Reklama

Zwykły dzień - niezwykła przygoda

07/07/2009 13:17
Każdy uczeń i nie tylko mile wspomina okres wakacji, jednakże siedzenie w domu i NIC nie robienie może być miłe przez tydzień może dwa (dla niektórych przez całe życie) ,ale po pewnym czasie musimy znaleźć sobie jakąś ciekawa rozrywkę...
Pewnego pochmurnego dnia zadzwonił do mnie kolega i zaproponował wyjazd na ryby, oczywiście spytałem gdzie i o której? Odpowiedz krótka : Wilkanów 6 rano! Wspominając poprzednie wyjazdy na stawy wilkanowskie gdzie siedzieliśmy całe dni bez jednej ryby, stwierdziłem, że nie chce mi sie znowu tam jechać. Na szczęście dałem się namówić i już jutro byłem przed 6 na stawach wilkanowskich… Mateusz rozkładał się już na trzecim stawie z swoim sprzętem wędkarskim, oczywiście usiadłem nie daleko niego. Rozłożyłem gruntówkę i spławikówkę (standardowo), spławki 2g tzw. ołówek, na gruncie sprężynę. Kolega łapał na tyczkę, z tyłu była mała skarpa i strumyk ale jakoś udało mu się rozłożyć rolety. Sam nie wziąłem zanęty, (jak zawsze) ale zabrałem trochę jemu :) byłem przekonany ze nic nie złapiemy. Przekonanie to trwało to pierwszego brania, wyholowałem jakiegoś małego lina, niby nic specjalnego, ale zaraz za drugim rzutem znowu miałem branie. I tak zaczęło się eldorado. Branie za braniem, nie mogłem uwierzyć w to co się dzieje. Może i ryby nie powalały wielkością, ale było ich bardzo dużo, zresztą trafiło się parę ładniejszych okazów. Dominującą ryba był lin, później karaś, płotka, wzdręga. Trochę nam brakowało karpia, ale jak to już bywa uwzięły się i nie chciały brać. Szkoda również że wszystkie liny były nie wymiarowe (bardzo mało jest wymiarów lina w tym łowisku), za to karasie trafiały się całkiem niezłe, co prawda nie rekordy, a nawet medale, ale jak na Wilkanów to DUŻE. Dużym zaskoczeniem były dla mnie płotki. Osobiście nie wiedziałem że takie okazy tam pływają. Łowienie zaczęliśmy od 6.00 planowaliśmy łapać cały dzień, ale niestety pogoda popsuła się po południu i około 2 zjechaliśmy do domów. Po tym nie samo witym wyjeździe od razu zaplanowaliśmy drugą wycieczkę na Wilkanów. Następnego dnia wszystko było podobne. Rozpoczęliśmy o 6.00 nałapaliśmy sporo ryb i znowu koło południa pogoda się popsuła, wiec znowu zjechaliśmy do domów. Jak się domyślacie trzeciego dnia z rzędu też byliśmy na stawach w tym samym miejscu (na dość płytkiej wodzie około 0.5m-1m). Łowienie zaczęliśmy godzinę szybciej czyli o 5.00. Teraz poszło z rybami trochę gorzej aczkolwiek nasze siatki nie były puste. Tego dnia wziął pierwszy wilkanowski karp, niestety Mateuszowi, a nie mi :( Tym razem pogoda się udała i w końcu nie padało. Zostaliśmy i tak do południa bo zgłodnieliśmy a nie zabraliśmy z sobą za dużo jedzenia. Trzy wyjazdy zaliczam do jednych z najlepszych w moim życiu na wilkanowskie. Trochę mi żal, że zrobiłem zdjęcia tylko z 3 wyprawy ale już planuje nockę na stawach wilkanowskich, wiec następną przygodę postaram się opisać dokładniej. Aha co do przynęt to ryby brały na wszystko : czerwony, biały, pinka, kukurydza.
Za wszystkie błędy stylistyczne z góry przepraszam, jest to mój pierwszy tekst na wędkuje, wiec proszę o łagodne komentarze… POZDRO dla Mateusza, który nałapał więcej ryb :P
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama