Reklama

C&R czy potrzebne?

28/09/2012 13:24
Tyle się mówi o C&R (catch and release) czyli w prostych, żołnierskich słowach o wypuszczaniu złowionych ryb, że chyba nikt nie może się tłumaczyć - "nie wiedziałem, nie słyszałem". Wiedzieć i znać, a rozumieć i stosować, to jednak dwie różne rzeczy. Na tym tle dochodziło i dochodzi często do zaciętych dyskusji w gronie znajomych lub na przeróżnych forach. Ciężko odmówić racji i jednym i drugim, bo faktycznie presja wędkarska na niektórych łowiskach jest na tyle duża, że sportowy połów ryb zyskuje wręcz wymiar gospodarczy. Jednak w czambuł nie wolo potępiać każdego, kto ma ochotę na świeżą rybę, własnoręcznie złowioną. Można przyjąć, że jest to kwestia umowna, ew. regulowana przez właściciela lub dzierżawcę konkretnej wody. Wydaje się najbardziej rozsądnym rozwiązanie, polegające na ustanowieniu limitów granicznych. Mówię o stosowanym np. na jednym z moich łowisk ograniczeniu w pobieraniu złowionego szczupaka: od 50 cm do 80 cm. Mniejsze i większe należy wypuścić. Zasadniczo regułę tę wprowadza również RAPR i inne regulaminy poszczególnych gospodarstw rybackich. W GR Szwaderki np. obowiązuje wymiar ochronny szczupaka 45 cm oraz limit 4 kg/dziennie na jednego wędkującego. W teorii zatem, szczupak powyżej 80 cm powinien zostać wypuszczony, ponieważ jego waga przekracza 4 kg? No, nie do końca tak jest ale czy nie można sobie narzucić takiej dyscypliny? Ano można! Zabieram czasem ryby z łowiska. Lubię ja, lubi moja rodzina. Sam podniosłem sobie wymiar do 50 cm i kupiłem taka malutką wagę aby nie przekraczać nigdy limitu. Postawa godna naśladowania? Czy raczej zasługująca na naganę, bo jednak to nie jest takie ortodoksyjne C&R. Odwieczny argument o bezsensie zadawania cierpienia rybom dla samej przyjemności zapewne nie przemówi do zagorzałych zwolenników tzw. "sportowego łowienia". Fakt, że rybacy odławiają wszystko co im w sieci wejdzie, również te ryby, które wypuściliśmy zgodnie z ideą C&R też nie może stanowić argumentu, bo to, że ktoś robi źle, nie znaczy, iż i my mamy tak robić! Słusznie, tyle tylko, że idea dla samej idei nie jest w stanie się obronić. Bo jak jest w życiu? Ano jest tak, że "stoję" sobie pewnego razu na górce i widzę jak na sąsiedniej łódce jegomość ciągnie rybkę. Nawet wędka specjalnie się nie wygięła. Dociąga do burty szczupaczka i za kark wyciąga go z wody. Widzę tego 30-35 cm "potwora"... Słyszę jeszcze długo jak rzuca się i wali o dno łodzi w beznadziejnej walce o życie. Za chwilę mam podobnego, nie wyciągam go nawet z wody tylko jednym ruchem wyhaczam i patrzę jak znika machając ogonkiem. Ja przyszedłem na ryby, mój sąsiad po rybę. Gdybym złowił 55 cm zabrałbym, bo miałem ochotę na rybę na obiad, którego po pracy nie zjadłem spiesząc się na łowisko. Ale jest prawo, są przepisy, które należy stosować. Nie dlatego, że można zapłacić karę ale dlatego, że tak nakazuje zdrowy rozsądek, sumienie, dobry przykład Szwedów, czy innych Niemców. I gdyby mniej było takich wypraw "po rybę", to nie byłoby problemu i żadne C&R nie byłoby potrzebne!
Tego sobie i Wam życzę.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama