Witam.Byłem dziś na rybach i przydażył sie koledze pech.
A było to tak umówiłem się z kolegą na ryby pojechałem do niego na 8 rano i poszliśmy za okoniem na lód. Chodziliśmy wierciliśmy dziury i nic i nic po kilku godznach staneliśmy przy takich trzcinach na zakolu i rozmawiamy z dwoma kumplami co jeszcze przyszli tak sobie zobaczyć.Tak gdzieś po kilkunastu minutach wychodzi pan jakiś za trzcin i takim szybkim krokiem idzie w naszą stronę,podchodzi i mówi czy mogli byśmy mu pomuc z kolegą bo sie przewrócił i skręcił noge, to zostawiamy wszystko i idziamy zobaczyć.Zachodzimy leży kolega na lodzie i mówi że bardzo mocno go boli po między kolanem a kostką. To nic więcej tylko unieruchomielismy mu nogi i podłożylismy gróbą kurtke pod plecy i tyłek,w czterech złapaliśmy za tą kurtkę a kolega jego za buty filcowe i do góry. Tak po kilkadziesiąt metrów nieśliśmy go do wioski a jeszcze między czsie ten jego kolega zadzwonił po pogptowie. Gdy znieśliśmy go z lodu na łąkę to zaczeli się schodzić ludzie z wioski i nam pomagali, tak donieśliśmy kolegę do drogi i przyjechało oczywiście po 30 min jak kolega zadzwonił pogotowie. Na nosze do karetki i co się okazało to złamana noga a nie zwichnięta tak jak mówił ten kolega.Pierwszy mój wpis. Przepraszam za błędy. Pozdro.
Komentarze