Jest czwartek rano. Ładna pogoda. Narada z synem, jedziemy na okonie do Solca nad Wartą. Żona robi szybki obiad, godz.12.00 pakujemy sprzęt do samochodu i jedziemy. Na miejscu decyduje się na boczny trok, mój syn tradycyjnie na obrotówkę nr 2 z czerwonymi kropkami. Łowimy na wodzie stojącej.
Mija druga godzina, u mnie pusto. Syn jest lepszy wyciągnął dwa okonie, miały może z 10 cm. Ja uważam, że to nic ,ale on twierdzi że prowadzi ze mną 2:0. Jak rywalizacja to rywalizacja, zmieniam kolory paprochów, ale nadal bez efektu. Żona zarządza przerwę. Pijemy kawę, jemy kanapki i pączki. Decyzja o zmianie łowiska, idziemy na Wartę. Moja żona, która nam początkowo kibicowała nie idzie z nami, wybiera opalanie na leżaku.
Nowe nadzieje i nowa mobilizacja. Cóż, po godzinie biczowania wody wszystko bez zmian, jestem bez ryby. Syn nagle krzyczy do mnie „tata podbierak!”, oczywiście lecę co sił. Co widzę, czy to ryba czy jakaś motorówka odjeżdża, wybierając żyłkę z kołowrotka. Szczupak, tak to szczupak. Przejmuję wędkę, zaczyna sie walka. Po ok.5 minutach mam rybę prawie przy brzegu ( okazało się później, że prawie robi naprawdę dużą różnicę). Syn czai się z podbierakiem, zbyt krótkim ! Podciągam bliżej, a ten szczupak potwór jak go określił syn, chyba resztkami sił wybił się ponad wodę, zrobił śróbę i tyle go widzieliśmy.
Tak ogromnej paszczy dawno nie widziałem, w wodzie jego grzbiet wyglądał jak ogromna kłoda, miał chyba z metr długości. Po kilku głośnych słowach położyliśmy się na trawie w milczeniu. W tym momencie podchodzi moja żona i pyta rozbrajająco „mieliście branie, bo słyszałam jakieś głośne krzyki?".
Oczywiście wykonanie kilku rzutów mojego syna w to samo miejsce nie przynosi już żadnych efektów. Zrobiło się już późne popołudnie, wracamy do domu " o kiju". W samochodzie postanowienie, że wrócimy tu jeszcze po naszego "potwora z Warty". Na koniec - szczupak połakomił się na tą małą obrotówkę nr 2 w czerwone kropki.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze