Wybralam się na rybki na moje ranczo.Pogoda była bardzo ładna ,ale rybki nie żerowały ,więc zajełam się ogrodem. w niedzielę ugotowałam kaszę jęczmienna dodałam kukurydzę i fedrera . Załadowałam w koszyczek i po 5 minutach małe pociągnięcie ,raz,drugi,ciągnę ,ale pudło.Dokładam zanętę ,nowego robaczka i czekam ,może z 10 min,,,i jest mocne szarpnięcie.Dobrze że mąż pszyszedł na pomost ,bo leszcz pracował mocno i nie miałam siły sięgnąc po podbierak No mąż podebrał go i juz na brzegu odchaczył się sam w podbieraku.Miałam skoki adrenaliny i bardzo się cieszyła na taki udany połów i to był tego dnia pierwszy leszcz i ostatni potem juz tylko cos skubało i bez efektów.Pozdrawiam:)
Komentarze