Rzeka jest piękna jak zawsze. Woda sunie niestrudzenie korytem w kierunku zakrętu, tam pod pochyloną starą wierzbą jak zawsze bije boleń. Na brzegu są moje stare znajome czaple dwie siwe i jedna odmieniec biała jak śnieg. Może wcale nie odmieniec, może taka ma być ? Nie znam się aż tak na na tych ptaszyskach by decydować jak maja wyglądać.
Stoję na stanowisku. Rzeka tu to równa, głęboka rynna o dość szybkim nurcie. Niżej gdzie wchodzi w zakręt wypłyca się i na dnie powstaje piękny twardy napływ.Przy moim brzegu około czterdzieści metrów niżej krzak a pod nim minimalne zagłębienie dna.Jednak to zagłębienie stanowi piękne stanowisko dla jazi i kleni.
Nie lubię przypadkowości w wędkarstwie. Dlatego gdy tylko znalazłem to miejsce i stwierdziłem że jest warte zachodu poświęciłem mu sporo czasu. Łowię tu już od dwóch tygodni z jednodniowymi przerwami gdy spinninguję. Jednak nęcę przynajmniej co drugi dzień. Nie kombinuje z zanętą, nie pcham się w niepotrzebne koszty, nie wale do wody ponad miarę świństw które się w niej popsują. Dbam o to by ryby chciały tu żerować. Mieszam zanętę w swoim pojemniku to mała plastikowa miska najwyżej dwa litry pojemności. Kukurydza, groch, żółty ser dodaję też pęczak by zwiększyć ilość.jest sierpień więc ryba potrzebuje zjeść.Do tej mieszanki ziaren dodaję glinę i lepię kule zanętowe.Będę łowił na feedery ale bez koszyków zestawy obciążę tradycyjnymi ciężarkami z krętlikiem.Koszyk na rzece o szybkim nurcie to czasem tylko utrudnienie nie pomoc.
Kule posyłam na koniec głębokiej rynny.Nurt powoli będzie wynosił zanętę na napływ.Zestawy idą do wody. Jeden na sam środek rzeki, drugi tradycyjnie pod wspomniany krzak. Przez pierwsze dwie godziny nic się nie dzieje. Trwam przy wędkach, posłałem w tym czasie jeszcze trzy czy cztery kule do wody. Jest pierwsze branie spod krzaka, zacinam. Ryba nie jest duża i szybko mam w ręce niedużą płoć.
Znów przerwa w braniach ale tym razem krótka. Po około piętnastu minutach następuje drugie branie, tym razem mocne i zdecydowane. Zacinam i jest. Ryba zacięta na środku rzeki ładnie pracuje w nurcie, holuję spokojnie, dno tam czyste ale zdecydowanie nie lubię się bawić kosztem ryby w czasie holu. Jeszcze ostatnia próba ucieczki przy brzegu i jest w podbieraku świnka. Tak na nie liczyłem. Siadam na koszu i biorę wypychacz, trzeba ją odpiąć z haka. Coś mnie jednak dziwnie zaniepokoiło, patrzę na drugą wędkę. Pulsuje zgięta w pałąk.Rzucam kij i rybę na trawę. Chwytam drugi kij i zacinam. Zacinam już w pustkę. Stary a głupi, nigdy się nie nauczy że jak wejdzie stado świnek trzeba być zawsze gotowym.Kładę drugą
wędkę obok pierwszej i wypinam rybę. Mierzę 41 cm.
Teraz dopiero robię porządek i zarzucam najpierw jedną a potem drugą wędkę. Siadam na koszu i czekam. Wiem że jeśli stado nie przeszło szybko nastąpi kolejne branie. Tak też jest, jest następuje branie na zestaw spod krzaka. Świnka bo to ona walczy przy brzegu,jednak warunki miejscówki są przeciwko niej i po chwili jest w podbieraku. Miara 44 cm.
Zarzucam zestaw i dalej jestem czujny. To jest już jednak koniec. Tutejsze świnki jak szybko się pojawiają tak szybko również znikają. Po godzinie zwijam zestawy. Jutro. Jutro będzie kolejna szansa na spotkanie z "moim" stadem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze