Reklama

Żerańska niespodzianka

11/08/2010 13:24
Po ostatniej udanej wyprawie na Kanał Żerański, postanowiliśmy odwiedzić te wody jeszcze raz, ja, tata i mój młodszy brat. Był to 5 sierpnia, upał dawał się we znaki. Tym razem byliśmy na miejscu już o godzinie 13:00. Łowiliśmy na dwa zestawy gruntowe, odległościówkę z 15 gramowym koszykiem zanętowym i na feedera. Do koszyka znów powędrowała zanęta firmy Lorpio, ale tym razem "medium feeder" z dodatkiem melasy firmy Dragon i pinek. Na haczyk zakładaliśmy białe robaki. Po godzinie mieliśmy pierwsze branie. W podbieraku zameldował się nieduży, kilogramowy Leszczyk.

Niestety brania ustały po tym jak na kanale pojawili się narciarze wodni. Na klasyczną odległościówkę już praktycznie nie dam się tam łowić bo często najeżdżają na waglery. Przestali jeździć dopiero około godziny 19:30. Wtedy znowu zaczęło się coś dziać. Złowiliśmy jeszcze kilka niedużych leszczy, ale najciekawsze było przed nami. Nagle, mój tata widzi zdecydowane branie, podcina, ale na haku pusto. Zarzucaliśmy dokładnie w to samo miejsce dzięki temu że żyłka była na klipsie, więc mieliśmy nadzieję na powtórzenie brania. I tak się stało, ponownie zdecydowane szarpnięcie, zacięcie i siedzi. Na początku nie mieliśmy pojęcia co to może być.

Myśleliśmy sobie, Lin, może spory Leszcz. To co zobaczyliśmy było dla nas dużym zaskoczeniem, okazało się że na białe robaki wziął Sandacz. Oczywiście nacieszyliśmy się trochę jego widokiem, zdjęcie i do wody. Na drugi dzień mieliśmy wyjechać do Nowego Miasta nad zalew więc nie mogliśmy zostać na noc. I tym miłym akcentem zakończyliśmy naszą kolejną Żerańską wyprawę.

Pozdrawiam ;)
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama