Reklama

Żywiec czy blacha cz. 2

06/11/2008 18:50

Kolejny tydzień przeleciał jakby z bicza strzelił. Nawet nie wiem, kiedy. Jest już sobotni wieczór. Jutro, choć na chwilę muszę wyrwać się ze spinerkiem nad Wisełkę. Ale nie będę tam długo. W końcu o osiemnastej muszę obejrzeć wyścig naszego mistrza kierownicy. Czas ucieka. Jest już grubo po północy. Kładę się spać.

Delikatne stukanie w ramię - wstawaj, już dziewiąta, mówi moja kochana żonka. Pomału zwlekam się z łóżka. Piję kawę, jem śniadanie, Idę do swojego kącika i biorę wędkę, moją ulubioną na sandaczyki. Kij ma dł. 2.8 m. Jest to lekko przerobiony World Champion Zander Kongera, do 35 gramów. Kijek fantastycznie oddaje pracę gumek w opadzie. Do tego kołowrotek z cienką plecionką (0.1 mm), parę główek o masie 15-25 gram i trochę gum. Wszystko mógłbym schować do dwóch kieszeni, ale nie robię tego. Biorę za to plecak i 2 małe pudełka, w których wszystko się mieści. Przed dziesiątą wsiadam w samochód i jadę…. W odwiedziny do mojego taty, który jest w szpitalu. Gawędzimy sobie przez ponad godzinkę. Nie mogę się doczekać na jego wypis i wspólny wypad nad Zalew Zegrzyński. Ale na to przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Dochodzi pierwsza. Wizyta dobiegła końca.

Dwadzieścia minut jazdy i parkuję auto nad Wisłą. Idę niespiesznie na główkę, na której zamierzam porzucać. Na główce jest spinningista. Miejsca starczy dla obu. Pan okazuje się być bardzo sympatycznym człowiekiem, z którym bardzo miło się gawędzi. Łowi na zdecydowanie mniejsze przynęty, niż ja. Tak sobie rzucamy przez kilkadziesiąt minut. Kolega łowi okonia, ja mam kilka nie zaciętych puknięć. Ostatnio odgrażałem się sandaczom, że wrócę tu ze spinningiem i się policzymy. Na razie to one są górą. Mija prawie półtorej godziny. Mam branie, ryba chodzi chwilę na kiju i spada. Pech. Po kilku minutach z nurtu łowię okonka. Taki sobie. Ma może 24-25 centymetrów. Robi się coraz chłodniej. Spotkany wędkarz zwinął się. Kolejne kilkadziesiąt minut nawet bez puknięcia. Dochodzi szesnasta. Starczy na dzisiaj.

Odpowiedź na pytanie żywiec czy blacha jest dla mnie jedna. Blacha, czyli spinning. Przynajmniej zawsze mam co robić. Wolę aktywniej spędzać czas nad wodą, ale szanuję też inne metody, które nie są dla mnie tak duża atrakcją, ale uczą wszechstronności. Dlatego raz na dwadzieścia czy trzydzieści wypraw, trzeba coś zmienić. Dziś już kończę. Policzę się z nimi kiedy indziej. W końcu nie jest istotne ile się złowi, a jak się spędzi czas nad wodą. Wrażenia - bezcenne.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama