Reklama

Kilka linijek o dorszu

07/03/2011 21:19
Kilka linijek o dorszu.

Kiedyś moje wędkowanie głównie ograniczało się do połowu białej ryby w rzekach i jeziorach pojezierza ełckiego. Obecnie już kilkanaście ładnych wiosen zamieszkuje nad morzem. Jeżdżąc w pomorskim na białą słodkowodną rybę często słyszałem jak to super jest na wyprawach ‘’dorszowych’’. Z biegiem czasu przełamałem się i pojechałem ze znajomymi jesienią na kuter do Łeby. Jak się okazało nie byłem osamotniony jako nowicjusz na łajbie. Szybko stan morza zweryfikował moje przygotowanie do wyprawy i wyobrażenie o niej. Na szczęście okazało się, że organizm zniósł bujanie kutra. Gorzej było z przemoczonymi ubraniami, chlupotem w gumiakach i skostniałymi rękoma mimo pięknej złotej polskiej jesieni. Co prawda limitu nie złowiłem, ale też nie miałem najgorszego wyniku. Niektórzy niestety nie dali rady wędki trzymać z powodu szalejącego błędnika. Radość ze złowionych okazów przysłoniła mi wszystkie niedogodności jakich miałem przyjemność doświadczyć tego dnia. W końcu rybka 4 kg to nie płoteczki kilkunastocentymetrowe, a smak świeżego dorsza to nie to co „niby świeża” ryba z marketu. Od tamtej pory staram się regularnie odwiedzać morze. Na podstawie doświadczeń jakie przeżyłem podczas wypraw dorszowych chciałbym napisać kilka podstawowych wskazówek dla osób, które chcą posiłować się z większą rybą niż płotka .
Przepisy dotyczące amatorskiego połowu dorsza jak i innych ryb można znaleźć między innymi na stronie http://www.oirm.gdynia.pl/index_pliki/Page986.htm .
Jeżeli komuś nie chce się czytać to zawsze można zasięgnąć informacji na kutrze od szypra czy załogi.
Na pierwsze wypłynięcie polecam zwrócić uwagę na wiatr. Leciutkie i minimalne fale, są pożądane. Jeśli wiesz, że nie będziesz miał problemów z błędnikiem to nie ma problemu z siłą wiatru. Kuter nie wypłynie jeżeli będzie jakiekolwiek niebezpieczeństwo na morzu.
Jeżeli będzie lato to polecam filtr co najmniej 50 by co jakieś czas smarować odkryte części ciała. A najlepiej przewiewne rzeczy maksymalnie przykrywające ciało minimalizując w ten sposób poparzenia słoneczne. Przykrycie głowy tak by kark, uszy oraz twarz były w cieniu. Ubranie i obuwie powinno być nieprzemakalne. W zimniejszym okresie oczywiście czapa, rękawiczki itp…. wedle upodobań. Należy pamiętać, że na wodzie słońce bardziej smaży, a przy powiewie bryzy nie odczuwamy tego. Można wieczorem bardzo się zdziwić patrząc w lusterko i widząc najczerwieńszą twarz na świecie.
Wędkę na pierwszy raz można zawsze wypożyczyć. Pilkery oraz przewieszki radzę kupić na lądzie, gdyż każdy zestaw zerwany na łajbie znacznie więcej kosztuje. Jeżeli wędkę wypożyczymy z żyłką radzę sprawdzić jakość jej, gdyż często można spotkać przetarte żyłki. Wtedy to kilka zestawów można stracić, a każdy kupowany na kutrze to dodatkowy wydatek. Można spotkać plecionkę na kiju wypożyczanym i taki kij starajmy się wypożyczyć. Plecionka nie rozciąga się, w związku z czym czujemy każde uderzenie ryby nawet na drągu. Im łowisko głębsze tym stosujemy cięższe pilkery. Większa masa pilkera powoduje szybsze dotarcie jego do dna. W przypadku gdy ławice dorsza są nieduże i szybko się przemieszczają lub dryf jest duży to ma znaczenie. Kto pierwszy na dnie ten większe szanse ma na rybę. Pamiętajmy o naostrzeniu kotwic i haczyków na przewieszkach. Jeżeli zaś chodzi o kolory i kształty pilkerów i przewieszek to odsyłam do załączonych zdjęć. To są moje ulubione.
Ruchy wędki. Jeżeli się patrzy na wędkarzy na kutrach to często widać jak jest szarpana 2-3 razy do góry i nagle szczytówka w dół. Podczas ruchu kija w dół tracimy kontakt z przynętą, a w tym czasie często następuje atak ryby, o którym my nawet nie wiemy. Wiec starajmy się prowadzić pilker do dna z wyczuciem jego, a nie puszczać go w toń w samopas. Mając czucie przynęty zawsze możemy zaciąć rybkę. Ryba która jest zahaczona za pysk walczy, a nie jak podczas podrywu zaczepiona za bok – ciągnięta jest jak kłoda.
Czasami warto zamiast na pilkera łowić na szprotkę. W takim przypadku pozbywamy się kotwicy z pilkera, gum z przewieszki - zostawiając same haki, na których zaczepiamy szprotkę ( bądź inna rybę). Można wtedy użyć cięższego pilkera by szybciej przynęta znalazła się przy dnie. Łowiąc na szprotkę nie szarpiemy wędką. Pilker umieszczamy na dnie, plecionka naprężona i czekamy na branie. Szprotka pracuje w wodzie dzięki prądom wody. Polecam na wraki tą metodę. Ograniczmy zaczepy kotwicą pilkera. A efekty mogą być naprawdę piękne.
W ciepłe dni należy pamiętać o częstej wymianie wody w pojemniku z rybami, by się nie sparzyły.
Jeżeli już mamy rybę to żeby przetransportować ją do domu trzeba w czymś ją przewieść. Jeżeli nie mamy skrzynek to należy pamiętać by wziąć ze sobą bardzo mocne, dobrej jakości worki foliowe. Jeżeli worki przemokną i zmoczy się tapicerka to w samochodzie bez mycia jej nie obejdzie się. No chyba że ktoś lubi swąd padniętej ryby.
Jak dotrzemy do domu cali i zadowoleni z połowu to jeszcze trzeba dokładnie wyczyścić rybkę, wyfiletować i wrzucając świeżutką rybkę na patelnie można w końcu odpocząć po całym dniu „relaksu” na morzu.
Pozdrawiam i mam nadzieje, że skorzystacie z porad zawartych w tych kilku linijkach.




Materiał zgłoszony na konkurs wedkuje.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama