Reklama

Żywiec czy blacha

30/10/2008 23:31
Żywiec czy spinerek, oto jest pytanie… Sobota, koniec października. Jeszcze trochę pracy w domu. Potem jadę za Warszawę z moją mamą, pozałatwiać jej różne sprawy. Do domu wracam po południu. Czeka pyszna zupka. Tak sobie siedzimy i rozmawiamy całą rodziną…. No może prawie całą… Niestety bez mojego Taty- leży kochany biedak już dwa tygodnie w szpitalu. Przy obiadku mój kochany synek powiedział, że może wybrałby się jutro ze mną na rybki. Jak wielka była moja radość.

Tylko pytanie gdzie i na co. Na Zalew nie, za zimno na cały dzień łowienia z łodzi. Padło na pobliską królową- Wisełkę. Tylko, na co łowić. We dwóch na spinning - nie ma szans. On jeszcze nie wie jak wygląda puknięcie. Pozostał gruncik.

Niedziela. Pospaliśmy dłużej- przestawili czas. Około godziny 10 .30 pakujemy się do auta. Dwie gruntówki, uklejówka, podpórki, etc. Jedziemy do GO sporta po robaczki. Wchodzimy, lecimy do lodówki, a tu D...A. Nie ma lodówki, nie ma robaczków… I jak tu jechać na sandaczyka???

Telefon do kolegi Piotra, przywraca mi wiarę w wędkarski wypad. Na Powsińskiej jest otwarty sklep, w którym On pracuje. 15 minut i jesteśmy. Jest pudełeczko robaczków, więc jazda. Wypakowaliśmy się z auta i dumnym krokiem, po założeniu zielonych kaloszy paradujemy nad wodę. Piękny widok. Wisła niespiesznie toczy swoją burą, chłodną wodę. Montuje zestaw do uklejówki, ustawiam grunt, zakładam robaczka i jest, praktycznie od razu pierwsze branie. Duży kiełb wisi na haku. Nie, jakiś dziwny mi się wydaje. Oglądam bliżej, kurcze to Babka. Wypuszczam rybkę z powrotem do wody. Synek zabiera mi wędkę i łowi kiełbiki. Ja w tym czasie rozkładam gruntówki. Po kilkunastu minutach obie lądują z kiełbikami na haku w wodzie.

Wisełka sobie płynie, a wraz z nią czas. Synek pomału zaczyna się nudzić zabawą ze spławikiem. Jest mu coraz chłodniej. Rozpalamy małe ognisko. Wreszcie trochę się zagrzeje, a ja będę mógł dłużej cieszyć się pobytem nad wodą.

Ognisko płonęło prawie godzinę. Wędki jak zaklęte. Nawet puknięcia. Pięć bitych godzin nad wodą i nic. Teraz już wiem, czemu kocham spinning. Tam się nie nudzę. Ale czego nie robi się dla dziecka. Mam w wiaderku 10 kiełbików, więc zrobię powtórkę w tygodniu. Spróbuję we wtorek wieczorkiem. Z tym postanowieniem pakujemy się i wracamy do domu. Nie żałuję ani minuty, spędzonej tego dnia nad wodą.


Wtorek. Ściemnia się. Dobijam nad wodę. Żywce w wiaderku. Szybko składam kije i fruuuuuuu. Leżą tak (z wyjątkiem kilku przerzuceń) do 19, Niestety, na próżno. Dobiła 19. Pakuje się. Pozostałe osiem kiełbików wraca do wody. Gruntu mam dość na długo. Wrócę tu za parę dni. Ale obiecuję- tylko ze spinningiem. I wtedy się policzymy, moje drogie sandałki….
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama