Zalew Sulejowski to wręcz idealne łowisko na zasiadkę leszczową. To właśnie tu wybraliśmy się na naszą pierwszą zasiadkę leszczową . Całość była długo planowana, pierwszy termin nie wypalił lecz za 2 razem wyszło. Cały samochód zapchany wszystko chyba wzięte. Więc ruszamy w drogę . Późnym wieczorem dotarliśmy nad zalew i oczywiście zaczęło się to, co najlepsze- rozłożenie maneli, a w głowie myśli pełne nadziei. Pierwszej nocy .
Pierwsza noc .
Miejsce jest dość specyficzne, gdyż leszcze gryzą tylko nockami i nad ranem. Około 24 pierwsze branie u mojego kolegi Damiana . Bardzo ładny leszcz londuje w naszym podbieraku. Całe 37 cm jak na początek może być, 30 minut potem leżąc sobie spokojnie w namiocie wsłuchując się w szum wody i odgłosy natury słyszę dźwięk sygnalizatora i głośne krzyki Gabryś ! Gabryś ! no trzeba wstawać . Moce zacięcie szybki hol i znowu piękny leszczyk w naszym podbieraku, o 10 cm większy od poprzednika . Do końca nocy złowiliśmy jeszcze 6 takich leszczy i 2-wie grubiutkie płocie.
Następna noc przynosi efekty naszego nęcenia . Znowu około 24 pierwsze branie, niestety przypon z delikatniej żyłki 0,18 nie wytrzymuje szalonej ucieczki leszcza no szkoda . Przez całą noc nic nawet skubnięcia, puknięcia. Dopiero nad ranem zaczeło się dziać . Około godziny 4 nie dało się w ogóle położyć wędki na podpórkach . Musieliśmy trafić w ładne stado pięknych wymiarowych płoci . Płoć za płocią ale my chcemy leszcze hmm... może zmiana przynęty . To był strzał w 10 zmiana przynęty z ryżu i białych robaków na czerwone robaki to było to . 8 leszcze po 30 cm do 7 rano . Tak można żyć !
Piękny słoneczny dzień piękna pogoda, lecz trzeba się składać namioty złożone wszystko prawie spakowane aż szkoda składać wędek . Lecz czas wracać juz do domu . Z uśmiechami na buziach wróciliśmy do domu troszkę niewyspani ale emocji nie brakowało .
Komentarze