludzi!!!!
Komentarze