Reklama

Czar letniej nocy…

14/08/2012 21:35
…czyli - Pan Staś i „półka”.

Tej soboty znów jedziemy na „półkę”. Znów - sto kilkanaście kilometrów.
I tylko wciąż ten sam problem:
- Co zrobimy, jak będzie zajęta? Przecież na noc to tylko „półka”. Nie da się jej zastąpić. Wszystkie inne miejsca to już „be”. Oj, straszne „be”. Ech, te nerwy. Gdyby tak z satelity…taki mały obrazek….czy tam „pusto”?

Na „półce” siedzi pan Stasio. Pan Stasio właściwie to siedzi na górce, ale na „półce”. Pan Stasio siedzi i sączy piwko. Kolejne piwko. Pan Stasio to „swój chłop”. Przyjezdnym krzywdy nie robi. Drygi nie stawia; uczciwie łowi; na dwa kije. No czasami na trzy, ale bardzo rzadko. Najczęściej na dwa; czasem na jednego – jak ryba dobrze „bierze”. No nie, jeszcze czasem sznur puści, ale tylko czasem – z dziesięć razy do roku; no może dwanaście; no co najwyżej trzynaście, ale więcej to już nie!
- Jak bonie dydy, więcej to już nie!
Pan Staś siedzi od południa i nic mu nie bierze.
- Nawet nie dotknie. No może czasem puknie, ale tylko puknie.
- Tak ciut, ciut puknie. Tak puknie, nie puknie.
Sam nie wie czy puknie.
A w ogóle to już od kilku dni nigdzie nic nie bierze. Nawet na kanale w Połańcu nie bierze.
Nie no, Pan Staś pamięta, że ja nie lubię kanału, ale tak sobie gada, żebym wiedział, że tam też nic nie bierze.
- No nigdzie to może nie, bo tu bierze.
No jemu nie bierze, ale wczoraj bratu, to brało.
- Kazik, pieron, wzion dwa leszcze, ale jakie leszcze…, a….a….a i jeszcze karpia - kobyłę.
- ??????
- Nie, no karpia, karpia, ale grubego karpia: chyba około czwartej, a może piątej wieczorem? A czy to ważne, wzion i już!
Pan Staś puści teraz jeszcze jednego dymka i się będzie zbierał, bo Pan Staś wie, że my z daleka i że my se chcą połowić. I Pan Staś nie będzie taki i nam ustąpi.
Najwyżej przyjdzie później, z Kazikiem, ale pójdą na główkę, bo tam może prędzej będą brały.
I poszedł.
Ale, ale, tak w ogóle, to ja lubię Pana Stasia.
- Dobry chłop. Gdyby tylko nie te sznury. No i jeszcze może by tak kartę wędkarską…?
Nie, to już ja za dużo chcę od losu.
- Pan Staś jest fajny i koniec tematu.
- A może ma kartę? Przecież nigdy Go o to nie pytałem?
Spróbowałbym zapytać.
- Pan Staś jest super! Jasne?
A…a, zapomniałem o najważniejszym! Pan Staś, nim odszedł, nakazał mi, pod rygorem: „ że jak nie, to mnie pie……..y”, rzucać koszyki tam, gdzie on, „bo teraz ryba tylko tam pływa”, a nie tam, gdzie ja „wiecznie walę”. I do swojej zanęty mam dodać pszenicę „ jego produkcji”, którą – w drodze łaski – mi zostawia, bo mnie lubi.
Na takie dictum brakło mi argumentów. Postanowiłem wykonać zalecenia:
- Bo skoro Pan Staś mnie lubi…to o czym tu dyskutować…Przecież Pan Staś mnie lubi!
- Do pracy…
Przez kilka godzin cisza. Jeszcze jaka cisza: „…czasem puknie, ale tylko puknie. Tak ciut, ciut puknie. Tak puknie, nie puknie”. No, może nie do końca. Na główce najbliższej tamy pojawił się Pan Stasio. „Zarzucił” dwa kije i po kilku minutach….usnął. Tak, tak, po prostu usnął. A jak chrapał; oj, jak chrapał.
Wisła niosła to chrapanie, chyba aż do Połańca.
Zaczęło się dopiero o czwartej nad ranem, ale za to jak się zaczęło.
Branie za braniem. Leszcz za leszczem. Siedemnastu „złotołuskich”, trzy karpie, „piątka” dorodnych karasi. Nie dałem rady na dwa „kije”. Poszedłem w ślady Pana Stasia: „…na jednego – jak ryba dobrze bierze”.
- To ci dopiero była „zabawa”.
I tylko Pan Staś spał spokojnie – na „główce”, na trawce…

Czarodziej Pan Staś?
Zaczarowana pszenica?
Zaczarowana „półka”?

Czarodziej Pan Staś!!!

Nie wierzycie?
Poszukajcie swojego czarodzieja, Pana Stasia, zaczarowanej zanęty, zaczarowanej „miejscówki”…
Tego Wam z „całego serca” życzę…

Post scriptum: Pan Staś i jego brat "mają" Kartę i .... "wiedzą swoje". A tak w ogóle, to "tylko po piwie, tak mu się plotło".
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama