Reklama

Za pięć dwunasta

19/04/2009 12:47
Łowiłem na jeziorze Miedwie od samego świtu, moim celem były szczupaki i okonie. Stałem zakotwiczony na ostrym spadzie dna, pode mną było cztery, a tam gdzie posyłałem Algę nr. 3 już dwanaście metrów głębokości. Wcześniej opłynąłem całą okolicę i właśnie tu, na tej dość dużej głębokości, na echosondzie pojawiały się wielkie ikony ryb, przyklejone do dna. Ciekawe, to chyba okazałe szczupaki, które czatują na jakąś porządniejszą zdobycz. Moja przynęta penetrowała ten właśnie obszar wody.

Chyba w dziesiątym rzucie poczułem na kiju delikatne zatrzymanie. Od razu szybko zaciąłem i zacząłem hol. Przy burcie ukazał się dwukilowy essox, na którego połakomił się jeszcze większy, około pięciokilogramowy okaz. Zaczęło się piekło i ostra szamotanina w wodzie, a ja nie bardzo wiedziałem co zrobić. Większy trzymał mniejszego wpół i nie mógł zabrać się do połknięcia swojego brata, bo ten był chyba trochę dla niego za duży. Cały czas miałem na kiju dwie walczące o przetrwanie ryby i ten impas trwał przez dobry kwadrans.

Nagle przerwał go ich dziadek, podpłynął i znienacka zassał do żołądka dwie nieszczęsne ryby i żeby nie było za nudno wyrżnął łbem prosto w burtę mojej łodzi. Przez moment myślałem , że zrobił w niej ogromną dziurę, bo nagle woda zaczęła się wlewać do środka, ale to tylko fala od ataku olbrzyma wpadła do środka. Szczupaczysko, o mało nie połamało mi jednak przetwornika echosondy. Zamroczony uderzeniem wypłynął do góry brzuchem i dał się wyciągnąć rękami, jak niemowlak. Może chciał popełnić samobójstwo, albo dostał ataku niestrawności, od nadmiernie dużego obiadu ?

Jedno było pewne, leżał na dnie łodzi i się nie ruszał. Co tu zrobić, zbadać mu tętno, ale gdzie ono jest u ryb ? Wyciągnąłem z kieszeni lusterko, podłożyłem mu pod pysk, no tak, przecież szczupaki nie mają płuc, tylko skrzela. Najgorsze było to, że na tym jeziorze, górny limit na połów szczupaka, jest ustalony na 90 centymetrów, a moja, prawie nieżywa bestia, na pewno miała ponad półtora metra. Jak przypłynie teraz kontrola, to leżę. Próbowałem podnieść drapieżnika i z powrotem wpuścić do jeziora, lecz to było ponad moje siły, wszystko przez ten mój kręgosłup i zalecenie lekarza, że nie mogę dźwigać ciężarów ważących ponad pięć kilogramów. Z opresji wybawił mnie sam szczupak, ocknął się nagle i wyskoczył z łódki.

Stał jeszcze przez jakiś czas blisko mnie i miałem dziwne wrażenie, że mi dziękuje za doznaną przygodę. Potem wyskoczył pionowo do góry, machnął swoim potężnym łbem, a z pyska wypadły mu, już osobno, dwa nienaruszone i w dobrej kondycji, mniejsze szczupaki. Całe towarzystwo się rozpłynęło, ja też podniosłem kotwicę i........................... zadzwonił budzik.
Obudziłem się, no tak, dzisiaj jadę na ryby na rozpoczęcie sezonu szczupakowego !

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama