Kołowrotek Mistrall Space Master 1000

/ 8 komentarzy

Obecnie nasz rodzimy rynek wędkarski reprezentuje wiele firm produkujących sprzęt, oraz wszelkie akcesoria niezbędne do uprawiania naszego ukochanego hobby. Czytając na forach opinie na ich temat można znaleźć wiele ,,cennych” informacji… pisząc cennych w cudzysłowie miałem na myśli oczywiście ironię. Zapewne wielu z Was zada sobie pytanie czymże jest ona podyktowana?…Odpowiedź jest bardzo prosta, a wręcz banalna…Przeglądając wiele stron i forów o tematyce wędkarskiej często rzuca mi się w oczy jedno dość popularne stwierdzenie. Najprościej można je przedstawić w następujący sposób: wszystko co tanie jest złe, natomiast to co drogie jest super i praktycznie bez wad. Owszem rzeczowe i potwierdzone wielogodzinnymi testami recenzje stanowią dla mnie cenną wiedzę (w tym wypadku bez ukrytej ironii), natomiast krótkie i często z góry założone opinie pomijam kwitując je lekkim uśmieszkiem (mówiąc lekki nie miałem oczywiście na myśli ,,szyderczy”…:))
Osobiście lubię testować sprzęt i dzielić się swoimi spostrzeżeniami zarówno z kolegami po kiju, czy też użytkownikami portali wędkarskich w których się udzielam. Zawsze staram się być obiektywny i rzetelny, ponieważ uważam, że dobry test właśnie taki powinien być, bez zbędnego cukrowania i nadmiernej ekscytacji, no chyba że naprawdę trafi mi się jakaś perełka, a takowe są i niejednokrotnie miałem okazję się o tym przekonać na własnej skórze.
W swojej karierze przerzuciłem już trochę wędzisk i kołowrotków, o przynętach i akcesoriach już nie wspomnę. Miałem okazję przekonać się, że wysoka cena ni jak się ma do jakości i odwrotnie…kupując tańszy sprzęt i jednocześnie sugerując się panującą opinią o jego kiepskiej jakości można się naprawdę zdziwić. Jak bardzo? O tym miałem okazję przekonać się jakieś trzy lata temu, ale po kolei…
Moja przygoda z firmą Mistrall zaczęła się w dość nietypowy sposób. 3 lata temu pracowałem jako kurier i miałem przyjemność odwiedzić główną siedzibę firmy w Radomiu. Niby nic nadzwyczajnego, kolejna przesyłka, kolejne miejsce dostarczenia, dzień jak co dzień…oczywiście byłem nieco zaciekawiony, ponieważ nie była to kolejna hurtownia budowlana, albo sklepik z narzędziami…Miałem nadzieję że troszkę sobie pooglądam sprzętu, tym bardziej, że w rodzinnym mieście nie miałem nawet okazji pokręcić choćby jednym młynkiem z dosyć bogatej oferty Mistrala.
Niestety trafiłem w sam środek kurierskiej burzy. Oprócz mnie w tym samym czasie do firmy przyjechało jeszcze kilku kurierów konkurencyjnych przewoźników. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy po nieśmiałym pytaniu o jeden z kołowrotków, bardzo miły pan szybko wyskoczył zza biurka i mimo natłoku pracy bardzo dokładnie opisał mi produkt po czym pokazał kilka następnych. Na pewno wszyscy wiecie jacy są kurierzy, raz dwa i następny klient…mimo to zostałem nieco dłużej i uzyskałem masę rzetelnych i konkretnych informacji. Cała rozmowa przebiegała w bardzo miłej atmosferze i gdyby nie świadomość że jestem w pracy, czułbym się niemalże jak na wędkarskiej wyprawie, wymieniając jednocześnie spostrzeżenia z kolegą po kiju. Moje zaskoczenie było ogromne i z pewnością podyktowane faktem, iż w innych tego typu firmach byłem traktowany po prostu jako zwykły dostarczyciel przesyłek i każde moje pytanie było po prostu kolokwialnie mówiąc ,,zlewane”… wybaczcie mi takie słownictwo, ale nic bardziej adekwatnego nie przyszło mi do głowy…
W drodze powrotnej postanowiłem, że przyjrzę się nieco bliżej produktom firmy Mistrall i być może sam coś wybiorę dla siebie. Ceny były bardzo zachęcające, a mimo że łowię raczej nieco droższym sprzętem stwierdziłem że warto spróbować, tym bardziej że jak już wcześniej wspomniałem miałem garść informacji prosto z kwatery dowodzenia :)
Jak się wkrótce okazało na okazję nie usiałem długo czekać. Mój brat planował właśnie zakup niedrogiego kołowrotka do lekkiego spinningu. Jest on raczej typem bardzo oszczędnej osoby więc kiedy prosił mnie o radę wiedziałem, że nie poszalejemy i żaden z moich typów numer 1 nie znajdzie nowego właściciela. Mimo to wybraliśmy się do zaprzyjaźnionego sklepu, aby się wstępnie rozejrzeć…
Niemalże od razu po wejściu mój wzrok przykuł niedrogi i wyróżniający się swoim ciekawym wyglądem młynek. Klasyczny korpus w stylu Slim Body, oraz to co uwielbiam czyli duża, szeroka szpula, a do tego idealnie zestawione kolory: ciemny grafit i złoto. Początkowo myślałem że to jakaś Daiwa, lub Cormoran, ale jedna rzecz mi nie pasowała, oczywiście cena… Była bardzo atrakcyjna więc od razu poprosiłem sprzedawcę o pokazanie kołowrotka. Moje zaskoczenie było ogromne…przecież to Mistrall, model Space Master 1000! Szybki przegląd pudełka i kolejne ogromne zaskoczenie! Druga zapasowa aluminiowa szpula i materiałowy pokrowiec! Szczerze powiedziawszy byłem w szoku, ponieważ wielokrotnie widziałem znacznie droższe młynki, gdzie w pudełkach oprócz schematu i listy części nie było nic więcej…
Oczywiście wygląd wyglądem, ale przecież najważniejsza jest praca i jakość wykonania. Pierwsze wrażenie młynek kręci pięknie i bezszelestnie, a do tego otwór do smarowania w korpusie wręcz mnie rozwalił! Bez wahania rzuciłem do sprzedawcy: Bierzemy go! I w ten właśnie sposób mój brat stał się posiadaczem nowiutkiego Mistralla, jednocześnie obiecując mi że będę miał okazję go przetestować.

Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us

Jak się okazało na test nie musiałem długo czekać, ponieważ zaraz po powrocie postanowiliśmy wyskoczyć na rybki, dlatego tez niemalże od razu zajęliśmy się montowaniem zestawów. Bardzo szybko okazało się że Space master doskonale wyważa kijek brata jednocześnie doskonale się z nim prezentując. Po chwili przyszło kolejne pozytywne zaskoczenie. Kołowrotek bardzo dobrze układał cieniutką plecionkę. Szybkie próby hamulca również wypadły zachęcająco. Co ciekawe rolka pracowała cichutko, a nie jest to częste nawet w droższych konstrukcjach…
Pierwsza wspólna wyprawa ze Space Masterem tylko potwierdziła moje pierwsze wrażenia. Kołowrotek przechodził kolejne próby z coraz to cięższymi przynętami wzorowo. Z środka nie dochodziły żadne niepożądane odgłosy, a praca była wciąż płynna i lekka. Space masterm kręciło się doskonale, zarówno podczas równomiernego prowadzenia jak i w cięższym i agresywnym opadzie. Szeroka, wypełniona plecionką szpula umożliwiała naprawdę długie rzuty lekkimi przynętami, a pierwsze blisko wymiarowe szczupaczki nie miały zbytnio nic do gadania. Hamulec działał błyskawicznie i równomiernie oddawał linkę. Zadowoleni wróciliśmy do domu planując kolejne wyprawy, a ja wciąż nie mogłem się nadziwić, że udało się nam kupić tak dobry sprzęt w niesamowicie atrakcyjnej cenie. Czymże jednak jest test trwający kilka godzin? No właśnie…przecież tak naprawdę prawdziwą opinię, a przede wszystkim rzetelną można sobie wyrobić tylko i wyłącznie po wielu wyprawach, często w trudnych i wymagających warunkach. Niedługo po zakupie brat dostał swoją szczupaczą życiówkę: 64cm przy ponad 2kg wagi. Nie był to co prawda okaz, ale w moich przełowionych wodach, nawet taka sztuka to duży sukces. Kołowrotek i w tym przypadku sprawdził się wyśmienicie, podobnie zresztą jak na wszystkich pozostałych wypadach w ówczesnym jak i następnym sezonie.

Image Hosted by ImageShack.us

Po dwóch latach użytkowania i nienagannej pracy młynek zaczął nieco głośniej chodzić… nie wpłynęło to co prawda na płynność pracy mechanizmów, ale mimo wszystko większość kolegów spisała go na straty, jednocześnie śmiejąc się, że i tak cud że jeszcze się kręci. Odgłosy, które z niego dochodziły nie były jednak typowymi, świadczącymi o zużyciu, któregoś z podzespołów. Mój brat w przeciwieństwie do mnie nie jest typem wędkarza dbającego o swój sprzęt, dlatego też moje podejrzenia skierowałem bardziej na zabrudzenie, niż uszkodzenie. Okres gwarancji dawno się skończył, więc postanowiłem sam go rozebrać, przeczyścić i nasmarować. Brat sceptycznie podchodził do tego przedsięwzięcia jednocześnie rozglądając się za nowym kołowrotkiem, ale mimo to nie chciałem dać za wygraną. Space master szybko został rozłożony na czynniki pierwsze i dokładnie wyczyszczony. Następnie wszystko zostało na nowo nasmarowane i bezproblemowo złożone do kupy. Po całej akcji przykręciłem go do wędki, uzbroiłem cały zestaw i odłożyłem do szafki w której trzymam swój sprzęt. Na drugi dzień powiedziałem bratu tylko, że wszystko śmiga i może spokojnie wyskoczyć nad wodę. Po jego powrocie dowiedziałem się że kołowrotek odzyskał pełną sprawność i śmiga bez zarzutu, a obecnie czeka sobie spokojnie w pudełku na rozpoczęcie kolejnego ciężkiego (już czwartego)sezonu…
Space Master to nie jedyna miła niespodzianka zaserwowana mi przez firmę Mistrall…W czerwcu ubiegłego roku rozglądałem się za plecionką. Wiadomo, sezon sandaczowy rozpoczął się pełną gębą, dlatego też udałem się do tego samego sklepu wędkarskiego w którym nabyłem kołowrotek. Wchodząc do środka, automatycznie zacząłem wodzić wzrokiem za Power Pro i Berkeleyem ponieważ w większości uzywałem właśnie produktów tych dwóch firm, ale nagle, moją uwagę przykuła skromna biało zielona szpulka. Początkowo myślałem że to wyrób typu no name, ale po dłuższej obserwacji udało mi się odczytać napis widniejący na opakowaniu: MISTRALL SHIRO….Nieco zaskoczony poprosiłem o podanie towaru i po raz kolejny cena mnie bardzo zaskoczyła… szybka kalkulacja nie wymagająca urządzeń pomocniczych dała mi do myślenia. Miałem w ręku produkt o podobnym przeznaczeniu co inne plecionki, ale w cenie o połowę mniejszej. Musze przyznać że biłem się nieco z myślami bo przecież Power Pro to Power Pro…ale z drugiej strony na mojej wodzie, nie ma ani okazów, łowisko też nie jest nazbyt wymagające jeśli chodzi o zaczepy czy tez inne czynniki znacznie obniżające żywotność linki. Po dłuższej konsternacji postanowiłem zaryzykować…Kołowrotek się sprawdził, więc miałem spory zapas zaufania. Po powrocie do domu szybko nawinąłem plecionkę na kołowrotek i od razu stwierdziłem że w sumie nie ma się zbytnio do czego przyczepić, ładnie się układała i nie brudziła zbytnio. Wiadomo, że nie miała idealnego okrągłego przekroju i była z pewnością lekko przegrabiona, ale w tej cenie nie ma się co dziwić, tym bardziej że w momencie zakupu doskonale zdawałem sobie z tego sprawę. Normalnie plecionka na mojej szpuli wytrzymuję ze mną ok. 3 miesięcy. Łowię często i głównie na przynęty gumowe, ale zdarza mi się również sięgać po błystki wahadłowe i obrotowe, a te jak wiadomo lubią skręcać linke. Ci z Was którzy łowią plecionkami wiedzą doskonałe co znaczy gniazdo na szpuli. Ci natomiast którzy jeszcze nie próbowali powinni zapamiętać że takie splątanie kończy się w najlepszym wypadku utratą tylko kilkunastu metrów linki. Możecie mi wierzyć lub nie, ale plecionka SHIRO jest ze mną już 7 miesięcy i po ostatnim sprawdzeniu z ciekawości ile ubyło długości okazało się, że do mojej dyspozycji z oryginalnych 135m pozostało mi jeszcze ponad 120! Absolutny rekord! Jeśli chodzi o samą plecionkę to osobiście nie mam większych zastrzeżeń. Przy średnicy 0,15mm jest piekielnie wytrzymała i co ważniejsze wg mnie w ogóle nie straciła swoich właściwości. Każdy praktycznie zaczep kończy się przeważnie rozgięciem haka i uwolnieniem przynęty, a jeśli linka ma już strzelić, to dzieje się to w 100% na węźle. Co ciekawe praktycznie cały wrzesień łowiłem na błystki zarówno obrotowe jak i wahadłowe i do splątania, ale niewielkiego doszło tylko raz. Warto również zaznaczyć że SHIRO praktycznie nie straciła barwy, nie wyblakła, nie strzępi się. Nic się z nią praktycznie nie dzieje. Sam fakt że wytrzymała ze na tyle czasu już stanowi poważny argument do zastanowienia się nad sensem kupowania znacznie droższych produktów. Osobiście uważam że w przypadku początkujących wędkarzy może to być sprawa kluczowa…

Image Hosted by ImageShack.us

Nie chce tutaj w żaden sposób krytykować innych firm produkujących znakomite linki. Pragnę jedynie pokazać, że za stosunkowo niewielkie pieniądze możemy nabyć produkt w żadnym wypadku gorszy czy też wybrakowany. Jak mówią starsi i bardziej doświadczeni życiwo ludzie nie wszystko złoto co się świeci i nie zawsze tańsze znaczy gorsze. Z pewnością wiele produktów firmy Mistrall potwierdza tą dewizę w 100%! Osobiście uważam że oba produkty: kołowrotek Space Master i plecionka Shiro są doskonałym wyznacznikiem świetnej ceny w połączeniu z bardzo dobrą jakością, a w ówczesnym świecie takie połączenie jest nadal rzadkością. Jak już wcześniej wspomniałem zarówno ja jak i moi towarzysze wędkarskich wypraw używamy sprzętu ze średniej lub wysokiej półki, ale mimo to każdy z nas ma w swoim arsenale kilka produktów Mistralla…doskonałe woblery HRT a zwłaszcza model Dancer-istny pogromca płytko żerujących sandaczy, genialne karpiówki z serii Aqua o cienkich i bardzo wytrzymałych blankach, bardzo dobre kołowrotki z serii Amundson czy choćby flagowy model Atago…to tylko kilka przykładów, ale uwierzcie mi jest tego znacznie więcej…Warto również wspomnieć że wszystkie produkty moich kolegów podobnie jak mój Space master i plecionka Shiro bardzo szybko okazały się niezwykle miłą i jakże atrakcyjną cenowo niespodzianką!

Image Hosted by ImageShack.us

Na zakończenie pragnę serdecznie pozdrowić pracowników firmy Mistrall a zwłaszcza Pana pracującego w hurtowni. Pewnie mnie nie pamięta, ale to właśnie dzięki niemu mogę się dzisiaj cieszyć niezawodnością i doskonałą jakością sprzętu, co jak wiadomo jest bardzo istotną sprawą podczas długich i żmudnych godzin spędzonych nad wodą…Oby tak dalej i wszystkiego dobrego w nowym roku, a zwłaszcza jeszcze więcej równie doskonałych pomysłów, które powiększą świetną i jakże mi bliską rodzinę produktów firmy Mistrall!









 


4.8
Oceń
(25 głosów)

 

Ocena sprzętu (ocen: 4)

Ocena użytkowników:

Jakość:
(3.8)
Cena:
(4)
Użytkowanie:
(3.5)

Średnia ocena:

3.8



Kołowrotek Mistrall Space Master 1000 - opinie i komentarze

DiabloDiablo
0
Miałem brać udział w konkursie ale właśnie mignąl mi napis gdzieś pośród forum: czerwcowy0520. Z trwogą wkleiłem link w pasek wyszukiwarki. I nie myliłem się. Pretendent do pierwszego miejsca. Poza tematem, jak Ty to robisz z tymi zdjęciami w tekscie? (2013-01-09 22:54)
użytkownik65213użytkownik65213
0
Zgadzam się z Tobą Diablo. Piotrek to murowany faworyt do zwycięstwa. Udowodnił to już niejednokrotnie a ostatnio o ile dobrze pamiętam w konkursie Robinsona.***** (2013-01-10 08:58)
czerwcowy0520czerwcowy0520
0
Wielkie dzięki koledzy za miłe słowo :) osobiście jednak uważam że sporo jest dobrych tekstów w tym konkursie, ale jeszcze raz dziękówki i pozdrawiam. Diablo zaraz CI napisze na PW instrukcje wrzucania fotek w arta (2013-01-10 09:25)
Przemo-77Przemo-77
0
Bardzo dobry tekst. Włąsnie zastanawiam się nad plecionką SHIRO. Powodzenia. (2013-01-10 10:28)
ferozaferoza
0
JAK ZWYKLE... u Czerwcowego0520 - felietonik znakomity! Życzę Koledze najwyższego uznania w "oczach" zespołu oceniającego. Dla mnie sprawa jest jasna. Z zaciśniętymi kciukami... 5, 5, 5! Pozdrawiam (2013-01-10 16:49)
DelTor0DelTor0
0
Podepne sie pod Diablo :) Piort, nowu wykosiles konkurencje :D (2013-01-10 18:58)
piotr-strzalkowpiotr-strzalkow
0
Gratuluję tekstu i zajęcia I miejsca w konkursie! W pełni zasłużonego zresztą! (2013-01-15 14:07)
roman55roman55
0
Gratulacje dla zwycięscy nagroda zasłużona za b.d. opis sprzętu fundatora. Pozdrawiam (2013-01-17 19:38)

skomentuj ten artykuł

 





Sklep wedkuje.pl

Mistrall Amundson