Była godzina 9:00 , kiedy kolega Mirek zadzwonił do mnie i zapytał czy jadę na ryby???. W zasadzie co mi szkodzi no pewnie że jadę odparłem. No to szykuj sobie coś ciepłego na grzbiet i jakieś jedzonko i zaraz podjadę po Ciebie powiedział szybko kończąc rozmowę. Po pięciu minutach już siedziałem w "czołgu" - tak nazwaliśmy jego pojazd marki UAZ :). Droga minęła szybko i po przejechaniu przez las , błota i bezdroża zatrzymaliśmy się nad rzeką odrą gdzie mieliśmy łowić całą noc. Rozpakowanie wszystkiego co jechało z nami zajęło nam około 40 min i rozpoczęło się zakładanie plandeki chroniącej przed deszczem , przyszykowanie ogniska na nocne połowy oraz wykopanie miejsca na śmietnik i ustawienie stanowisk po obu stronach główki. Po przyszykowaniu zanęty sprzętu i przynęt jakie ze sobą mieliśmy czyli białe i czerwone robaki oraz barwione na czerwono i żółto białe rozpoczęliśmy od kawy :) . Ja jako przyszły wędkarz przyglądałem się wszystkiemu bacznie zadając co chwilę jakieś pytania a to czy grunt to tu jest mulisty a to czy w zanęcie muszą być robaki itd...Oczywiście kolega Mirek odpowiadał na wszystkie pytania bacznie i cierpliwie tłumacząc co i jak w wędkarskim świecie. Po kawie zasiedliśmy spokojnie na siedzonkach i obserwowaliśmy sygnalizatory rozmawiając o wszystkim i niczym jak to faceci. Pierwsze branie nastąpiło po mniej więcej 30 minutach i na haczyku wylądował mały leszczyk ( wziął na białego robaka ) , później jeszcze kilka sztuk leszcza i cisza. Kolejne kilka kul zanęty wylądowało w wodzie i po tym czasie po około 20 minutach pierwsze mocniejsze branie , feder ( tak się chyba nazywa ) zaczął ochoczo podskakiwać i zacięcie , hol i jest oto moim oczom ukazał się sum , niewielki ale zawsze to już coś. Delikatne odpięcie ryby i do wody siup. Kolejnych kilka sztuk pojawiło się jeszcze na brzegu po czym wróciło do wody z życzeniami powrotu za jakiś czas i uśmiechem na twarzach. Ja jako człowiek dla którego wędkarstwo to dopiero nowa pasja zobaczenie na własne oczy suma to przeżycie niebywałe ale super się czułem trzymając w reku przez chwilę tą wspaniałą rybę. I tak przez całą noc w deszczu i wietrze łowiliśmy a raczej łowił Mirek a ja patrzyłem i obserwowałem ucząc się. Po powrocie z tej wyprawy postanowiłem zdać egzamin na kartę wędkarską i zdałem a co mi tam pewnie że teraz już sam jako wędkarz z krwi i kości legalnie niebawem wybiorę się już sam na ryby co z przyjemnością opiszę. Pozdrawiam Marek
P.S teraz zbieram na swój pierwszy sprzęt z nadzieją że szybko będę mógł już po raz pierwszy zasiąść sam nad wodą mocząc kija
Komentarze