Mając teraz dosyć dużo czasu wolnego z racji mijającego nieubłagalnie urlopu raz po raz staram się byc nad wodą celem treningu sezonowego.Z racji tej iż na odległa i zalaną niestety w tym okresie rzeke wisłę nie mam niestety czasu, swa uwage skupiam w tym okresie tylko i wyłącznie na zbiorniku zaporowym może nie w pełni słowa tego znaczeniu jak to wyobrażają sobie coniektórzy wedkarze widzac ogrom wody zalany betonem ale na wodzie gdzie śmialo mozna stwierdzić iż jest ryba.Wczorajszy dzień zaowocowału mnie paroma maleńkimi okoniami które tez zresztą mi się juz na tyle zdołały znudzic że postanowiłem przejrzec nieco na oczy i wybrac się tuż nad nieuczęszczany odcinek zalewu w kraśniku.Mowa tu o zbiorniku spełniającym rolę odstojnika gdzie gromadzi się woda upuszczona częsciowo z okolicznych stawów by jej nadmiar zkolei nie wpłynal na nie same powodując przy tym znaczne szkody.Zbiornik ten nie jest az nadto atrakcyjny jednakże zracji tej iż jest zarośnięty i w miare głęboki o czym także niewiele wie osób(Ja osobiscie sprawdziłem brodzac w woderach-jest głęboko) moge stwierdzić iż nie potrzeba mi on więcej urozmaicen i smiało tez upatrując jakze odlegle stanowiska żerujących ryb postanowilem je lowić.Łowić tzn co?W moim żargonie slowo lowić oznacza nie tyle co zasiadkę i czekanie na rybkę, ale to ciagle myslenie, opracowanie strategi, wytrwalosc i upór niosaca czestokroć wyniki pozytywnej radości ze zdobyczy a przekladajac się na trud wlozony w polowanie lec zto nie wazne teraz:)Widząc zawirowania spowodowane obecnoscia paru sporych jazi postanowilem wziaśc się za nie i spróbowac je łowić.Bedac nad lowiskiem upatrzonym nigdy nie wchodze na tzw chama czyli wszystko z rozwaga, cichutko wręcz prawie zawsze pochylony podchodze tak by miec na tyle wygodny punkt obserwacji aby zarówno nie sploszyc zerujacych ryb jak i nie wpakowac się w nieprzyjemną sprawę np. nagla nieuwga, poslizg i chlup do wody czego wam i sobie z góry nie życzę.Sprzęt mój do lowienia wyglada tak: żyłka o grubosci 0,12 mm, wędzisko spiningowe konger champion o długosci 3 m i masie wyrzutowej od 3 do 14 g.Patrząc na wode oczywiscie zawsze sie zastanawiam nim poslę przynęte jaki wiatr wieje, skąd itp słowem czysta kalkulacja gdyz nieumiejętne wrzucanie przynęty czestokroć powoduje tylko i wylancznie ploszenie zerujacych ryb a nie pogoda czy warunki obecnie panujace za co wedkarze w gruncie rzeczy biora cala swa tragedię połowu schodzac z lowiska o tzw kiju.Życie zawodnika Grand Prix nauczylo mnie troche i wiem juz to ze pewne odruchy nalezy sobie wpoić do głowy przed a nie po fakcie, chociaz jak to się u nas mówi ,,Polak mądry po szkodzie"":)ale do rzeczy bo się rozpisalem.Patrzac na stadko żerujacych jazi umyslałem sobie w jakito sposób by je przechytrzyć.wiedząc i mając to na uwadze iz obrotówka której użyje bedzie za lekka postanowilem ją dociązyć na zyłce mają 0,5 g śrucinką zacisniętą ok 40 cm od przynęty.Juz za pierwszym rzutem poczulem trącnięcie i wirek ale zagapilem się, zas drugi rzut uwiecznił sukces, edzisko wygieło się i poczułem charakterystyczne dum dum:)hol przyznam nie nalezal do najlatwiejszych, masa zielonej roslinnosci wyrastajacej ponad lustro wody znacznie utrudnia zarówno samą faze poczatkową jak i końcowa gdyz zdezorientowany jaz w porównaniu z kleniem prowadzi sie duzo szybciej lecz do momentu gdy nie wie co tak naparwde się dzieje.Ten zaś rodzaj jazia zwanego pzrezemnie,,kabanem""z racji dużych rozmiarów nalezy do ryb niezwykle zacieklych, robiacych odjazdy i to nie koniecznie na korzysc wedkarza a siebie gdyz widzac platanine roslin za wszelką cene, niczym pocisk wystrzelony wbija się w jej centrum.Ten byl inny.tuz po zacięciu jakby nie wiedzacy o niczym po prostu murowal do dna, robiac raz po raz jakis podwodny nagły zryw, a ja stojąc tepo w wodzie nie pozwalajac na to i mając odrobinę szczescia wlazłem po pas do wody lejąc sobie przy tym wode do butów izadowolony po pachy, nie czujac chlodu wynikajacego z sytuacji wyciagnalem jazia o długosci 49,6 cm i wadze 1,8 kg.Rybka po krótkiej sesji zdjęciowej z powrotem trafiła do wody.Cóz zasada no kill jest u mnie niemalze święta patrzać na rosnace wymagania wędkarzy apeluje-co dla ciała to i duszy nikt bez ryby cię nie zgłuszy:)Na koniec tegoż myslę ciekawego i dziwnego wątku a zarazem i kontunujac go nadal pragę nadmienic to byśmy Pamiętali o tym by wszystko w miarę rozsądnie robili, by cały nasz hol nie wyglądał na kabaret ani tez przedstawienie gdyz częstokroc wlasnie w tym momencie gdy przychodzi zcas na rozluznienie czy fascynacje rybką jaz urywa żylke a zdezorientowany wedkarz tylko nerwowo podchodzac do sprawy wprawia sie w stan aluzji i zrozpaczenia nie wadząc na swe umiejetnosci a sprzet który to tylko w paru procentach zalezy na owocach naszej pomyslnie udanej wyprawy.
Komentarze