Siemanko. Dziś wstalem o godz. 4 rano pojechalem na tak zwana szybką wode nad wisle byłem tam przez ok 4 godzinki. Woda była niska ale bardzo rwąca miala 3m głębokosci łowiłem na żyłke stroft 0.14 Z kamieni była utworzona mała zatoczka. Poszedłem tam i pomyślałem ze tam bedzie duzo okonia. zaucilem ok 10 razy nic nie chciało zaatakowac, dobra poszedłem dalej ok 100m była tam takze zatoczka zuciłem i siedzi okon 26cm, na kopytko(małe) żółte mikado, zuciłem jeszcze para razy tym razem trafił sie malutki sandacz mial 30cm takze na kopytko małe żółte mikado, zucałem jeszcze i nic nie brało, założyłem obrotówke roz.2 (czerwoną) po kilku rzutach trafił sie okonek miał 24cm, potem jakies 15 min nic nie chciało brac załozyłem obrotówke nr.1 czekałem jakies 20min trafił sie okon 32cm. po chwili załozylem szpule z plecionka i wachadłówke 20g. zycałem i niec jedynie było jakies mysniecie to był chyba boleń. a potem zaczep tak silny ze nie wiedzialem co robic zacząłem machac we wszystkie strony i w góre i wedka poszła złamała sie w połowie pierwszej czesci. Te wedzisko było juz klejone to sie zbytnio nie przejmuje bo wczoraj kupiłem nowa okoniówke. Oczywiście wszystkie rybki trafily do wody, bo byly malutkie, szczerze dzis wybierałem sie na duzego okonia ale no cóż dzień dniowi nie równy tydzień temu złowiłem tam bardzo ładnego okonia 38cm. Pozdrawiam oski124
Komentarze