Pierwsze tegoroczne zawody o tytuł Mistrza naszego ursynowskiego Koła już za nami. Drugi atak zimy skuł odpowiedniej grubości lodem zbiorniki wodne i na zaproszenie zarządu 19 wędkarzy stawiło się dzisiaj ( 6 marca br. ) na miejscu zbiórki , aby wziąć udział w zmaganiach o prestiżowy tytuł Mistrza Koła w dyscyplinie wędkarstwa pod lodowego. Tym razem spotkaliśmy się na terenie portów przy Kanale Żerańskim. Po odprawie, na której przypomniano regulamin zawodów, wydano karty startowe, określono czas trwania zawodów itp. – pełne optymizmu towarzystwo weszło na taflę.
Na znak dany przez sędziego ruszyły w ruch świdry, do otworów powędrowały tajne zanęty i po chwili sylwetki przyczajonych i wpatrzonych w kiwoki wędkarzy znieruchomiały nad dziurami w lodzie. Tylko nadgarstki rąk trzymających wędki, starających się nadać odpowiednie drgania mormyszek i przynętom, dodawały temu widokowi nieco życia. Próbowałem bezskutecznie podejrzeć na co łowią, czym nęcą i jakie stosują techniki. Wielu jednak zazdrośnie chroniło swoje tajemnice. Zauważyłem jednak, że większość jako przynęty stosowała ochotki, ale byli i zwolennicy różnokolorowych pinek i ciast.
Zmagania z rybami i niezbyt przychylną pogodą trwały prawie pięć godzin. Do punktu sędziowskiego przyniesiono w sumie ok. 30 ryb spełniających wymagania określone regulaminem.
Mistrzem Koła na w tej dyscyplinie na rok 2011 został kol. TOMASZ KOSIŃSKI zdobywając w dwóch turach w sumie 4 punkty. Tuż za nim uplasował się przegrywając do zwycięzcy jednym gramem kol. PIOTR GRZELAK z 5 pkt, a trzecie miejsce „na pudle” zajął kol. TOMASZ BRZEZOWSKI , który wywalczył 9 pkt. Następni byli kolejno : 4. ANDRZEJ GÓRNY ( 21 pkt ) ; 5. ANDRZEJ STENCEL ( 22 pkt ) ; 6. EUGENIUSZ ŚWIĄTKOWSKI ( 23 pkt ) ; 7. MICHAŁ KULKA ( 24 pkt ).
Pozostali uczestnicy zawodów (zgodnie z regulaminem ) zajęli solidarnie 20 miejsce. Oznacza to, że nie mieli czego zgłaszać do wagi. Większość z nich złowiło ryby, lecz nie miały one obowiązujących wymiarów, tym samym nie brały udziału w podziale punktów.
Był problem z wytypowaniem łowcy największej ryby. Okazało się, że dwóch pretendentów do tego tytułu przyniosło do sędziego okazy mające tę samą wagę. Niestety, zanim zakończono procedurę ważenia wszystkich ryb zgłoszonych sędziemu, jeden z nich już pływał w wodzie. Tym samym nie można było go zmierzyć. Tę organizacyjną wpadkę postanowiono rozstrzygnąć w drodze losowania. Rzucona moneta wskazała na kol. TOMASZA KOSIŃSKIEGO i został on uznany za laureata w tej kategorii, a „ przegrany „ kol. ANDRZEJ STENCEL ( płoć 24 cm ) z pokorą przyjął wyrok losu. Protestów nie było.
Wszyscy „pudłowicze” zostali uhonorowani pamiątkowymi statuetkami, a dodatkowo pierwsza szóstka koszulkami z logo Koła.
GRATULACJE !
Trzeba podkreślić, że zawody odbywały się w myśl zapisów znowelizowanego Regulaminu Zawodów naszego koła, zakładających dolne wymiary ryb w poszczególnych gatunkach, dzięki czemu nie opłaciło się łowić mikroskopijnych i nieświadomych zagrożenia rybiątek.
Jednak dzień zawodów nie był najlepszy na ryby. Przechodzący front atmosferyczny z wahaniami ciśnienia prawdopodobnie nie wpływał korzystnie na brania. A jeszcze ponoć tydzień temu na tym akwenie ryby nieźle gryzły. Tak twierdziło kilku kolegów, którzy tam trenowali.
Po ogłoszeniu wyników, tradycyjnie przystąpiono do konsumpcji kiełbasek z grilla przegryzanych pieczywem i pysznymi kiszonymi ogórkami ufundowanymi przez Tomka Brzezowskiego. Popijano to herbatą, ale może nie tylko ?. Ale właśnie na tym polega urok tych spotkań nad wodą, czy na lodzie. Liczy się nie tylko parcie na tytuły i puchary, ale przede wszystkim koleżeńskie spotkanie ludzi ogarniętych wspólną pasją, rozmowy, wspomnienia, plany na kolejne wypady nad wodę z wędką w ręku. Bez specjalnej złośliwości należy dodać, że jeden z kolegów przybył na zawody wyposażony w świder, zanęty, przynęty, linkę asekuracyjną, kanapki, termosik, wiaderko, odpowiednie ubranie itd. Zapomniał jednak o wędkach... Przywiózł mu je po niespełna godzinie wezwany telefonicznie posłaniec. Innego zaś stado wron chciało pozbawić zanęty, którą nieopatrznie pozostawił na chwilę bez dozoru. Następne spotkanie odbędzie się za tydzień na Bałtyku, gdzie ursynowscy moczykije będą gnębić dorsze i może inne morskie rybska.
Zbigniew Adamczyk
PS. Dołączone fotki, poza moimi, są autorstwa J.Chudzyńskiego i M. Sobiewskiego. Dzięki
Komentarze