Reklama

Kleniowy poranek

17/12/2011 14:07

Znad horyzontu powoli wyłania się słońce.Ja siedzę już na stanowisku.Przeżyłem dwadzieścia minut cierpień,kiedy to w czasie rozkładania sprzętu atakowało mnie potężne stado komarów. Jednak już jest dobrze,teraz już jest dobrze.Kije zarzucone, siedzę na koszu i czas od czasu nieskoordynowanym jeszcze zaspanym ruchem opędzam się od natrętnych owadów.

Przybyłem dziś nad rzekę zmierzyć się z kleniami.Łowisko jest przygotowane przez trzy poprzednie dni kiedy to jeździłem na inną miejscówkę zatrzymywałem się w tym miejscu i posyłałem do wody porcję grochu.Grochu który dziś stanowi moją przynętę. Środkiem rzeki przepływa w stronę żeremi bóbr,jego dzisiejszy czas dobiega końca.Będzie odpoczywał by wieczorem znów ruszyć na żer. Nie zwraca na mnie najmniejszej uwagi,już się przyzwyczaił do mojej obecności nad rzeką. Spotykamy się tu często,nawet bardzo często.


Feedery stoją jak zaklęte,nawet nie drgną.Nie dziwi mnie to. Przynęta selektywna,na większe ryby.Do tego klenie tu u mnie mają rano swoje zasady. Nie wiem jak to robią ale zaczynają żerować około godziny siódmej, plus minus dziesięć minut.Jednak ryby w tej rzece to nie tylko klenie do siódmej może coś innego weźmie? Może.Czekam cierpliwie.Jednak nic się nie dzieje.

Klenie nie interesują się moim wędkarstwem a tym bardziej gotowanym z uwagą i w pełnym skupieniu grochem. Miejscówka bardzo ciekawa.Rzeka wychodzi z wąskiego koryta z szybkim nurtem i rozlewa się szeroko tworząc ciekawe stanowiska dla ryb.Podręcznikowa miejscówka kleniowa.Jeden zestaw posłałem daleko w dół rzeki w okolice na wpół zalanego krzaka pod przeciwnym brzegiem.Drugi bliżej brzegu na którym jestem,na podobną odległość 50-60 metrów od mojego stanowiska.
Miejscówka magiczna jak na warunki rzeki.Nie zmienia się w znaczący sposób od lat.Złowiłem tu bardzo dużo ryb.Były klenie,jazie,certy,brzany,świnki,bolenie, szczupaki,leszcze.Tak nie ma wątpliwości że ta miejscówka coś w sobie ma.Przyciąga nie tylko mnie ale i ryby. Z wspomnień wyrywa mnie drgnienie szczytówki,czyżby już zbliżała się "ta" godzina.Nie jest mi jednak dane popatrzeć na zegarek.Szczytówka się gnie,ja zacinam.Jednak natychmiast po zacięciu wiem że ryba nie jest duża.Szybki hol i w podbieraku ląduje kleń około 30 cm. Zakładam nową przynętę i posyłam zestaw tam skąd przybył.Klenie się przebudziły,następuje na drugi zestaw.Znów szybki hol i kleń trochę większy może 35 cm jest w siatce podbieraka.
Dobrze że coś się dzieje,ale gdzie te większe?

Wtedy się stało.Kij bez żadnego ostrzeżenia zgina się błyskawicznie w pałąk.Chyba tylko kleń i brzana tak potrafią brać.Chwytam za dolnik,nie zacinam.Takiego brania się nie zacina ryba zacięła się sama. Należy jednak błyskawicznie złapać wędzisko i rozpocząć hol. W przeciwnym razie ryba zrobi pod wodą dwa ,trzy "koziołki" i pozbędzie się haka z pyska.Jest większy od poprzednich,idzie twardo i wolno przy dnie.Nie burzy powierzchni jak kleniowe małolaty.
Siedzę na samym końcu zwężenia rzeki,trochę wysunięty w nurt mam świetną kontrolę rybą w czasie holu.Nie daje jej żadnej szansy na ucieczkę.Jeszcze przy moim stanowisku tak "kleniowo" uderza kilka razy w brzeg szukając tam swojej szansy.Nie udało się jej jednak i już jest w podbieraku.Śliczny kleń.Żywe barwy,bez żadnej skazy.45 może 48 cm.Nie ma z całą pewnością magicznych pięćdziesięciu kleniowych centymetrów.Jest jednak dobrze.Nauczyłem się cieszyć tym co jest,przyjdzie czas na większe.Trzeba tylko cierpliwie czekać. Po trzydziestu minutach złowiłem jeszcze jednego klenia około 40 cm.Po nim sezam się zamknął i brania ustały.Zaczyna się letni upał.

Zwijam sprzęt i tak jak ten bóbr zmierzam do domu przeczekać tam najgorszy skwar.







Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama