Wreszcie na niedzielę zapowiadają poprawe pogody, postanawiam jechać na ryby. Wyjazd godz. 4:00. Nad zalew do Roszkowa ( zaledwie kilka kilometrów jazdy). Cel leszcze.
Jestem na miejscu, i co widzę, na głównym parkingu tyle samochodów, że nie ma gdzie zaparkować i myślę czy będzie w ogóle wolne stanowisko..., ale na szczęście znajduję, choć nie jest to wymarzone miejsce do wędkowania - sama mokra glina ( po całym tygodniu opadów jeszcze nie wyschła), no ale cóż, biorę się do rozkładania sprzętu.
Wszystko gotowe. Łowię z gruntu na sprężynę i koszyczek. Na jednej wędce zakładam pinki, na drugiej czerwonego robaka. Może po 20 min. szczytówką wędki, gdzie mam założone pinki zaczyna coś szarpać? Patrzę na wskaźnik brań ( bąbkę), a ona ani się nie ruszyła ?! Co jest... myślę... Szarpania ustały, wyciągam i co widzę - pinki "zużyte", a więc było branie, ale jak to możliwe. Zarzucam ponownie, po ok 10 min. znów ta sama sytuacja. Myślę - co jest? - wskaźnik ani rusz, żyłka ani rusz, a cała wędka aż "chodzi". Po tym fakcie znów wyciągam zestaw i pinki " wycyckane, a więc było branie.
Postanawiam następnym razem zaciąć. Po jakimś czasie znów to samo, ale tym razem zacinam i wyciągam przyzwoitego leszcza. Rozwidniło się i ... eureka wreszcie rozumiem co sie działo. Otóż, na żyłce, którą teraz łowię znajdował się stoper z nitki ( pozostałość po łowieniu na spławik) i ten nieszczęsny stoper zaklinował sie na przelotce u szczytówki. Tłumacze sobie to tak, że przy wyrzucie zestawu koszyczka nie przeszkadzał on tak bardzo, ale gdy ryba "brała" już przeszkadzał i przy miekkiej szczytówce powodował jej drganie, zamiast napinanie żyłki przy wskaźniku. No cóż, przez to straciłem może rybę dnia, ale głowa do góry - naprawiam przeszkodę i łowię dalej.
Tego dnia złowiłem co prawda jeszcze kilka leszczy i krąpi, ale niestety, im było bliżej południa, tym były one mniej okazałe. O godz 12:00 zbieram sprzet i wracam do domu, ale jedna myśl nie daje mi spokoju - gdyby nie ten stoper może miałbym czym się pochwalić, a tak dzień muszę zaliczyć do mniej udanych.
Puenta tej wyprawy jest prosta - przed wyjazdem na ryby, przynajmniej dzień wcześniej, należy dokładnie sprawdzić swój sprzęt wędkarski. Ja następnym razem na pewno to zrobię.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze