Reklama

Zamiast bolenia !!!

06/02/2011 22:29
Moja opowieść jest autentyczna 100% .
Sierpień 2009r miejsce Odra k Zdzieszowic-Rozwadza. z kol Frankiem wybraliśmy się na Odrę w znane nam miejsce gdzie można blisko podjechać samochodem do łowiska co jest wielkim plusem. na łowisko przybyliśmy około 17-tej. Wyciąganie sprzętu i robienie zanęty zajmuje nam trochę czasu . po 18tej wędki są w wodzie. Teraz czas na kawę rozpalenie grilka i coś na" ząb". W pewnym czasie do uszu moich dobiega głośny plusk w prawo od naszego stanowiska.Myślę sobie pewnie boleń poluje na drobnicę w pobliżu krzaka który częściowo pochylony jest nad wodą. Po chwili daje się słyszeć następne plaśniecie jeszcze bliżej brzegu.Wymiana spojrzeń z kolegą i chwytam za spina. sprawdzenie plecionki maly woblerek z podwójna kotwiczką i wio w kierunku krzaczka . Pierwszy rzut wzdłuż brzegu nie wychodzi tak jak bym sobie tego życzył no ale zwijam pomału i po chwili puknięcie zacinam i mały patyk ląduje na brzegu. Następny rzut jest mistrzowsko wykonany ląduje w zamierzonym miejscu. I znowu nawijanie plecionki i obserwacja wody . Już blisko brzegu woblerek i nic . I tak kolejne rzuty raz bliżej raz dalej zmiany woblerka też nic nie dają - woda zamarła. Myśle sobie pewnie wystraszyłem rybki i nic tu po mnie. Franek co chwilkę wola choć chluśniem bo uśniem a tak w ogóle to on nie lubi spiningu - i nabija się ze mnie że za chwilkę to krokodyla złowię szybciej a nie rybę w takim miejscu. Zrezygnowany zakładam nie wiedzieć czemu obrotówkę Duża srebrną w czarne cętki i rzucam daleko za krzak . Zwijam i wyciągam po chwili kawałek opony rowerowej. Franek krzyczy dawaj tego "węgorza "na grill a mnie jakoś nie jest wcale do śmiechu . Mówię sobie po cichu jeszcze dwa góra trzy rzuty i rezygnuje , wracam i dam sobie spokój ze spiningiem do rana . No ale cóz trudno postanowień czasem dotrzymać i dalej macham z zacięciem kijem. Kolejna wymiana tym razem znowu duża ale żółta w czarne kropki obrotówka ląduje w wodzie. Przestaję zwijać bo kolega nie wytrzymał i przyszedł z flaszką i kieliszkami. wypijamy po głębszym za :"moje rybki" i podrywam z dna" blachę" i po chwili mam zaczep. Franek śmieje się popuść bo korzeń z krzaka wyrwiesz . Ale ja nie jestem pewien tego zaczepu bo wyczuwam lekkie drgnięcia wędki. Nie wiem jak długo trwało to znieruchomienie lecz po chwili zaczep rusza w kierunku nurtu rzeki. Wiem już że mam rybę i to nie małą. Jakiekolwiek próby zatrzymania nie dają nic. Ryba jak pociąg ciągnie w sobie znanym kierunku. Teraz kolega przestępuje z nogi na nogę i z niedowierzaniem pyta czy normalny czy ten duży podbierak wyciągać. Mówię że duży. Walka przechyla się to na jedną to na drugą szale . Co już mam rybę koło brzegu to ona znowu obiera inny kierunek i odpływa jakieś 50 metrów i tak już chyba z 20 minut daje mi popalić . Postanowienie moję jest jedno nie ulegać namowom kumpla i nie forsować za bardzo - zgodnie z zasadą mam czas. Kolejne minuty i rybka słabnie, odjazdy już są coraz słabsze i krótsze. Po chyba 30 minutach pierwszy raz pokazuje się "pyszczek " złowionej rybki. Nogi moje zrobiły się jakieś giętkie , a kolega zamilkł na dobre. Zmieniam decyzję i posyłam Franka po osęke. Za chwilę podbiera mi moją rybkę i wspólnie wyciągamy ją z wody. Nie wiem kiedy wlazłem po rybę do wody ale to nie ważne .Ryba na brzegu a my stoimy i jak zaczarowani wpatrujemy się w wyciągniętego SUMAAA . Najpierw ja ruszam po miarę . Pomiar pokazuje 136cm . Teraz dotarło do Franka i pyta jak go zważymy taki bydlaczek ? No właśnie nie mamy z sobą maty więc postanawiamy włożyć go do koca. Trochę sznurków i niby mata gotowa Włażę na gałąż pobliskiego drzewa Franek z dwoma wędkarzami którzy przechodzili obok pomagają mi i po kilku próbach sum zważony, waga pokazuje 33 kg. Suma przenosimy powoli do wody wchodzę w ubraniu bo i tak jestem już cały mokry i zanurzam rybke w wodzie. Sum oddycha ciężko ale pomału dochodzi do siebie. Jeszcze trochę patrzymy na powoli ruszające się cielsko i żegnamy wzrokiem odpływającą rybę. Ja jestem więcej jak zadowolony ale Franek i Ci co nam pomagali mniej . Słyszałem jak odchodzili ,jeden powiedział ale głupek tyle mięsa zmarnował !!! - _ - złowiłem jeszcze do rana z gruntu suma 12kg na leszczyka i 2 karpie a Franek 1 brzanę 2 karpie i kilka sumików karłowatych . Wyprawę wspominamy do tej pory i śmiejemy się ze po sumie miałem "bolenie "ale ręki. Tak skończyły się moje próby złowienia bolenia na spina !!! Cześć i Pozdrowionka ... Ps. Waga ryby po odjęciu wagi mokrego koca wynosiła 33kg :)))
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama