Reklama

Zalew, bat i dobry wynik

15/04/2009 20:25
Ciepły środowy dzień i wolne popołudnie kolejny raz namówiły mnie na wypad na ryby. Może ten fakt nie był jedynie spowodowany środowym dniem a bardziej informacją sąsiada że jedzie na ryby nad Zalew w Żyrardowie, jednak środa a w zasadzie środowy urlop, był bardzo dobrym sprzymierzeńcem do takiej szybkiej wyprawy nad wodę. Szybka decyzja i pakuję wędkę, podbierak, pudełka i inne potrzebne rzeczy wraz z zanętą do bagażnika. Ledwo wszystko się mieści w tym małym autku, ale ważne ze nogą upychać nie trzeba. Po drodze, chwila słabości w sklepie wędkarskim ( dziś skromnie – same robaki) i jadę wprost nad zalew. Krążę dookoła by odnaleźć autko sąsiada. Jest ! Staję więc obok i wciskając się w szparę między gałęziami zanoszę rzeczy. Mało fajne to stanowisko szczególnie na bata i to ponad 7 metrowego. Oj mogłem wziąć coś normalnego na takie warunki, lecz kto pomyślał że to będzie trzeba łowić tak na partyzanta. Ale trudno, jakoś dam radę, szczególnie że jestem niedaleko sąsiada i będzie można sobie pogadać i powspominać dawane wyprawy. Szybko rozrabiam zanętę i wrzucam 4 kule wielkości pomarańczy do wody. Teraz zajmę się sprzętem, bo czas goni, szczególnie ze widzę jak sąsiad ciągnie jakiegoś karpika. Mało fajnie, ja z bacikiem i żyłką 0,10 a tutaj karpie na „tapecie” zamiast zwykłych małych płoteczek na które treningowo przyjechałem. No cóż jak się da to i się potrenuje na karpiach, chociaż gałęzie dookoła nie bardzo wróżą dobrej dobrego operowania kijem. Tak czy inaczej skoro bat jest stworzony do łowienia ryb, to będę łowił. Pierwsze 20 minut ja bez efektu sąsiad ma już „zaliczone” 4 karpie. Spokojnie wymierzam jeszcze raz zestaw, wiem że ryby muszą być w łowisku. Dodaję jeszcze trochę traktora i wrzucam dodatkowe 3 małe kulki. Po 5 minutach zaczyna się coś dziać. Pierwsze dwa brania bez zacięcia. Co jest grane ? No tak pewnie karpie weszły w zanętę a haczyk na płotki. Szybka zmiana haczyka i przyponu na 0,12. Jest kolejne branie zacięcie i kij w pałąk. Pięknie pracuje ten kijek Robinsona. Guma wyciąga się prawie metr. Po krótkim czasie pierwszy karpik ląduje w odbieraku, po kilku chwilach jest kolejny i kolejny. Brania na moment ustają. Kolejna kulka zanęty ląduje wprost na spławiku. Z chwilkę jest branie i kolejna walka. Niesamowita sprawa walczyć z karpikami na takim bacie. Ręka już trochę boli ale adrenalina trzyma że ho ho. Po ok. 2 godzinach zwija się sąsiad. Ja mam już na koncie 14 karpi nie są duże, 34 – 35 – 37 cm. Zostanę jeszcze na trochę. Przez harmider nad wodą brania ustają. Przez 15 minut bez brań. Kolejna porcja zanęty ląduje w wodzie. Dobrze że miałem całe 2 kg, karpie są jak odkurzacze, czyszczą szybko i dokładnie. Po podrzuceniu zanęty następują kolejne brania. Walka z karpiami jest niesamowita. Już sam nie wiem czy one robią się silniejsze po takim „dopalaczu” z zanęty czy to ja jestem już zmęczony. Kolejne branie jest inne. zacięcie i zupełnie inna walka. To lin, ślicznie się świeci w tym popołudniowym słońcu. Kolejne zatopienie spławika daje wrażenie zaczepienia małej lokomotywy. Walka trwa już ponad 5 minut a ryba nadal jest silna. Nie zostaje nic jak tylko kontrować kijem i czekać aż osłabnie. Po kolejnych 2 minutach udaje się rybę podciągnąć pod brzeg. To karp podobny do poprzednich jednak zapięty za płetwę grzbietową. Dał nieźle „popalić”. Tak jak poprzednie, wraca do wody. W międzyczasie udaje się złowić jeszcze 2 liny, jeden ma 38 cm. Czas się zbierać do domu. Wynik na dziś 24:3. Karpie górą lecz 3 liny w złocistej poświacie to tez dobry wynik. Dzień należy jak nic uważać za udany. Wszystkie wróciły do wody lecz kilka z nich pozostało na fotkach w telefonie. Zamiast siatki – aparat... całkiem fajne to rozwiązanie i nie trzeba suszyć siatki. Pozdrawiam serdecznie Glapka.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama