Król nocy

/ 9 komentarzy / 2 zdjęć


Pasja – jak podaje słownik – to przejęcie się czymś, zamiłowanie do czegoś, przedmiot czyjejś namiętności. Pasja- niby jedno słowo, a określa dokładnie to czym jest dla mnie wędkarstwo.
Zapewne dla mnie i dla wielu z nas szczególnym przeżyciem są nocne wyprawy wędkarskie. Takie przeżycie długo pozostaje w pamięci i ciężko ubrać to w słowa, ale spróbuję smak jednej z takich wypraw opisać.

Każdej nocnej wyprawie i przygotowaniom do niej towarzyszą emocje, tak było i tym razem. Był słoneczny wrześniowy dzień. Wraz z moim odwiecznym towarzyszem nocnych wypadów – Rafałem – tradycyjnie pakowaliśmy sprzęt, przeglądaliśmy zestawy i zrobiliśmy test szczelności pontonu. W trakcie odprawy krótkie ustalenie taktyki, pożegnanie z rodziną, no i misja dodatkowa, czyli pozyskanie rybki na trupka.

Jak się okazało , złowienie kilku płotek właściwego rozmiaru graniczyło tego dnia z cudem. Na szczęście, dołączył do nas kolega Piotrek, który dopiero co zaczynał swoją przygodę z wędkowaniem, ale w uklejki zaopatrzony był wzorowo. Pozostało tylko rozłożyć sprzęt , napompowac ponton , wywieźć zestawy i czekać na pierwszy odjazd. O ile pierwsza z tych czynności była stosunkowo prosta, o tyle druga okazała się niemożliwa, ponieważ pompka została w domu. Piotrek nie mogąc się doczekac swoich pierwszych zdobyczy wykrztusił z siebie nieśmiało: „ no Rafał zrób coś”, „ przecież ci go nie nadmucham” – odpowiedział drugi z towarzyszy. Więc chciał-nie chciał trzeba było wrócić po te nieszczęsną pompkę. Zajęło to trochę czasu, ale wreszcie udało się dopiąć wszystko na ostatni guzik i zestawy zostały ulokowane we właściwych miejscach ( ok.170 m od brzegu).

Na pierwsze branie czekaliśmy do godziny 19, kiedy to sygnalizator Rafała zagrał dobrze znaną, wszystkim wędkarzom melodię. Po krótkim holu na brzegu pojawił się pierwszy sandacz, o wadze 4 kg. Każdy z nas w duchu myślał, że teraz zaczną się regularne brania, jednak tak się nie stało. Przez najbliższe kilka godzin nie złowiliśmy ani jednej sztuki, więc stwierdziliśmy, że pora na kolację, i przygotowania do nocy- która zbliżała się bardzo dużymi krokami.

Po – jak zwykle- pysznych kiełbaskach z grilla ,przyszedł czas, na uporządkowanie stanowisk, w celu uniknięcia przykrych niespodzianek, związanych z nocnym poruszaniem się w obrębie łowiska. Nie zdążyłem nawet podejść do swoich rzeczy, kiedy pełen radości głos Piotrka, odwrócił moją uwagę. Branie było trochę nietypowe, ale sandacze w tym zbiorniku tak różnie biorą, że nikogo to nie zdziwiło. Był to po prostu jeden długi odjazd. Kiedy uznaliśmy , że pora zacinać Piotrek wykonał zamaszyste zacięcie, karpiówka wygięła się w pałąg i ... tak już została, a ryba najspokojniej w świecie na solidnie dokręconym hamulcu , wyciągała dalej żyłkę z kołowrotka. Od razu wiedzieliśmy z Rafałem co jest grane, jednak, żeby nie peszyć szczęśliwego debiutanta staraliśmy się zachować zimną krew. Nawet się udawało, ale w końcu zaczęła pokazywać się szpulka kołowrotka i trzeba było w jakiś sposób odzyskać trochę żyłki. Na szczęście ryba zatrzymała się. „ Wsiadamy do pontonu” – zdecydowałem. Piotrek nie bacząc na to , że nie umie pływać, wskoczył ochoczo z wędką , ja złapałem za wiosła i powoli dystans do ryby zaczął się skracać. Wokół było ciemno i mglisto, więc nie wiedziałem nawet gdzie płyniemy, ale widok zapełniającej się szpulki kołowrotka napełniał moje myśli przekonaniem, że może jednak się uda i wtedy ryba zaczęła znów płynąć, spokojnie i dostojnie woziła nas po zbiorniku przez jakieś 20 minut . Jakiekolwiek reakcje nie robiły na niej żadnego wrażenia. Po tej niezbyt miłej przejażdżce , król nocy zatrzymał się znów przy dnie i udało nam się do niego dopłynąć. Wtedy niestety nerwy Piotrka wzięły górę. Za wszelką cenę próbował on oderwać rybę od dna, co poskutkowało wyprostowaniem haka.
Dobiliśmy do brzegu cali mokrzy, ale serca chciały nam wyskoczyć z piersi. Oczywiście trzeci kompan kładł się ze śmiechu, jak nas takich zobaczył. Pozostało szybko się przebrać i dalej do roboty.

