No to cyk... jak powiedział budzik do zegarka. Kolejna wyprawa w tym roku za nami. Tak jak wcześniej wspominałem w moim wpisie- zawody okoniowe, Wisła Królewiecka, okręg Elbląg. Jak zwykle wzorowo wyszykowany, czekaliśmy o 5.45 na przystanku vis a vis EEG na Chyloni. Spóźnienie autokaru miało być dobrym zwiastunem owocnej wyprawy. Owocnej w ryby, walkę sam na sam z okoniami i świetną pogodę. Wędki zarzuciłem o godzinie 8.15. Jak zwykle wzorowo na gruncik. Na jednej grube robactwo rozmiaru 4, a na drugiej pęczek ruchliwych "dwójek". W między czasie słońce już wstało i można było się powoli rozbierać. Rozbierać do walki, gdyż ta zapowiadała się niezwykle. Po godzinie biegania w bluzie między stanowiskami doszliśmy wspólnymi siłami do wniosku, iż jest już czas na paradowanie w krótkim rękawku. Po raz pierwszy w tym roku. I słusznie! Temperatura na słońcu conajmniej 22 stopnie! Na pierwsze brania musiałem czekać, i to dość długo! Wędki zaczęły drżeć dopiero w okolicach godziny 12. Od tego czasu w końcu zaczęła się zabawa na którą czekałem. Szczytówka drży, zacinam i wyciągam... garbus olbrzym. Miał całe 12 (słownie: dwanaście) centymetrów! Ale cicho, coś się dzieje! Choć była to jedyna moja ryba, nie dawałem za wygraną. Brania coraz to częściej, coraz to mocniejsze... ale to nic nie zmieniło. Nadal siatka pusta (oczywiście wspomniany wyżej garbus oblrzym wrócił do wody). Do godziny 13 stagnacja, brania były, choć nic nie udało mi się zaciąć i wyholować. Dobrze, że władze mojego koła potrafią organizować imprezy. Po zakończeniu łowienia czekała na wszystkich pyszna kiełbaska z ogniska, po dwa piwka (oczywiście te bezalkoholowe ;-)), bułeczka, musztryk i dobry humor. Ave Radmor! Tego dnia złapałem okonia i pierwszy w tym sezonie drobny udar słoneczny. Też było fajnie :)
PS. Coraz to częściej pojawiały się komentarze na temat Wisły Królewieckiej. A bo to kormorany ryby wytłukły, a że pogoda nie taka, a że sieci zastawione i ryba gdzieś "wisi"... jedno jest pewne, coś w tym musi być. Na prawie 50 chłopa (plus kobieta sztuk jedna) tylko 3 osoby zgłosiły ryby do wagi (okonie powyżej 18 cm). Warto się nad tym zastanowić przy przyszłorocznym wykupywaniu znaczka "Elbląg" bo 30 polskich pesos piechotą nie chodzi. Czy warto? Ja zawsze mówię WARTO! Woda jest naprawdę "rybna". Podsumowując powiem tylko jedno: wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma... :) Pozdro chłopakom z wędkarskiego kółka różańcowego i do zobaczenia na szczupakach w maju!
Komentarze