Porzuciłem muchę, co prawda nie na zawsze, robię sobie krótki urlop od tej metody. Ponieważ dawno nie wybrałem się na sandacze, postanowiłem sprawdzić w tym tygodniu czy i ewentualnie jak biorą w dawno przeze mnie nie odwiedzanej Solinie…
Wypłynęliśmy w okolice Hreftu. Zabrałem ze sobą następujący zestaw: wędka 2,40 o c.w. do 25 g, kołowrotek Team Dragon 730 iX, do tego oczywiście rippery w rozmiarze do 7 cm i perłowym kolorze, główka od 15 do 20 g. Zamiast żyłki zastosowałem plecionkę 0,15, dzięki której lepiej czuć brania. Zestaw rzucałem jak najdalej i stosowałem delikatne pociągnięcia ok. 50 cm.
Łowiłem na głębokości od 10 do 25 m. Podczas kilkugodzinnej wyprawy zaobserwowałem, że o porannej porze ryby brały na płytszej wodzie, natomiast po południu na głębszej, ok. 20 m. Wyprawę mogę zaliczyć do udanych, ponieważ już na samym początku, po kilku rzutach, złowiłem kilka co prawda średnich, ale ładnych sandaczy. Ogólny wynik przedstawia się następująco: od wczesnego ranka do godz. 15.30 – 9 sandaczy i 2 okonie.
Jako ciekawostkę wspomnę, że podczas wędkowania miałem okazję być poddanym kontroli państwowej Straży Pożarnej – wspominam o tym, ponieważ przyznam szczerze, że nie strażników nie widziałem tam prawie od 20 lat. Oczywiście cieszę się, że wreszcie wyruszyli w teren - oby tak dalej.
Tym, którzy zachęceni moją relacją wyruszą teraz nad Solinę, aby powędkować mogę polecić kilka sprawdzonych miejscówek. Szczególnie warty odwiedzin jest rejon tzw. zatopionego cmentarza oraz obszar na przeciwko zatoczki przy osiedlu domków jednorodzinnych. Ja kolejnych tygodni nie czekam, wracam nad Solinę w niedzielę.
Komentarze