Reklama

Zalew Zegrzyński - w stanie krytycznym...

27/10/2009 21:11
Dla mnie, człowieka, który spędził nad wodami setki dni i nocy - rzeka, jezioro, zalew - jest prawie jak czlowiek. Jak żyjąca istota. Kiedy cierpi - ja odczuwam to samo.

Nad Zalewem zagościłem na stałe jako wędkarz - spiningista w pod koniec lat osiemdziesiątych. Obfitość ryb, każdy weekend spędzałem nad wodą. Łowiłem z łodzi w sezonie dziesiątki szczupaków i okoni, pamiętam taki rok, kiedy ani razu nie miałem bezrybnego dnia, zawsze coś złowiłem. Presja była ogromna - badania wykazały, że każdego dnia tygodnia na wodach Zalewu jest przeciętnie ok. 100 łódek z wędkującymi - teren od Pułtuska do zapory Dębe. W sezonie od kwietnia do pazdziernika włącznie. Byli wędkarze, ale były też pieniądze z ich składek.

Nadeszły czarne chmury. Od samego początku, w myśl "operatów wodno - prawnych" cały - podkreślam - cały Zalew - był podzielony na odcinki, na których w ramach zawartych z Zarządem Okręgu umów - "dzierżawcy" łowili siecią bez opamiętania. Tarło ryb nie przeszkadzało, żadnych wymiarów ochronnych. W smażalni ryb przy moście w Wierzbicy, oraz w innych miejscach widać było nieraz małe sandacze, szczupaki i inne ryby. Pomstowaliśmy widząc co się dzieje, ale bylismy śmieszni - bo to nasz rodzimy Polski Związek Wędkarski prowadził tą "politykę" , w mysl obowiązującego, chorego prawa. I GODZIŁ SIĘ NA TO - ustami prezesów, i całego tzw. aparatu. Z odłowu ryb czerpali korzyść wszyscy - rybacy, PZW, nasze państwo - ale nie my - wędkarze, za pieniądze których zarybiano Zalew.

Z roku na rok wody zalewu pustoszały. Wiecie jak działają takie ekipy "rybaków" ? Rozstawiają sieć w poprzek nurtu, prawie na całą szerokość. Płyną powyżej sieci jakieś 100 m. , po czym zygzakując - spływają w dół, waląc tyczkami w dno. Efekt - na naszych oczach kilkanaście leszczy, wagi 1 - 2 kg. Są też sieci stacjonarne, a jakże. Którejś zimy doszło kiedyś do "humoreski" - na atrakcyjnym głęboczku, pod lodem, "dzierżawca" wraz ze swoimi ludzmi postawił sieci. Na straży zostało dwóch, reszta odeszła. Pojawili się miejscowi, również z siecią. Rozwścieczyła ich zajęta miejscówka.

Doszło do bijatyki - poszly w ruch pięści, kije. Tamci dwaj "od dzierżawcy" się wycofali, ale odsiecz nadeszła - i znowu po bitwie odparto miejscowych. Efektem były potłuczenia, powybijane zęby, złamana ręka. Na lodzie zostało trochę krwi - ludzkiej ! Nazajutrz zobaczyli tą krew na lodzie wędkarze, i dawaj! - hurmem dziobali dziury w lodzie, obsiadali miejsce, widząc krew - "Ale tu wczoraj ryby brały ! "

Sieci "rybaków" stawiane są nadal. Obok kłusowniczych.

Motto:
Jeśli ktoś chciałby łowić ryby na skalę przemysłową, na sprzedaż, to niech sobie wodę zarybi, upilnuje, wyłowi ryby i je sprzeda. Wód naturalnych nikt nie ma prawa eksploatować, są one unikalną wartością. Wymagają systematycznej ochrony. Tak jest w cywilizowanym świecie.

Wiosna to najpiękniejsza pora roku, prawda? Wszystko rozkwita, budzi się do życia.

