Myślałem, ze już wszystko wiem o łowieniu okoni, ale ten zastosowany z powodzeniem przez Kolegę Jacka zupełnie mnie zaskoczył i myślę, ze jest wart wypróbowania. Koniec września 2010 piękne popołudnie. Delikatny wschoni wiaterek, więc po raz kolejny wykonuję z łodzi zasiadkę na uprzednio zanęconym miejscu. Kilkadziesiąt metrów w lewo ode mnie Kolega Jacek z bratem też toczy nierównę walkę z pomostu. Brań jak na lekarstwo, za to mam niepowtarzalną okazję do obserwacji jak okonie ławicami atakują drobnicę w rejonie trzcin.
W pewnym momencie zerkam w stronę Jacka a on podnęca zanętą leeko nawilżoną kilkanaście metrów przed siebie. Bierze delikatnego bata 5m i łapie drobnicę. Następnie zakłada złapaną przed chwilą rybkę na żywcówkę, wyrzut w miejsce gdzie przed chwilą było nęcenie. Następuje strzał i piękny okoń ląduje w podbieraku. Powtórka czynności i tak do zmierzchu. Pograltulować obserwacji i sprytu. Następnego dnia okonie też żerowały w tym miejscu ale były już znacznie ostrożniejsze.
Komentarze