3 maj 2019r. ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ Tego dnia pogoda nie rozpieszczała, słoneczko skąpo słaniało się po niebie,ÂÂ co chwila chowając się za szare obłoki, które całymi „stadami’ zasłaniały niebo. Jechać - nie jechać?, czy będą wolne miejsca?... Pierwsze „ja” było rozsądne, analizowało pogodę, drugie „ja” myślało mniej praktycznie ale kierowało się głosem wędkarza - jadę. Tak zastanawiam się czasami po co te dwie osobowości walczą w sobie skoro i tak zawsze wygrywa drugie „ja”?... Sprzęt spakowany do samochodu, jeszcze tylko odpowiednie ciuszki i ruszam. ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ Nad Zamojskim zalewem wędkarze dopisali, przemożna siła woli walczących herosów „moczenia kija” dopisała sporą frekwencja , co w pierwszej chwili trochę mnie zasmuciło (pewnie nie znajdę już wolnego miejsca??), ale po chwili zobaczyłem kolegów z Koła, którzy przyjaznym gestem zapraszali do siebie. Na miejscówce (wielkości jednego stanowiska na zawodach) 4 osoby, 8 wędek, to był test na celne oddawanie rzutów. Postawiłem na delikatne kijki: Flagman 270/40 i TRABUCCO Inspiron FD Competition 330/75 i oczywiście methoda. ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ Postawiłem tego dnia na mix zanęty zmielonych pelletów 50/50 z dodatkiem konopi oraz na groch, który jest powszechnie stosowany na tym łowisku. Niestety, rybki nie chciały „powszechnego” pokarmu, zacząłem kombinować z waftersami ,miałem kilka smaków, jednak „kilerem” tego dnia zostały waftersy Meus-a Fluo neutralne. Nie mogły się im oprzeć do tego stopnia, że musiałem pozostać przy łowieniu na 1 wędkę, brania były częste, lecz bardzo delikatne i obserwowanie dwóch szczytówek mijało się z celem. ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ W sumie przez ok 6 godzin „na methodę” padło kilkanaście „karpiszonków” w przedziale 38-46cm, oczywiście wszystkie po pamiątkowych zdjęciach w dobrej kondycji godnie wróciły do wody. ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ ÂÂ Byłem zadowolony z decyzji o przyjeździe nad wodę i ze współpracy rybek. Majowy dzionek, można zaliczyć do udanych, przyjemnie spędzony czas z kolegami (a przepraszam) i z Koleżanką z koła, dużo dyskusji, i radość z możliwości spędzenia razem czasu wśród ÂÂ zawadiackiego kwilenia ptaków i wszędobylskich kaczuszek. Jeszcze tylko pakowanako sprzętu ÂÂ (po co ja tyle tego biorę i targam ?) i powrót do domku. To był naprawdę dobry majowy dzionek, który zrosił nas sporym deszczykiem, ale wszystko wynagrodziły rybki. I jak tu nie myśleć o następnej wyprawie....
Komentarze