Reklama

Wyprawa na

07/08/2011 18:50
Była godzina 9:00 , kiedy kolega Mirek zadzwonił do mnie i zapytał czy jadę na ryby???. W zasadzie co mi szkodzi no pewnie że jadę odparłem. No to szykuj sobie coś ciepłego na grzbiet i jakieś jedzonko i zaraz podjadę po Ciebie powiedział szybko kończąc rozmowę.
Po pięciu minutach już siedziałem w "czołgu" - tak nazwaliśmy jego pojazd marki UAZ :). Droga minęła szybko i po przejechaniu przez las , błota i bezdroża zatrzymaliśmy się nad rzeką odrą gdzie mieliśmy łowić całą noc. Rozpakowanie wszystkiego co jechało z nami zajęło nam około 40 min i rozpoczęło się zakładanie plandeki chroniącej przed deszczem , przyszykowanie ogniska na nocne połowy oraz wykopanie miejsca na śmietnik i ustawienie stanowisk po obu stronach główki. Po przyszykowaniu zanęty sprzętu i przynęt jakie ze sobą mieliśmy czyli białe i czerwone robaki oraz barwione na czerwono i żółto białe rozpoczęliśmy od kawy :) .
Ja jako przyszły wędkarz przyglądałem się wszystkiemu bacznie zadając co chwilę jakieś pytania a to czy grunt to tu jest mulisty a to czy w zanęcie muszą być robaki itd...Oczywiście kolega Mirek odpowiadał na wszystkie pytania bacznie i cierpliwie tłumacząc co i jak w wędkarskim świecie. Po kawie zasiedliśmy spokojnie na siedzonkach i obserwowaliśmy sygnalizatory rozmawiając o wszystkim i niczym jak to faceci. Pierwsze branie nastąpiło po mniej więcej 30 minutach i na haczyku wylądował mały leszczyk ( wziął na białego robaka ) , później jeszcze kilka sztuk leszcza i cisza. Kolejne kilka kul zanęty wylądowało w wodzie i po tym czasie po około 20 minutach pierwsze mocniejsze branie , feder ( tak się chyba nazywa ) zaczął ochoczo podskakiwać i zacięcie , hol i jest oto moim oczom ukazał się sum , niewielki ale zawsze to już coś. Delikatne odpięcie ryby i do wody siup. Kolejnych kilka sztuk pojawiło się jeszcze na brzegu po czym wróciło do wody z życzeniami powrotu za jakiś czas i uśmiechem na twarzach. Ja jako człowiek dla którego wędkarstwo to dopiero nowa pasja zobaczenie na własne oczy suma to przeżycie niebywałe ale super się czułem trzymając w reku przez chwilę tą wspaniałą rybę. I tak przez całą noc w deszczu i wietrze łowiliśmy a raczej łowił Mirek a ja patrzyłem i obserwowałem ucząc się.
Po powrocie z tej wyprawy postanowiłem zdać egzamin na kartę wędkarską i zdałem a co mi tam pewnie że teraz już sam jako wędkarz z krwi i kości legalnie niebawem wybiorę się już sam na ryby co z przyjemnością opiszę. Pozdrawiam Marek

P.S teraz zbieram na swój pierwszy sprzęt z nadzieją że szybko będę mógł już po raz pierwszy zasiąść sam nad wodą mocząc kija
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama