Na pewno każdy z was podczas wyprawy na ryby przeżył coś bardzo śmiesznego i mógłby podzielić się ze wszystkimi taką ciekawą opowieścią. Dlatego też zakładam taki blog na naszym serwisie z nadzieją, że znajdą nie tutaj ciekawe a do tego zabawne historyjki. Aby zapoczątkować, opisze jedno zdarzenie które przeżyłem osobiście.
Czasami gdy nie mam zbyt dużo czasu a instynkt ciągnie mnie nad wodę wybieram się na pobliskie łowisko specjalne. Jest to nieduży staw hodowlany w którym dominuje karp, bąk i duży szczupak zdarza się czasami wyciągnąć leszcza. Po uiszczeniu opłaty 5zł można do woli się tam relaksować oczywiście za złapana rybę należy później zapłacić. Właściciel jest kolo 50 tki i oprócz ryb hoduje też owce.. Owce często w poszukiwaniu świeżej trawki spacerują kolo stawu. Była godzina 19 słońce powoli zrównywało się z horyzontem aż tu nagle z domku gospodarza słychać krzyk.. "Gdzie te owce zap***" zdenerwowany pan wybiegł z domu i wsiadł na rower.. (do stawu jest jakieś 70-90 metrów) zdawało się, że wcześniej musiał coś chyba wypić bo trudno mu było zapanować nad kierownicą. W końcu udało ogarnąć się maszynę i ruszył.. krzyczał coś ale z tej odległości nie za bardzo można było zrozumieć co. Zorientowałem się, że chyba chce przegonić te owce. Gdy zbliżył się na bliską odległość w końcu usłyszałem co krzyczy i miałem racje krzyczał do tych owiec.. " Szłyyyy szłyyyy qur*** !!!" owce ruszyły do biegu przestraszone a on na tym rowerze za nimi ! Sytuacja wyglądała zabawnie naprawdę. Po chwili gdy wjechał na groblę było widać że podłoże po którym jedzie nie jest zbyt równe, aż tu nagle koło ląduje w większej dziurze i kierowca przelatuje przez kierownice bu hahahaha ! Jednak upadek nie spowodował rezygnacji tego pana który po chwili podnosi rower i ponownie na niego wsiadł w pogoni za owcami no i oczywiście " Szłyyyy szłyyyy qur*** !!!. Nie minęło może 15 sekund i ponowny zonk ! Tym razem lądowanie w stawie ! W tym momencie dało się usłyszeć głośne bebeee, to były chyba barany! Nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Akcja skończyła się tak że właściciel wyciągnął rower ale już nie próbował na niego wsiadać. Zagonił owce do zagrody a ja zwinąłem sprzęt i pojechałem do domu opowiedzieć tą historię komuś.
Komentarze