Miejscówka

/ 16 komentarzy / 3 zdjęć




  • konto usunięte





gdzie złowić

„Musisz wyjąć pestkę, włożyć hak do środka i w taki sposób zamknąć rozpołowioną czereśnię, aby tylko grot wystawał poza obręb owocu” – to słowa mojego przyjaciela Grzegorza, który 13 lat temu wtajemniczał mnie w sekrety połowu kleni. Z tą nowo zdobytą wiedzą, postanowiłem jak najszybciej udać się nad pobliską rzeczkę. Postąpiłem wedle instrukcji i już po chwili spławikowy zestaw wylądował w wodzie. O dziwo, ku mojemu zaskoczeniu, czereśnia bez pestki, pociągnęła dość wyporny spławik głęboko w głąb wody. Podciągnąłem zestaw ku powierzchni i moim oczom ukazał się ogromnych rozmiarów kleń. Ryba trzymała w pysku przynętę i gdy tylko mnie spostrzegła, natychmiast czmychnęła do swojej kryjówki.

Wiedziałem już wtedy, że w ten sposób będę jeszcze wielokrotnie próbował przechytrzyć te płochliwe ryby. Ale jak to zwykle bywa, tylko początek był taki optymistyczny. Owszem, łowiłem ryby, ale kosztowało mnie to dużo czasu i najczęściej nie przekraczały 30 cm.

Pewnego dnia, gdy zawiodły mnie wszystkie większe zakola Pielgrzymówki, postanowiłem przeszukać rzekę, na całym jej odcinku, nie pomijając ani jednego miejsca. Liczyłem, że klenie mogą czaić się w najmniej spodziewanym miejscu. Następnego ranka, z woreczkiem czereśni wybrałem się nad wodę. Prosty zestaw, na 20-to centymetrowym gruncie, wykładałem na wodzie i pozwalałem mu spokojnie spływać z prądem wody. Jeśli gdzieś czaił się żerujący kleń, na pewno nie przepuściłby tak zaserwowanej przynęcie.

Tym sposobem przeczesałem kilometrowy odcinek rzeki. Ku swojemu zdumieniu, nie zaliczyłem żadnego kontaktu z rybą. W pewnym momencie doszedłem do miejsca, które na pierwszy, a nawet drugi i trzeci rzut oka, za nic w świecie nie wydawało się atrakcyjne. Długa prostka, bez żadnych drzew, korzeni, progów. Zwykły, półtorametrowej szerokości kanał. Na dodatek na przeciwległym brzegu, znajdowały się gnijące odpady miejscowych rolników. Śmierdziało niemiłosiernie. Nie za bardzo miałem ochotę marnować tutaj czereśnie, ale skoro postawiłem sobie pewien cel, musiałem go w pełni zrealizować.

Pierwszy zarzut i po chwili spławik znika z pola widzenia. Zacięcie i pierwszy kleń ląduje na brzegu. Chwilę później ta sama sytuacja. I jeszcze jeden kleń… Będąc tam przez dwie godziny, złowiłem 7 kleni, i zaliczyłem drugie tyle spadów. Nie mogłem w to uwierzyć. Nie były to jakieś kolosy, największy miał ze 40 cm, ale ich ilość była zatrważająca.

Nazajutrz opowiedziałem o tym miejscu Grzegorzowi. Już gdy mu tłumaczyłem umiejscowienie mojego kleniowego eldorado, nie chciał uwierzyć, że akurat w tym miejscu pływa cokolwiek poza szczurami. Aby go przekonać, wieczorem wybraliśmy się tam wspólnie. Taktyka była prosta. Miejscówka mierzyła około 20 metrów długości – na całym tym odcinku zdarzały się brania. Postanowiłem, więc określić umownie trzy stanowiska, z których na zmianę mieliśmy łowić. Jeśli któryś z nas miał rybę na haku, przechodził na trzecie zawsze wolne miejsce. Tym sposobem, ryby były mniej płoszone, a my systematycznie wymienialiśmy się stanowiskami. Ponieważ niemal wszystkie klenie wracały do wody, nie narzekaliśmy na malejącą ilość brań.

Gdy sezon wiśniowo-czereśniowy miał się ku końcowi, postanowiłem złowić jakieś ryby na kolację. Zaopatrzyłem się w przybór (reklamówkę) pozwalający przewieść ewentualną zdobycz rowerem i poszedłem tym razem „po ryby”. Wyjątkowo, nie założyłem spławika, tylko łowiłem na dryfującą czereśnię z jej naturalnym obciążeniem - pestką. Ewentualne branie miało być widoczne na grubej wiszącej swobodnie żyłce.

Rozsiadłem się wygodne, zarzuciłem zestaw i po chwili patrzę na żyłkę, która tańczy w dziwaczny sposób. Odruchowo zacinam i szybkim holem ląduję pięknego klenia. Ryba mierzy 49 cm. Następny zarzut i kolejna ryba – 44 cm. Trzeci raz zestaw ląduje w wodzie - branie, krótka szarpanina i wyjmuję klenia 47 cm. Pomimo tego, że ostatni kleń najbardziej mi się naraził (spłoszył wszystkie pozostałe), miał szczęście i może dziś jeszcze gdzieś sobie pływa. Pozostałe dwa udowodniły mi, że jeśli powiedzenie:„nie ma niesmacznych ryb, są tylko kiepscy kucharze” - jest prawdziwe, to u mnie w rodzinie kucharzenie jest na dość niskim poziomie.

Piękna to była miejscówka. Każdy wędkarz omijał ją z daleka, nie wiedząc, jaki drzemie w niej wędkarski potencjał. Długi czas zastanawiałem się w czym tkwiła tajemnica niesłychanej rybności tego miejsca. Odpowiedź nasunęła mi się samoistnie po kilku latach zdobywania wiedzy wędkarskiej. Z tych rozkładających się odpadów gospodarstwa agro, cała masa robactwa wpełzała do wody. Dla ryb była to prawdziwa stołówka. Co chwilę „z nieba” spadał im jakiś pyszny smakołyk. Pewnie w tej jadalni stołowały się jeszcze inne ryby, niestety przynęta, którą łowiliśmy była bardzo selektywna. Zatem do końca będzie to dla mnie zagadką.

Tak się złożyło, że w następne lato nie było mi dane tam łowić. Dwa lata później ekipa regulująca rzeki, idealnie wywiązała się ze swego zadania. Moja miejscówka została rozjechana koparkami a po kleniach zostały tylko wspomnienia. Pchają mi się na usta nieprzyzwoite słowa pod adresem tych panów, lecz z pewnych względów zachowam je dla siebie.

Ale kto wie, może jeszcze kiedyś znajdę takie kleniowe eldorado?

 


5
Oceń
(39 głosów)

 

Miejscówka - opinie i komentarze

użytkownik7463użytkownik7463
0
Tak to bywa, że miejsca na pozór słabe okazują się dobrymi i na odwrót. Tylko stali bywalcy nad rzekami i dobrzy obserwatorzy potrafią troszkę tę tajemnice odkryć. Z dobrymi miejscówkami też jest tak, przynajmniej na rzekach, że po roku zmieniają się nie do poznania czy to z przyczyn naturalnych czy jak w Twoim przypadku ludzkich. Z doświadczenia wiem, że jak odkryjesz taką to musisz się liczyć z tym że za rok tam nie połowisz więc trzeba korzystać póki jest a na przyszły rok odkrywać nowe. (2009-11-26 22:59)
użytkownik7463użytkownik7463
0
No i miałem w tym roku wypróbować te wiśnie, czereśnie i truskawy na klenia i jakoś nie wyszło:( To woda spora to czasu nie było:( Mam nadzieję że w te wakacje spróbuje tego wynalazku na Wiśle. (2009-11-26 23:36)
użytkownik26410użytkownik26410
0
Witam. Wprost nie mogę uwierzyć aby było tam jakieś życie i tak jak powiedzial Twój kolega Grzegorz :,,poza szczurami . Zaliczyłeś niesamowitą przygodę,sam chciałbym taką przeżyć z kleniami-nie ma w mojej okolicy kleniowego łowiska.Owszem jest rzeka Brynica ale nie spotkałem tam nigdy klenia:( Wers o kucharzeniu bardzo dobry. Mój wuj stwierdził, że kleń jest niesmaczny i ma więcej ości niż Leszcz(mam nadzieję,że o to Tobie chodziło). Cała twoja przygoda z ostrożnymi Kleniami została oceniona jakże by inaczej na 5 *****gwiazdeczek:) Pozdrawiam. (2009-11-27 12:11)
użytkownik10172użytkownik10172
0
Ryzel, kiedyś to miejsce wyglądało nieco inaczej - brzegi były o wiele wyższe i wszędzie było dużo traw. Teraz jest koszmar - 30 cm głębokości... (2009-11-27 12:36)
użytkownik26410użytkownik26410
0
Szkoda Zbyszku,wielka szkoda:( (2009-11-27 12:44)
łysy wążłysy wąż
0
Faktycznie szkoda Twojej rzeczki.... Znowu ludzka głupota wzięła górę nad poszanowaniem Przyrody.
Jakiś czas temu miałem niedaleko domu niewielkie bajorko. Tuż pod lasem Kabackim, zamulone, zarośnięte... pływało w nim sporo karasi, były stynki, cierniki i podobno duże liny. Było ono też domem wielu ptaszydeł... Jakiś rok temu przeprowadzono tzw " rekultywację ".... Wyglądało to w ten sposób, że spuszczono wodę i po dnie jeździły koparki... zobacz Zbyszku zdjęcia w jednym z moich pierwszych wpisów pt. " bardzo smutny dzień ". Tak właśnie u nas w kraju wygląda rekultywacja.
Najgorsze jest to, że podczas takich " manewrów " niszczone są rzeczki, bajorka, giną ryby i płazy... Ktoś za to bierze spore pieniądze... A za kilka lat, trzeba będzie naprawić to, co zostało zniszczone - i znów ktoś ( być może nawet ta sama osoba ) weźmie za to kasiorkę... Płacimy my wszyscy, ale nawięcej płaci Natura...

