Mam nadzieję, że wywiad, który tu zamieszczam zwróci uwagę kolegów, ponieważ osoba, z którą rozmawiałem, jest związana z wędkarstwem chyba od urodzenia. Można powiedzieć, że to „człowiek ryba”. Zapraszam do lektury:
Jacek Krugiołka – Prezes Koła PZW 37 Owińska
R: - Jak zaczęła się twoja przygoda z wędkarstwem?
JK: - Wędkarstwem zaraził mnie mój ojciec, gdy maiłem 3 lata i do tej pory jeszcze się nie wyleczyłem.
R: - Od tego momentu minęło sporo czasu, bardzo często można spotkać cię nad wodą. Jak to wszystko pogodzić? Praca, szkoła, rodzina?
JK: - Trzeba być zorganizowanym i mieć bardzo, ale to bardzo wyrozumiałą żonę.
R: - Byłeś założycielem SSR przy naszym Kole, ale po krótkim czasie mimo pozytywnych efektów, Straż została rozwiązana. Co się stało?
JK: - Wraz z kolegami ze SSR chcieliśmy skuteczniej pracować i w związku z tym zwróciliśmy się do ZO Poznań o zakupienie pontonu na potrzeby straży. Niestety, ZO Poznań nie był zainteresowany wspieraniem SSR w celu ochrony naszego mienia, no i zapadła decyzja o rozwiązaniu grupy.
R: - jesteś pomysłodawcą wielu działań zmierzających do propagowania wędkarstwa, inicjatyw pobudzających do działania innych wędkarzy. Skąd bierzesz na to pomysły.
JK: - Słucham wędkarzy: ich boleści, rozterki, radość, wizje, propozycje, epitety no i siadam sobie w fotelu, rozmyślam, analizuje, składam to w jedną wspólną całość, zwołuje spotkanie członków naszego koła, na którym dopracowujemy wszystkie szczegóły i przedstawiamy to na walnym zebrani. Tam akcept i do pracy.
R: - Jaką technikę wędkarską preferowałeś na początku przygody wędkarskiej, a co teraz jest dominujące?
JK: - Do 2004 roku lubowałem się w wędkarstwie spławikowym, aż metoda ta stała się po prostu za droga. Ceny dobrych zanęt i dodatków poszły tak w górę, że musiałbym zmniejszyć liczbę wypraw nad wodę (co wcale nie wchodziło w rachubę) lub obniżyć wydatki i efektywność( też nie do przyjęcia), więc za namową pana Leszka przerzuciłem się na spinningowanie i nie żałuję, choć nie jednokrotnie robię zasiadki na nocne warciane leszcze.
R: - Czy jest coś, czego jeszcze nie próbowałeś? Choroba morska?
JK: - Tak, choroba morska jest moja słabością nie do zwalczenia i ze smutkiem słucham opowieści z morskich przygód. Może kiedyś – aviomarin no i wio…
R: - Na jakim łowisku czujesz się jak „ryba w wodzie” (rzeka, jezioro, staw).
JK: - Wszędzie tam, gdzie są drapieżniki, a moje ulubione łowiska to rz. Warta i zb. Radzyny.
R: - Masz jakieś niespełnione marzenie wędkarskie typu łowienie z Rexem Hantem?
JK: - Moim największym marzeniem jest doczekać się czasów, gdy człowiek zacznie szanować matkę naturę, a my nie będziemy musieli organizować ciągle akcji „czyste łowiska”. Będziemy mieli wtedy więcej czasu na oddanie się naszej pasji.
R: - A co się spełniło z twoich marzeń oprócz wspaniałej żony i córki?
JK: - Całkiem niezła praca, co daje mi większe możliwości oraz wspaniałe grono znajomych.
R:- Powiedz co robiłbyś gdyby nie wędkarstwo, może szachy?
JK: - Urodziłem się z wędką w ręku i z nią umrę. Innej opcji nie ma.
R:- Jakieś zabawne zdarzenie nad wodą?
JK:- O tak, wrześniowy poranek nad Warta. Prostka, dosyć szybki nurt, rzut riperkiem, pierwsze podbicie i strzał. Odjazd na 130 metrów i to coś przykleiło się do dna, po około 5 minutach ruszyło się niemrawo- jakieś krótkie odjazdy, szarpania, pod powierzchnią nagle się zakotłowało i wynurzyło się cielsko suma. Na moje oko minimum150 cm. Moja radość nie trwała długo, gdy się zorientowałem, że sum jest owinięty w połowie plecionką. Prąd znosił szamoczącą się wściekle rybę pod mój brzeg, gdy nagle jak strzała z nieba spada na nią orzeł, w jednej chwili pomyślałem, że to koniec, niebiosa mi dzisiaj nie sprzyjają. Orzeł chyba ocenił, że rybka jest za duża i parę centymetrów nad nią wzbił się z powrotem w powietrze, jeszcze trochę pokrąż i odleciał zostawiając mnie z sumem, którego straciłem z oczu za nawisami drzew. Opór coraz silniejszy, plecionka na kołowrotku się skończyła, jeszcze kilka szarpnięć i luz. Skręcam kołowrotkiem i widzę riperka oraz wyprostowany haczyk. Złość mnie ogarnęła – na zakupie zaoszczędziłem 30 groszy, a straciłem rybę życia kupując tandetne haki. Emocji było tak wiele wciągu tych 30 minut, że i serce dało o sobie znać, ogromny bul w klatce piersiowej zmusił mnie do zakończenia wędkowania w tym dniu. Wieczorem, po głębokich przemyśleniach stwierdziłem, że tak naprawdę nie złowiłem żadnego godnego uwagi okazu i sprzęt nie ten …
R: - Już ostatnie pytanie. Czy jest coś, co chciałbyś zmienić w naszym Kole a na razie jest to nie możliwe?
JK: - Oczywiście, mentalność ludzi, którzy traktują wędkarstwo, jako tani sposób nabycia mięsa, najczęściej nie na własne potrzeby. Wkurzają mnie wszędzie zalegające wędkarskie śmieci, a reszta jest ok.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze