Mistrall Shogun 2,75 cw. 7-25g

/ 1 komentarzy

Pierwszy dzień wakacji szkolnych.

Niestety czas edukacji szkolnej dobiegł końca więc to były moje ostatnie wakacje szkolne. Wraz z rodziną rankiem wyjechaliśmy do dziadków - do malowniczej zapomnianej wioski położonej nad Wisłą. Już pierwszego dnia ukopałem robaków, spakowałem teleskop i ruszyłem nad Wisłę. Stan wody był bardzo niski. Na Wiśle pokazały się rozmaitego kształtu piaszczyste wyspy i przykosy. Celem mojej wyprawy była główka i powstałe za nią zakole stworzone przez wsteczny nurt. Stan wody był tak niski że wspomniane zakole oddzielone zostało od Wisły piachem. Powstało mini jeziorko z jednego brzegu porastające roślinnością. Uzbroiłem zestaw spławikowy i rzucałem raz po raz pod tą roślinnosć. Okonki wpadały jeden za drugim a sielankę co raz przerywał głośny plusk. Plusk dochodził z pobliskiej przykosy usytuowanej za moimi plecami. Wpatrzony w spławik nie wiedzialem co za mną się wyprawia. Brzmiało to jakby ktoś skoczył do wody. Jedynym sensownym dla mnie rozwiązaniem tej zagadki był bóbr. Coraz częstsze i coraz głośniejsze pluski całkowicie odwróciły moją uwagę. Wpatrzony w Wisłę wreszcie ujrzałem wielkie srebrzyste sielsko z rozpędem tłukące w powierzchnię wody.

Muszę ją mieć.
Taka była pierwsza myśl. No ale na robaka chyba jej nie złowię. Szybki powrót do domu i jeszcze tego samego dnia byłem w sklepie Centrum Wędkarstwa w Puławach. O przygodzie i środkach jakimi dysponuję opowiedziałem sprzedawcy. Odpowiedział krótko trzema słowami "Boleń", "Mistrall Shogun". Przedstawił mi wędkę Mistrall Shogun 2,75 cw. 7-25g. Przyznam że wędka przypadła mi do gustu i wieczorem machałem nią na podwórku nie mogąc doczekać sie wyprawy. Następnego dnia wraz z moim nowym kijem uzbrojonym na końcu w blachę stałem na piachu nad Wisłą. Bolenie dokazywały nie gorzej niż dnia poprzedniego. Szybko doszedłem do wprawy i dalekich wyrzutów. Wkreciło mnie to spinningowanie. Po którymś z kolei rzucie pierwsze uderzenie bolenia i aż ciarki przeszły po grzbiecie po tym co poczułem w rękach. To było jakby kopnięcie w kij. Po kilku minutach pierwszy boleń 52 cm ląduje w moich rękach. Kolejne rzuty i kolejne uderzenie tym razem w rękach ląduje boleń 50 cm. Jak natchniony wykonywałem kolejne rzuty. Dziesiatki a może nawet setki nie było to problemem ze względu na małą wagę kija. Tego dnia złowiłem jeszcze jednego bolenia 38 cm.

Dzisiaj
Dzisiaj Mistrall Shogun nadal wiernie mi służy. Zadziwia mnie jego uniwersalność w rzecznych połowach. Jest to szybki i sztywny kij który wyśmienicie radzi sobie z sandaczem. Pozwala na dalekie rzuty i pewny hol bolenia. Złowiłem na niego pewnie już setki kleni a na żyłce świetnie radzi sobie ze szczupakiem.

Plusy kija
*waga - lekki więc ręka się nie męczy
*czuły - czuć najdelikatniejsze brania
*trwałość - zaczyna się piąty rok od kiedy go posiadam. Poza delikatnymi zadrapaniami powstałymi przez kontakt z kierownicą roweru ( brak jakichkolwiek śladów zniszczenia)
*uniwersalność

Minusy
*Jedynym minusem zauważonym przeze mnie jest średnica kija w okolicy mocowania kołowrotka. Cztery lata temu w drobnej dłoni to był plus. Teraz gdy ręka wieksza jest dla mnie ciut za cienki.

 


4.9
Oceń
(18 głosów)

 

Ocena sprzętu (ocen: 0)




Mistrall Shogun 2,75 cw. 7-25g - opinie i komentarze

użytkownik97760użytkownik97760
0
nono masz szczęście chłopie. Ja Dwa lata łaziłem za boleniami nim pierwszego dopadłem (2013-01-14 01:13)

skomentuj ten artykuł