Wolne w pracy i na ryby długo wyczekiwałem na ten dzień. Rano pobudka godz 5:00 :( nie chce się wstawać ale zawsze pojadę . Na łowisko docieram o 6:00 mocno prze łowione , ale zawszę się coś złapie. Niestety moja miejscówka zajęta:( a to pech , idę kawałek obok rozkładam sprzęt i zaczynam. Początkowo dosyć słabe brania lekkie podciągnięcia sama drobnica , mija godz dwie i nic. Płyną kaczki i pech chciał że wpłynęła mi na żyłkę i się zaczęła zabawa z kaczką po 5 min w końcu się odpięła ale zestaw cały do zrobienia na nowo. O 9:00 postanowiłem zmienić miejsce ale po 1 godz znowu nic, postanowiłem ostatni raz zmienić miejsce początkowo ładnie się zapowiadało parę płoci , ale w końcu nastawiłem się na lina pakuje sprzęt do samochodu i wracam , przejechałem kawałek patrzę na zegarek 12:00 szkoda odjeżdżać , postanawiam jeszcze raz spróbować rozkładam się na nowo i zaczynam. Pierwszy rzut mały okonek , drugi rzut powolne branie zacinam no i jest pierwszy lin nie duży 33 cm ale jest . Była 12:15 mija pół godz kolejne branie i kolejny lin stawia się dosyć solidnie ok 3m od brzegu odpiął się :( szkoda . Przez kolejne 2,5 godziny parę krąpi 1 leszczak i kilka małych okoni szkoda bo raczej nie przetrwały starcia z haczykiem. O 15:00 kolejne branie dosyć długie ok4 min ,ale zacinam i siedzi kolejny lin 41 cm ,trochę się stawiał ale udało się go podebrać choć w tym miejscu gdzie łapałem nie było łatwo , na skarpie ponad metr do wody. Posiedziałem jeszcze 1h parę okonków wszystkie nie wymiarowe, czas się zwijać do domu. Wyprawa udana choć już jedną nogą byłem w domu , cierpliwość jednak popłaca.
Komentarze