Nadszedł czas na krótką drzemkę, Więc każdy udał się do swojego namiotu. Do godziny 3 nie działo się kompletnie nic, ale potem po kolei odnotowaliśmy po 3 brania- każde zakończone skutecznym holem. Sandacze ważyły od 2 – 5 kilo i wszystkie wróciły z powrotem do wody. O godzinie 7.00 brania ustały i nadszedł czas na powrót do domu, jednak wrażenia jakie pozostawiła ta noc długo jeszcze będą przenosić mnie myślami do tej wyprawy. Najbardziej emocjonującej nocki w życiu.




Materiał zgłoszony na konkurs wedkuje.pl

 


4.6
Oceń
(30 głosów)

 

Król nocy - opinie i komentarze

marek-debickimarek-debicki
0
Ho, ho to musiała być jazda. Ciekawy opis przygody wędkarskiej jak przystało na "pasjonata" Pozdrawiam i *****pozostawiam. (2011-07-21 09:47)
zorrozorro
0
Bardzo fajnie sie czytało, lecz brakuje mi zdjeć tych sandaczy... Pozdraiwam (2011-07-21 10:50)
blutublutu
0
Lubię chodzić na nocki , tylko nie mam chętnych. Nocą mam leprze sukcesy. Pozdrawiam i daję *****
(2011-07-21 10:50)
rawa19rawa19
0
Niestety na zdjęciach zrobionych w porze nocnej  aparatem umieszczonym w moim telefonie komórkowym praktycznie nic nie widać, a każda ryba odzyskiwała wolność od ręki, ponieważ do rana różnie mogło być,  więc stąd brak fotek. Pozdrawiam.
(2011-07-21 16:29)
rygielrygiel
0
Bardzo piękna relacja(masz*****).Przyznam się szczerze że trochę ci zazdroszczę.
(2011-07-23 12:22)
użytkownik51321użytkownik51321
0

Wspaniale się czytało, strasznie lubię takie historie, które podczas czytania czuję jak mnie ręce bolą podczas holu, czuję smak kiełbasy z grilla. Naprawdę świetne

Pozdrawiam

(2011-08-18 10:06)
TomekooTomekoo
0
Świetna przygoda jeszcze lepszy opis gratki piątka ode mnie:) (2011-08-29 14:12)
ArsAmandiArsAmandi
0
Czy Kolega wraz z kompanami nie łowili owej nocy na zbiorniku zaporowym?;)Ja również chciałbym zobaczyć zdjęcia tych mętnookich, ale cóż.Zawsze uważałem siebie za spiningistę,do momentu, gdy dwa lata wstecz udało się kumplowi namówić mnie na nockę i zasiadkę na sandacze. Od tego momentu "poluję" tylko na tą rybkę.Nie robią na mnie wrażenia nieraz ekstremalnych warunków w postaci załamań pogody. Im gorzej tym lepiej;) Mam na swoim koncie naprawdę dużo wyholowanych sandałów. W ubiegłym roku złapałem ich ponad 50 szt. Lecz tylko jeden ze wszystkich, które dotychczas udało mi się złowić przekroczył wagę ponad 2,5 kg.Może właśnie to wywózka jest wskazówką na grubsze wampiry;) Pozdrawiam (2013-01-06 13:25)
użytkownik70140użytkownik70140
0
5 (2013-05-11 10:37)

skomentuj ten artykuł