Po wcześniejszych dwóch kompletnie zerowych wynikach pobytu na mojej ukochanej "Małej" - 31-go, w dniu końca sezonu połowu pstrąga potokowego, wybrałem się " na ryby" ale bez tego zwykłego podniecenia wymieszanego z nadzieją na przeżycie przygody...Kto chadza za pstrągami ten wie o czym mowa - każde spotkanie z potokowcem a już wymiarowym - jest zawsze przygodą...! Do godziny 11-tej woda była martwa, śladu życia w niej nie stwierdzałem. Około 11,30 w cieniu rozłożystej Olchy kompletnie mnie zaskoczył atak wymiarowca... Po lądowaniu i /.../ pomiar = 37,5 cm No więc jest zakończeniowy!!! A jednak da się coś złowić w tej dotąd martwej wodzie... Dzień trwa, godzina młoda, więc łowię dalej. Plan miałem taki; do miejsca posiadu pod dębem obejmującym swymi konarami brzozę, kanapka, pożegnalna fotka rzeczki i powrót do auta... Mijałem miejsce ze starymi śladami zamieszkania bobrów, gdy dochodziła godz.12,30. Z wysokiej burty widzę krótki odc. wolnej od roślinności wody, skupienie, celny rzut pod przeciwległy brzeg i po zawirowaniu mepsika w samym środku koryta dostrzegam atak okazałej ryby, zacinam i oceniam, że mam na wędce szczupaka nadającego się do zabrania / woda górska.../. Ryba po paru szaleństwach wchodzi pod roślinność przy moim brzegu a ja schodzę na skraj wody i staram się ją z zielska wydostać... Kiedy po chwili już zmęczona ryba daje się wyprowadzić na powierzchnię wody - okazuje się, że ten szczupak ma czerwone kropki...!!Koniec - końców był to największy w tym sezonie mój potokowiec całe 42cm! Tak mi się przepięknie "odpłaciła" moja niewielka rzeczka od wielu już lat osobiście dorybiana co roku. Na naszym terenie obowiązuje i podniesiony wymiar ochronny /35cm/ i limit 2 szt - więc mimo nie za późnej pory dnia, natychmiast zakończyłem połowy, gdyż "sportowego" kaleczenia ryb nie uznaję za sensowne i niegodne osoby uwielbiającej tę odmianę spinningowania....Wróciłem szczęśliwy, choć wyjeżdżając niczego się nie spodziewałem! A jednak można!!!
Komentarze