Reklama

XI MEMORIAŁ MISTRZA jARZMIKA

11/09/2018 09:00
XI MEMORIAŁ IM. MARKA JARZMIKA
Śnił mi się Muchowy Puchar Koła PZW Kraków – Nowa Huta – XI Memoriał im. Marka Jarzmika. Miałem powód do snów, bowiem broniłem tytułu zdobywcy trofeum w 2017 r. Mówiono wtedy, że poziom lotu muchy został zaniżony. Tym razem – w 2018 r. – wszystko wróciło do normy. Wygrał jeden z tych, którzy powinni wygrywać. Historycznie sprawę ujmując, było tak. Budziliśmy się i wchodziliśmy na obroty już od 4.00 rano. Wyjątki zostały przywiezione prosto z wesela. Zabrałem dwa kije, bo tak nakazywała doktryna. Much miałem pełne kieszenie, aż do utraty orientacji. Na pierwsze rzuty miały iść błyszczące czarnuszki z fioletowym lub niebieskim kołnierzykiem. Transportem na miejsce zbiórki zarządzał kolega Andrzej.
Pomiędzy gryzem kanapki i łykiem coca coli odbyło się losowanie stanowisk. Klucz preferował licznych i dlatego silnych. Garnizonowe w składzie dubletu czekało do końca. W takich sytuacjach odzyskuję spokój licząc na szczęście innych. Skoro nie mam swego, to podłączę się do cudzego. Zostały mi trzy mocno rozbieżne możliwości i wylosowałem stanowisko nr 2. Byłem zadowolony, gdyż o wodzie w tym miejscu mało wiedziałem, ale przynajmniej dojazd miałem prosty – koło mostu. Łowiliśmy przez cztery godziny i 15 minut. Podobała mi się taka ustawka. Mogłem przejść całe stanowisko i sprawdzić różne wersje łowienia. Po ostatnich porażkach zacząłem większą wagę przywiązywać do taktyki. Chodzi o to, żeby nie szukać ryby tam, gdzie ona oczywiście powinna bytować, tylko tam, gdzie jej nikt nie szukał. W tych oczywistych miejscach wszyscy szukają, kłują, depczą wodę i dlatego bardzo trudno o pozytywny efekt.
Po dwóch godzinach łowienia powiedziałem do siebie, że woda zawodzi i czarnulki nie są na dziś. Trzeba coś innego postanowić. Założyłem zająca i poszedłem 30 metrów wyżej. To był świetny wybór. Pierwszy rzut pod prąd i jest ryba. Teraz tylko muszę do niej dojść i absolutnie nie ciągnąć pod prąd. Żyłka jest zbyt cienka. Bez emocji, cierpliwie i powoli wprowadziłem do podbieraka i przywołałem kolegę Grześka, który uśmiechnął się do lipienia i zmierzył go oświadczając, że całe 32 cm. Teraz dopiero zdobyłem się na uniesienie. Wróciłem na szczęśliwe miejsce i szukam kolejnej ryby. Ale czy to jest to samo miejsce? Co rzut, to zaczep i tak ze cztery razy. Łaziłem i odczepiałem nimfy z podwodnych krzaków, gałęzi i badyli. Zdeptałem łowisko i po zawodach. Miałem jeszcze po lewej dziewiczy mały dołek. Spenetrowałem go kilka razy i wyłowiłem dwa krótkie lipienie i klenika. W tym dołku punktów nie było. Zeszliśmy z kolegą Grześkiem do rokującej rynny po lewej stronie, bowiem lepszych możliwości nie mieliśmy. Ja tę rynnę drugi raz penetrowałem i swą szansę widziałem głęboko pod gałęziami. Ale jak się tam dostać? Za którymś razem poszło doskonale. Zaciąłem rybę i wkrótce wyholowałem lipienia na 30,5 cm. To mi wystarczało do dobrego samopoczucia. Zszedłem niżej z nadzieją na dobre miejsce, ale bez powodzenia. Grzesiek sprawdzał tę rynnę po raz szósty i zapiął lipienia na 32,5 cm. Opłaciła się żelazna konsekwencja i wiara w tezę, że po południu zaczną się brania. Kolega Robert Kocioł także połowił pod koniec limitu czasu. W sumie rewelacji nie było. Na 300 metrach wody złowiliśmy 3 ryby. Innym, tj. kadrowcom, mistrzom i wschodzącym gwiazdom poszło lepiej. Najlepszym tropicielem i łowcą okazał się kolega Marcin Słomka z Koła PZW Myślenice. Złowił sześć wymiarowych ryb  i tym wynikiem o 100% przebił konkurencję. Drugi był Mistrz Okręgu 2018 Zdzisław Opach z Koła PZW Kraków Stare Miasto– łowca trzech kardynałów. O ile wymienione wyżej nazwiska nie dziwią, to trzecie miejsce wschodzącej gwiazdy - Kamila Opacha – też z Koła Stare Miasto - jest miłą niespodzianką. Kamil przegrał z Mistrzem tylko 10 punktami. Na czwartym miejscu uplasował się Grzegorz Skurzyński z Koła Myślenice, a na piątym miejscu kolega Marcin Pucułek z Koła PZW Kraków Nowa Huta. Kolega Marcin otworzył koalicję łowców dwóch ryb. W tym przedziale różnice były centymetrowe. Szóste miejsce zajął kolega Robert Stoszko z Koła PZW Kraków Kleparz, a siódme kolega Mariusz Szlachetka z Koła Myślenice. Na ósmym miejscu zameldował się Piotr Buda z Koła Garnizonowego w Krakowie, a na dziewiątym miejscu z równym dorobkiem punktowym znaleźli się kolega Andrzej Zasadzki z Koła Kleparz i Roman Dryk z Koła Garnizonowego. Koalicje łowców dwóch ryb zamknęli z równym dorobkiem punktowym koledzy Robert Kocioł z Koła Nowa Huta i kolega Przemysław Bieniecki z Koła Stare Miasto.
Pogoda dopisała. Nie padało, nie wiało, a jedynie opalało. Każdy w zasadzie coś złowił. Obiad był super i w dobrym towarzystwie. Jedynym mankamentem były zamknięte sklepy z piwem, ale organizator nie miał na to wpływu. Brawa dla organizatorów, a w szczególności dla kolegów Roberta Kocioła, Grzegorza Jarzmika i Marcina Pucułka. Brawa dla wszystkich uczestników ligowej orientacji.
 
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama