Reklama

Wyprawa wędkarska

08/05/2009 11:37
Któz z Nas nie pamieta jakiejś ze swoich wypraw wędkarskich szczególnie? Ja też nie należę do wyjatków...
Będąc jeszcze bezdzietnym kawalerem, do tego studentem, posiadałem aż nadto czasu a i chęci było co niemiara. Wybrałem się więc pewnego letniego (koniec sierpnia) południa na Wisłę w okolicy Stężycy na kilkudniowe spiningowanie. Ze względu, że niczego tak sobie nie cenię w wędkarstwie jak spokoju, braku pośpiechu i kontaktu z naturą wyprawa taka była przeze mnie specyficznie przygotowywana. Zaczynałem od pakowania starego i wysłużonego płóciennego plecaka harcerskiego. Z racji jego pojemności musiałem bardzo rozważnie zapełniać go ekwipunkiem...

Na pierwszy ogień szły wszystkie akcesoria wędkarskie nastepnie wielofunkcyjny ostry i solidny nóż. Następnie z racji czasu wyprawy (2 doby) dobierałem picie. Czas letni i panujace upały kazały mi rozsądnie zabrać 4 pety wody gazowanej po 1,5 l oraz trochę jedzenia (pęto kiełbasy i tyrolska, bochen chleba i kilka ogórków. Już to (szczególnie woda) nieżle dociążyło mój plecak a należało jeszcze spakować sweter na noc, cienki płaszcz przeciwdeszczowy i niewielki koc (zrolowałem go i przytroczyłem na wierzchu). Do tego stary i sprawdzony spinning, kapelusz z szerokim rondem i okulary wędkarskie przeciwsłoneczne...I niestety 2 paki papierosów z podwójną zapalniczką. Dlaczego dwie zapalniczki? Niech Was w głuszy zaskoczy awaria zapalarki to będziecie wiedzieć...W rozpaczy będziecie krzesać ogień kamieniem o kamień, żeby tylko zapalić papierosa.

Tak przygotowany wyjechałem autobusem do Stężycy. PKS jeczchał jakąś dziwną okrężną drogą, jadąc zresztą 40 na godzinę. Mnie jednak nigdzie się nie spieszyło. Następnie jeszcze 5 kilometrowy marsz w mało uczęszczany odcinek Wisły i...już byłem w swoim żywiole. Łowiłem nieśpiesznie na obrotówki i woblery do wieczora. Brania były chimeryczne. Złowiłem kilka niedużych kleni i niewymiarowego bolenia. Jednak i tak byłem zadowolony.

Pierwszy zmrok zastał mnie na środku Wisły na łasze piachu połączonej z lądem wąskim przesmykiem. Tam postanowiłem przenocować. Wiem, że to trochę niebezpieczne (nagły przybór wody może narobić kłopotów) ja jednak przed wyruszeniem na ryby sprawdziłem, że woda jest stabilna. Dodatkowo z dala od przybrzeżnych łozin komarów jest mniej a to jest naprawde ważny argument:)). Jeszcze kolacja i spoczynek. Zauważyliście brak namiotu, karimaty i śpiwora. No niestety i tak miałem na plecach dostatecznie dużo kilogramów. Więc na ciepły piach płaszcz, pod głowę plecak, na siebie sweter i koc i... spać.

W środku nocy obudził mnie jakiś dziwny hałas. W świetle księżyca poznałem młodego lisa, który wyraźnie skuszony zapachem mojego prowiantu (kiełbasa) podszedł na 2 metry. Kilkukrotne próby odstraszenia intruza nic nie dały (cholera może to zreszta ja powinienem siebie nazwać intruzem). W końcu podzieliłem się z rudzielcem kiełbasą oddajac mu jakiś 10- centymetrowy kawałek...dał mi później spokój.

Drugiego dnia brania były równiez sporadyczne, niemniej złowiłem ładnego klenia, 2 lub 3 niezłe okonie i ponad 1,5 kilogramowego szczupaka, do tego kilka zerwań i cała masa puknięć.
Wieczorem zaś znowu na środek Wisły, tym razem na wysepkę. Było bezwietrznie i parno...Spałem do 1 w nocy kiedy to obudziły mnie błyskawice. Były nade mną. Musiałem przegapić zbliżanie się burzy (całodzienne wędkowanie trochę mnie umęczyło). Zdążyłem tylko zebrać koc, usiąść na plecaku i przykryć płaszczem kiedy rozpętała się wichura połaczona z ulewą i piorunami...Wędkę odniosłem jak najdalej od siebie (po cholerę był mi piorunochron między nogami:)) i...przesiedziałem do rana w kucki. Na szczęście miałem jeszcze kilka papierosów.

Rano burzy już nie było, ale deszcz padał nadal i wyglądało, że zaciągnęło się na dobre. Połowiłem jeszcze ze 3 godziny bez większych efektów poza wymiarowym jaziem i zebrałem się w drogę powrotną. Zmęczony, ale zadowolony. Takie mam kolejne wspomnienie sprzed 15 lat...
Yarpen
Ps. Wtedy właśnie po raz pierwszy i jedyny widziałem około 12 CZARNYCH bocianów na raz. Chyba był to ich sejmik przed odlotem. Widok niezapomniany. Pzdr.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama