Reklama

Zawody wędkarskie o Puchar Dyrektora Sanitec-Koło 24.07.10

28/07/2010 13:18
24.07.2010 Zawody wędkarskie o Puchar Dyrektora Sanitec-Koło

Wstałem o 4.30 i spojrzałem za okno żeby sprawdzić wczorajsze nie najlepsze prognozy. Deszcz nie padał i było dość ciepło. Może prognozy się nie sprawdzą - pomyślałem, patrząc z nadzieją w pochmurne niebo. Wypiłem poranną kawę i zacząłem się szykować do wyjazdu. W miejscu spotkania było już kilka samochodów i kilkunastoosobowa grupka "zapaleńców", których łączy wspólna pasja. Nastroje, jak zwykle dopisują. Wsiedliśmy do swoich pojazdów i wyruszyliśmy na łowisko. Kilkanaście minut później byliśmy na miejscu. Rozpadało się w między czasie i nie powiem żeby nas to specjalnie ucieszyło. Nie zważając jednak na deszcz rozpoczęliśmy losowanie stanowisk. Było sporo czasu na przygotowanie sprzętu i sporządzenie zanęt.

O 7.00 rozpoczęliśmy rywalizację. Deszcz przestał padać. Nie było wiatru, więc uzbroiłem moją "siódemkę" w delikatny zestaw. Kilka kul zanęty, rzut zestawu i już po kilku minutach w siatce melduje się pierwszy krąp, no może "krąpik". W ciągu kolejnych kilku minut wyciągnąłem więcej takich drobiazgów. W zanętę nie "wchodziło" nic grubszego. Może jeszcze wejdą.
Niestety znów zaczęło padać i to z coraz większym natężeniem. Na domiar złego zerwałem już dwa przypony. Zapamiętałem miejsce zerwania i starałem się nie posyłać zestawu w to miejsce. Nie było to łatwe, bo wiatr momentami się nasilał. Mimo rzęsistego deszczu ryby nie przestawały brać, a nawet zaczęły "podchodzić" większe. Woda ściekała mi po plecach i okazało się, że siedzę w kałuży. Dalej łowiłem już na stojąco. Przykryłem tylko wiadro z zanętą, żeby nie przemokła. W siatce ryb przybywało, ale zostały już tylko niecałe 2 godziny, a "konkurencja" nie śpi.
Rzut i spławik zaczął wolniutko tonąć, zacięcie i... co za pech! Znów musiałem zerwać przypon. Tym razem z drugiej strony łowiska. Teraz musiałem się zmieścić na odcinku pięciu metrów, bo z lewej i z prawej miałem zaczepy.

Deszcz, zaczepy, a na dodatek "tracę" sporego krąpia. Nerwy miałem na wierzchu. Zmieniłem jednak kolejny przypon i do roboty. Z tego wszystkiego nie zauważyłem nawet, że deszcz przestał padać. Po stracie ryby znów nęcę. Kilka minut i ładny krąp ląduje w siatce. Potem jeszcze kilka, ale szczęście nie trwa zbyt długo. Po zacięciu większej ryby tracę przypon i znów cenne minuty uciekają. Przypon zmieniony, ale znów zaczyna podać. Tym razem z deszczem "idzie" burza. Nie ryzykuję i odkładam kij na podpórkę.

Po kilkunastu minutach burza ucichła. Deszcz jednak dalej padał. Po przerwie wykonuje rzut i oczywiście na początek zrywam przypon. Pewnie dzisiaj nie po raz ostatni. Na szczęście mam ich jeszcze kilka. Została godzina do końca zawodów, więc trzeba się sprężyć. Standardowo nęcę i raz za razem meldują się ładne krąpie. Czasem zdarzały się też leszczyki. Po jakimś czasie zaciąłem ładnego leszcza. Miał ok.1kg, ale nie dane mi było go wyciągnąć. Po krótkim holu urwał się z haka. Na przyponie miałem pewnie zbyt mały hak, zmieniłem go "12" żeby następny się nie zerwał. Niestety, większe już "nie podeszły", a na 10 minut przed końcem urwałem jeszcze przypon i poplątałem całą żyłkę w zestawie.

Teraz to po prostu "gotowało się" we mnie. Po głowie chodziły myśli żeby zakończyć walkę przed czasem, ale przecież nie mogłem się poddać i pośpiesznie zmieniłem cały zestaw. Zajęło mi to może minutę. Nic więcej już nie złowiłem, ale miałem satysfakcję, że walczyłem do końca. Ogłoszono koniec zawodów. Każdy na swoim stanowisku czekał na komisyjne ważenie. Mój wynik to 2.02kg.Ciekawe jak wypadli inni? Dowiedziałem się, że oprócz mnie był jeszcze jeden pechowiec, Mariusz. Stracił prawie wszystkie ryby, bo miał dziurawą siatkę.

W międzyczasie przyjechał dyrektor zakładu Krzysztof Czeboćko - sponsor zawodów.
Mimo iż sam nie wędkuje, chętnie spotyka się z nami i ustala terminy kolejnych zmagań.
Zjedliśmy posiłek zamówiony przez organizatora i z niecierpliwością czekaliśmy na ogłoszenie wyników.

Tak przedstawiała się kolejność: I miejsce - Bartosz Łączkowski, II miejsce - Karol Budynek (czyli ja), III miejsce - Włodzimierz Remisz (organizator zawodów). Dyrektor uroczyście wręczył puchar, medale i dyplomy dla zwycięzców. Pierwszych 5 osób otrzymało nagrody rzeczowe, a pozostali nagrody pocieszenia. Mimo pecha i niezbyt sprzyjającej aury byłem zadowolony i mam nadzieję, że pozostali uczestnicy również. Następne zawody już niedługo i mam nadzieję, że nie w deszczu...
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama