Często myślimy czy zarybiać np. tęczakiem! Ciekawie o tym pisano w ostaniej "Sztuce łowienia na sztuczną muchę. W Czechach zarybiają tęczakiem i źródlakiem właśnie po to by chronić potokowca. Wydaje się dziwne prawda? Jednak w każdym szaleństwie jest jakaś metoda. Mianowicie każdy wie , że tęczak i źródlak szczególnie zaraz po zarybieniu bierze na wszystko i często( choć czasem jest inaczej np. po wielkiej ucieczce palii na Grabowej po przyjeździe nad rzekę widziałem setki oczkujących ryb i zaliczyłem tylko jedno branie na muchę, tubylec powiedział, że trzeba na ikrę Panie!!!).Wracając do tęczków i potokowców. Taki tęczak bierze, a w tym czasie potok sobie rośnie. Jako bardziej ostrożny przetrwa dłużej i urośnie większy, czyli oszczędzamy w ten sposób rodzimego potokowca pozwalając mu przeżyć i dorosnąć do tarła. Jest oczywiście problem ichtiologiczny bo twierdzą oni(ichtiolodzy) że mieszanki pstrągów nie mają potomstwa. Jednak nie słychać by potokowce wyginęły w Czechach. Wręcz przeciwnie jest tam co łowić. Mało tego jak ktoś kto lubi rybkę zjeść , złowi jednego czy dwa tęczaki i też będzie zadowolony. Tak i wilk syty i owca cała. Można by wprowadzić na potoki tylko zasadę złów i wypóść. Tak więc niech zasady naszych sąsiadów pomogą nam w częstrzym łowieniu ryb łososiowatych w naszych rzekach. Na początek każdy okręg pilotażowo mógłby tak gospodarować na jednej swojej rzece. Warto spróbować. Niech też zostana rzeki bez tęczaków, ale lepiej pilnowane, za wzór niech służy kontrola w Dorzeczu Parsęty. Z doniesień kolegów wynika , że z pstrągami 25-33 cm można tam się już nieźle pobawić, a program trwa tak naprawdę dopiero 3 lata. Szukajmy nowych sposobów na poprawę jakości naszych wód.
Komentarze