Ale wiosną przyszła śmierć.
Pamiętam kilka ciężkich zatruć wód Zalewu. Działo się to zawsze wiosną - maj, początek czerwca /dziwna regularność/. Objawy ? Jesli któremuś z was zwarzyła się kiedyś kawa po dolaniu nadkwaśniałego mleka - to własnie taką konsystencję miała woda. Z rozmów z wieloma wedkarzami wynikło, że takie zatrucie zawdzięczamy albo cukrowni, albo mleczarni. Była też Celuloza Ostrołęcka w tle. Woda śmierdzi - jest nieklarowna. A po powierzchni płyną martwe ryby. Pierwsze zatrucie jakie pamiętam /II -ga połowa lat 90-tych/ - stosy ryb na brzegach, wszystkie gatunki, najwięcej płoci. Fetoru chyba nie muszę opisywać. Trucizna, w zależności od roku , spływała albo Narwią, albo Bugiem, a raz przynajmniej - Rządzą.

A jak było w tym roku?
Maj był bardzo suchy i zimny. Łowiłem na Zalewie od początku maja, zresztą, z dobrymi wynikami - osiem szczupaków, trzy po około trzy kilogramy, reszta mniejsze. Trzynastego maja nad ranem był 1 st. ciepła.
Martwe ryby spływały cały czas, z różną częstotliwością - każdego dnia spędzanego nad wodą. Były to dziesiątki ryb. Głównie leszcze, krąpie - niewielkie. Rzadziej okonki, sandacze. Szczupaków ani innych nie widziałem. Co dziwne - ryby spływały prawą stroną /patrząc pod prąd/ - czyli od strony ujscia Bugu do Narwi. W drugiej połowie maja, na płytkiej wodzie napłynęliśmy na sporego leszcza. Wyglądał strasznie - cały pokryty pleśniawką. Umierał. Resztką sił odpłynął do dna na nasz widok. Niedługo pózniej, niedaleko mostu, zahaczył się na gumę za grzbiet leszcz/na zdjęciu/. Ten dla odmiany - pokryty był cały krwawymi wrzodami, z których ciekła ropa. Widok był koszmarny. Powinniśmy go zabić, ale - wrócił do wody. Do jednego z portów jachtowych około połowy maja zniosło setki martwych ryb. Musiano je zbierać, po czym zakopano w wykopanym dole. Trucizna w wodzie działała na dobre już w maju. Mówiłem o tych zdarzeniach w przystani PZW, z sugestią oficjalnego zawiadomienia o zatruciu. Usłyszałem, że to "po tarle". Dodam - że od lat w stanicach wędkarskich słowo "zatrucie" wywołuje - nawet furię. Nie jest ono mile widziane, bo wędkarze nie przyjadą, i kasa koła ucierpi. Ogólnie - Jest dobrze ! / klepanie po ramieniu/ ...wiecie, rozumiecie, dobry wędkarz to i w kałuży złowi..

Ulewne deszcze pojawiły się w czerwcu. W jaki sposób one, oraz to "coś", co spłukały rzekomo z pól do wody - mają być tym trucicielem Zalewu? Oficjalnie - około 30 ton ryb, głównie z Bugu. Zamieciono sprawę pod dywan - łąki są winne i już ! Jak tu taką łakę i deszcz aresztować, i postawić przed sądem...

Zalew Zegrzyński jest zbiornikiem wody o strategicznym znaczeniu dla tysięcy mieszkańców Mazowsza /i nie tylko/, z nami - wędkarzami włącznie . Czy ktokolwiek z was widział, koledzy - analizę wody z Zalewu? Analizę pod kątem obecności - bakterii, metali, niemetali, substancji chemicznych, BZT /obecność tlenu/ ...? Ja - nie spotkałem. Nigdy i nigdzie. Ogólnikowo oficjalnie Sanepid stwierdził niedobory tlenu, i na to zwalono całą winę.
Prawdziwy gospodarz wody, nasz PZW, gdyby nim był - pobrałby próbki wody, i to w niejednym miejscu, a wynik badania ogłosił. Każdy Sanepid to może wykonać na zlecenie, koszt około 200 złotych . Czy nawet tylko wynik zamieścił w stanicach wędkarskich nad Zalewem. Nic takiego nie zrobiono. Ja to zrobię na własny koszt, na wiosnę, a wynik ogłoszę. Jestem sam - a w strukturach PZW jest sporo etatowych pracowników, za moje - nasze składki , nawet słyszałem o jednym ekologu.

Jest 28.09.2009. Zalew Zegrzyński pod Warszawą umiera, stan jest krytyczny, ale stabilny.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama