Wreszcie poprawiła sie wrześniowa pogoda więc już wcześniej zaplanowałem 2 dniową wyprawę w poszukiwaniu mojej ulubionej rybki czyli karpia. Piękny piątkowy dzień zaczołem od porannej wizyty u dentysty :) (wizyta była konieczna - to opinia mojej żony, gdyż ja tej konieczności nie czułem). Szybko sie jednak z tym uporałem i już pare po 11 zawitałem nad wodą. Pierwszy zestaw poszedł do wody ok. 11.30. na kulkę proteinową. Nie bardzo byłem do też przynęty przekonany gdyż łowię na nią od ok. 2 miesięcy i nawet brania nia miałem.
Jednak stwierdziłem, że w końcu musi sie coś na nią skusić. Długo nie trzeba było czekać. Zanim zacząłem rozkładać drugiego kilka sygnalizator powędrował w górę. Na szczecie odblokowałem wolny bieg ponieważ jak na pierwsze branie odjazd był niesamowity. Gdyby nie wolny bieg pewnie nurkowanie za kijem byłoby potrzebne :). Niestety rybka poszła w trzciny i nie udało sie jej zaprosić na brzeg. Jakoś to przeżyłem gdyż nigdy nie czułem takiej siły na kiju. Była to cenna nauka aby długo nie czekać tylko ciąć. Niestety rada pana ze sklepu wedkarskiej poszła na marne, mówic, żeby sobie wyjechał ile chce i jak stanie dopiero ciąć. Może i byłaby dobra gdyby nie stanoł w trzcinach :).
Niestety na kulkę było to pierwsze i ostatnie branie tego dnia. Po 4 h rozłożyłem federka na koszyk gdyż chciałem chociaż coś złowić. Udało sie spory linek ok. 1 kg pokusił sie na robaczka. Z niesmakiem pięknego brania zakończył sie pierwszy dzień. Miałem zostać na noc lecz przez wzgląd na hit piłarski udałem sie przed telewizor. W sobote 4.15 usłyszałem budzik, już miałem pas ować lecz po 4 drzemkach postanowiłem jednak powędkować. Nad wodą byłem 6.10. Kij z kulką proteinową powedrował do wody ok. 6.30. Drugiego kija rozłożyłem na koszyk z myślą, że na kulke i tak nic nie weźmie. Kilka drobnych brać na koszych a na kulke sygnalizator stał bez ruchu. Jednak ok. 11 powtórka z dnia wczorajszego, pieknę branie. Zaciołem i czuje potęrzny opór. Jednak udało sie wyholować i moim oczom ukazał sie piękny karp królewski. Nogi aż mi drżały, serducho biło, nigdy wcześniej takiej ryby nie złowiłem, takiej mocy na kiju nie czułem. Rybka wylądowała w podbieraku, zważona ok. 5,4 kg, 53 cm.
Radoche miałem niezłą wiec wędka na koszyk poszła do bagażnika a druga wylądowała z kulką w wodzie. Ok. 13.30 gdy już miałem sie składać powoli kolejny piękny odjazd i zacięcie. Opór jeszcze większy, hamulec zaczął czeście przepuszczać ale także sie udało choć po dłuższej walce. Ten piękny osobnik to także karpik lecz większy. Ważył ok. 7.4 kg, 66 cm. Dokładam fotki choć nie oddają wymiarów jak i piękności obu rybek. Ok. 15.00 spakowałem sie i zakończyłem wędkowanie. Rybki oczywiście odzyskały wolność. Obie rybki pokazały mi moc kulki i dziś wiem, że na robaczka czy też kuku łowić raczej nie będę. Te przepiękne brania jak i dla mnie rekordowe okazy dały mi tyle radości jak i wiarę, że warto poczekać i być wytrwałym a nie zadowolić sie drobnicą :)
Komentarze