Oczywiście gratuluję fajnego tekstu i rybek. Życzę Ci, żebyś jeszcze kiedyś namierzył stadko kleni ;-)

pozdr.
(2009-11-28 13:46)
użytkownik22602użytkownik22602
0
Złowienie klenia 40 cm i większego to najwyższa półka wędkarskich umiejętnosci. Zacytuję czyjeś stare powiedzonko, że kleń ma oko w każdej łusce. Nie wiem która ryba jest podobnie ostrożna, płochliwa, i ma taki wzrok. Wojownik z niego wspaniały , ja złowiłem tylko jednego kilowego klenia na Drawie wiele lat temu. Walka kapitalna, sądziłem z początku że to pstrąg. Za fajne przypomnienie tej ryby - oczywiście ***** !!! (2009-11-28 14:01)
kostekmarkostekmar
0
Faktycznie człowieka może szlag trafić jak jakieś oszołomy narozrabiają w naturze. W zeszłym roku na moich terenach zmeliorowano kawałek rzeczki i przy okazji zniszczono kilkanaście gniazd tarłowych troci wędrownej. To są dopiero popaprańcy, jeszcze gorsi jak u Ciebie. Dobrze, że chociaż kaiś czas miałeś radochę. Fajnie opisane. (2009-11-28 15:03)
ZdzichuZdzichu
0
Gratki za opowieść, z racji spinningowania nigdy nie łowiłem na tego typu przynęty. To musi być fajna sprawa. Szkoda tylko, że te rzeczki znikają z naszego krajobrazu. Tak, czy inaczej życzę, abyś takich ciurków podczas swoich wędrówek spotykał jak najwięcej i ich nie omijał. "*****"

Pozdro ... (2009-11-28 16:10)
użytkownik1805użytkownik1805
0
Bardzo fajny artykuł. W mojej okolicy jest jedna rzeka która płaci najwyższą cenę za ludzką głupotę, jest to Brynica. Wyprostowana, płytka a dno miejsca\mi wyłożone trelinką Koszmar i prawdziwy gwałt na rzece. Pozdrawiam. (2009-11-28 16:20)
użytkownik19872użytkownik19872
0
To jest właśnie ta źle pojęta cywilizacja, jeszcze trochę to wybetonują nam wszystkie, nawet te najmniejsze rzeczki i zaczną się pukać w łepetyny, jak już nie będzie poco.
Wracając do artykułu, a szczególnie do kleni, to cholernie zazdroszczę Ci tej przygody, a to dlatego że wstyd się przyznać, ale w swoim rozkładzie nie mam jeszcze tej rybki, jednak mogę sobie wyobrazić piękno takiej zabawy.
Szkoda że zaorali Ci miejscówkę, jednak wiem że znajdziesz inna, może lepszą.
Tego życzę, gratki,*5* i pozdrówka! (2009-11-28 18:46)
spokojnyspokojny
0
Ciekawe i pouczajace, Zbyszku oby w mojej okolicy nie próbowali rzeczki regulować, chyba bym się przed koparką do drzewa przykół, jak jakiś ekolog w dolinie Rospudy.
Za ciekawie opisaną historię stawiam tylko 5, na więcej musisz się postarać ;)

Pozdrawaim (2009-11-28 22:49)
podzygpodzyg
0
Bardzo ciekawe i pouczające ( jednak całe życie człowiek się uczy ) Szkoda tylko tych naszych rzeczek przy regulacjach niszczą wszystko po drodze,byle prosto i ostro nie dając szans przyrodzie by sama się broniła.Pozdrawiam życząc sukcesów (2009-11-29 04:26)
użytkownik6876użytkownik6876
0
W takim ,, kanaliku '' taaakie ryby , ja bym się nie spodziewał :), dlatego gratulacje składam podwójne . Napisałeś że jest tam teraz 30cm. , sam znam rzeczkę podobnej wielkości w której kiedyś średnia głębokośc na prostkach to było około0,8do 1.2metra , a teraz jest 0,2 - 0.3metra . Nasi ,,poprawiacze "'potrafią wszystko popsuc .Pozdrawiam i daję 5. (2009-11-29 10:21)
użytkownik7474użytkownik7474
0
***** (2009-11-30 20:52)
karoltsu1karoltsu1
0
Mogę dać tylko 5*****,a dałbym więcej.
(2010-03-10 22:56)

skomentuj ten artykuł