Punkt 4 budzik się drze, mówię trzeba wstawać i jechać, niestety skończyło się to tym że obudziłem się o godz 9 więc zasiadka opóźniona. Na szybko obiadek i godz 13;30 pakuje zestawy na rower i w drogę. Jezioro oddalone jest o około 9km o godz 14:10 jestem na miejscu. Bardzo się zdziwiłem ponieważ były tylko 2 osoby a zazwyczaj nie ma gdzie siąść, robimy raz dwa zanętę, do zanęty kuku i aromat waniliowy o godz 14;30 haczyki lądują w wodzie, rozsiadam się na foteliku wszamam słonecznik i właczam radyjko i do tego spijam KOKA KOLE 14;43 pierwsze branie już lekka ekscytacja bombka wędruje w górę po czym szybko opada i tyle z brania, co około 10-15min sytuacja się powtarza, godz 16;40 bąbka leci pod kij po czym opada.... podchodzę do wędki, po czym po 5 sekundach bąbka zaś udaję się pod kij zacinam i co ??? i pudło pusty haczyk, ani robaczka nie było, na haczyku miałem 2x biały + kuku. Cały czas się zastanawiam dlaczego nie wykorzystałem tego brania, no cóż.... od tego czasu było jeszcze parę podskoków ale nie do zacięcia, po paru przerzutach jednej z wędki za każdym razem był pusty haczyk, ktoś musiał być sprytny :) a żyłka była strasznie napięta nie wiem dlaczego, wyraźnego brania bombka nie wykazała możliwe że przez muł??? może i TAK może i NIE pakuję się o 19:10 i WIO o godz 20 melduję się w domciu. Rybki nie było ale za to temperatura do wytrzymania i świeży wiaterek oraz towarzystwo komarów :P wszystko mi zrekompensowało. Jest to mój pierwszy wpis z wyprawy.
Komentarze