Kiedy w połowie zeszłego sezonu zaproponowano mi zasilenie drugiej drużyny reprezentującej moje macierzyste koło w spinningu na zawodach okręgowych, uznałem to za spore wyróżnienie i szczerze się ucieszyłem. Wprowadzającego mnie w arkana rywalizacji na wyższym poziomie, "Łysego Węża" słuchałem w skupieniu i z niedowierzaniem. Kamil opowiadał mi, że aby powalczyć, to poza umiejętnościami (pomijając nieodzowną dozę zwykłego fartu), trzeba się wykazać niezłą kondycją fizyczną w biegach przełajowych. Kto był na zawodach okręgowych , ten wie, że należy dopaść! dobrze rokującej miejscówki przed innymi. W przeciwnym razie pozostaje nam bezrybna woda, z nikłą szansą na kontakt z rybą. Starzy bywalcy, czytaj zawodowcy, mają swój ekwipunek odchudzony do minimum, by możliwie szybko móc przedzierać się przez nadrzeczne krzaczory, sektory już przećwiczone i znają doskonale ścieżki oraz dojścia do poszczególnych łowisk. Jest sobota 9 maja i pierwsze z pięciu eliminacyjne zawody, w rywalizacji o mistrzostwo Okręgu Mazowieckiego w spinningu. Wisła w Warszawie podzielona na cztery sektory, jeden dla juniorów, a pozostałe trzy, to sektory seniorskie. Wylosowałem stronę praską, okolice poniatowszczaka, z czego bardzo się ucieszyłem, bo na główce pod mostem kolejowym widziałem szansę na sukces. Po odprawie sędziowskiej udaliśmy się w swoje sektory, by o 8:00 wystartować do biegu, który miał przesądzić o naszych, zawodników szansach w rywalizacji. Ruszyłem "z kopyta" i po niecałym kwadransie udało mi się zająć upragnione miejsce. Dumny i szczęśliwy rozlokowałem się na łowisku i z niekłamaną radością pozdrawiałem wyłaniające się z krzaków spocone głowy moich zakłopotanych rywali. Jeden z nich, ku mojemu zdumieniu, wszedł dalej na "moją" główkę i zapytał, czy jestem zawodnikiem. Odpowiedziałem, że tak i coraz bardziej zdezorientowany patrzyłem, jak przechodzi koło mnie i rozkłada klamoty. -"..co ty robisz?" zapytałem, a on rozkładając swój sprzęt rzucił od niechcenia: -" Będziesz zdyskwalifikowany, więc drugiej wędki możesz już nie rozkładać." - "????..co ty pier.....lisz, gamoniu!?" odparowałem zdziwiony, ale za chwilę wszystko się wyjaśniło. Była 8:15 - 8:20, a ja biegnąc na swoje łowisko, niedokrwiony obocznie, z wielkim długiem tlenowym w miejscu, gdzie powinienem mieć mózg, wykonałem 3 rzuty kontrolne... Szczerze powiem, że byłem bardzo wyczerpany tym przełajem i teraz już nie wiem: czy testowałem woblera, czy w amoku rozpocząłem już właściwe wędkowanie, kwadrans za wcześnie? Przyszedł wezwany sędzia, potem drugi i ... zabrali Staśkowi kartę startową. Pomimo, że dochodzę pięćdziesiątki i powinienem zachowywać się, jak na ten wiek przystało, to powiem Wam, że zakręciły mi się łzy w oczach i poczułem się jak dziecko, któremu zabrano foremkę w piaskownicy. Cholera! Szkoda, bo tak czekałem na tę imprezę, a tu taka kiszka, znaczy się falstart. Pomyślałem sobie, że mój bardziej doświadczony przeciwnik mógł mnie po prostu upomnieć, abym nie rzucał przed czasem, bo ja bym przecież tak zrobił! Te pięć godzin biczowania, to i tak za dużo, jak dla mnie. Ja nudzę się już po godzinie, półtorej, więc nie była to próba przedłużenia wędkowania o 10 minut. Zrozumiałem wtedy, że trafiłem na zawodowca. On nie jest od upominania. Tacy jak on, to bukmacherzy mający we łbie te wszystkie tabelki, punkty, punkciki, sektory i lokaty zagrażających im rywali. Nawet wyeliminowanie takiego łosia, jak ja jest dla niego ważne, bo zawsze to chociaż jeden ograny, a to liczy się dla nich w końcowej klasyfikacji. Zapytacie mnie, dlaczego skoro tak narzekasz na to towarzystwo, jeździsz z takimi? Otóż przez całe życie byłem, jak większość z nas, zwykłym urlopowym moczykijem. Odkąd wstąpiłem do koła na Ursynowie, zacząłem uczestniczyć w różnych imprezach, a po paru latach znudziło mnie oklaskiwanie zwycięzców naszych rywalizacji, więc zapragnąłem się sprawdzić i powalczyć. Czasami można wylosować do łódki partnera, który chcąc, nie chcąc pokaże ci patenty, do których sam dochodziłbyś latami. Nie chodzi mi broń Boże o kolorki modne na troka, którym mi się już od dwóch lat ulewa, ale o takie, tam różne myki… Odprowadzający mnie ze stanowiska sędzia sektorowy (bardzo miły facet), podszedł ze zrozumieniem do mojego wybryku i opowiedział mi po drodze historię zawodnika, który miał większe niż ja powody do rozgoryczenia. Jakiś czas temu sędziował on wysokiej rangi zawody spławikowe i po zgłoszeniu protestu przez sąsiada, musiał zdyskwalifikować pewnego już zwycięzcę zawodów. Pod koniec tury podszedł do niego znajomy i zapytał o wyniki, a szczery, szczęśliwy chłopaczyna uniósł siatkę i pokazał mu pięciokilowego karpiona. Nie wolno w czasie trwania tury siatki wyjmować, nie wolno moczyć rąk w łowisku, nie wolno dotykać kulą zanętową wiadra i nie wolno jeszcze wielu innych rzeczy, o których doskonale wiedzą zawodowcy i natychmiast to wychwycą! Prawda, że chore zawodowstwo? Jakąż może mieć satysfakcję podj….ący zawodnik, który wykiszkuje sąsiada i zajmie jego miejsce. Jak dla mnie wątpliwą, bo nie wygrał przecież w sportowej rywalizacji, ale za pomocą kruczków i wybiegów. Odchodząc ze stanowiska postanowiłem, że więcej z takimi na ryby nie pojadę! Ale jak ochłonąłem, to zostałem do końca imprezy i jak zwykle oklaskiwałem zwycięzców, także i życzliwego, który zajął drugie miejsce. Potem obiecałem sobie, że wrócę do gry i dokopię niemiluchowi na następnej imprezie. Poznam go na pewno, bo mój dobroczyńca , to taki bardziej wypasiony klon Danny-ego DeVito, któremu tusza i kaprawe nóżki nie pozwalają na żwawe bieganie, więc turla się bidny po brzegu i wypatruje okazji, kogo by tu wydymać. Na szczęście, nie wszyscy zawodnicy są tacy i większość to przyzwoite chłopaki. Przy posiłku, po zawodach, kiedy sędziowie podliczali wyniki, opowiedzieli mi historyjkę sprzed roku: Na Zegrzu, na łódkach stoją i czekają na sygnał do łowienia, aż tu na sąsiednim statku gościu wystawia chorągiewkę… Znaczy pojmał rybę i wzywa sędziego! Pomachali, pogwizdali i kiedy ten odwrócił się w ich stronę wytłumaczyli chłopakowi, żeby odpuścił, bo to za wcześnie. Jak widać, nie tylko ja nie potrafię zachować zimnej krwi.
Komentarze