Reklama

Moje pierwsze pstrągowanie

19/08/2012 22:06
Od dłuższego już czasu planowałem zabrac się z kolegą po kiju ( Gerda ) na połów pstrągów. Co prawda raz juz pstrągowałem, ale było to zimą i nie uważam tego za prawdziwy debiut ( połów z brzegu ). Inaczej łowi się z brzegu a inaczej z wody.Prawdziwy debiut, był chyba dzisiaj.
Wyprawa była zaplanowana od tygodnia ,tak że w sobotę skrzętne przygotowania na wyjazd. Parę drobiazgów do torby + kołowrotek. Niestety nie wędkuje w małej rzece i musiałem pożyczyc wędzisko od Macka. Był to kijek Daiwa Infinity c.w. 3-15 długośc 2,1m. W sam raz na małą rzeczkę jaką jest Skora. Jej główny nurt to zazwyczaj 3-4 metry szerokości, a głębokośc w większości miejsc nie przekacza 50 cm. Co prawda w jednym miejscu się przeliczyłem i nie wiele brakowało ( o jeden krok więcej ) żeby woda przelała się przez wodery.

Wyjazd 5 rano, o 5:30 jesteśmy na miejscu. Najpierw Maciek mnie zostawia w sprawdzonym miejscu, a sam rusza w górę rzeki. Na dworze temperatura około 15 St.C, tak że da się przeżyc. Zimą łowienie było z brzegu, natomiast dzisiaj, jako świerzy debiutant, wskoczyłem do wody niczym zahartowany w takich bojach stary wyjadacz. Rzeka była spokojna i czysta. Chłodu nie czułem. Po około 20 minutach zaliczyłem mojego pierwszego pstrąga, który uderzył w woblera Salmo Hornet na samym srodku rzeki i to tuż po zarzuceniu przynęty. Wcześniej widziałem wyjścia pstrągów, lecz żadnego nie udalo się zaciąc. Szybkie foto pamiatkowe pierwszemu kropkowi i rybka plum do wody. Idziemy dalej. Po około 2 godzinach udało mi się złowic w sumie 4 pstrągi w przedziale 20-25 cm, ale cały czas liczyłem na wymiar,z którym mógłbym stoczyc ciekawszą walkę. W końcu doszedłem do punktu zbiorczego, wsiadłem do samochodu i pojechałem do Macieja, który byl około 2 km dalej. Nastepnie przenieśliśmy sie wyżej, o jakies 5 km. Również Skora. Wszedłem do wody, pierwszy rzut, i siedzi mały kropek. Może miał 22 cm, ale nie mierzyłem, żeby nie męczyc rybki.

Poszedłem dalej w nurt. Kolejne dwie godziny minęły szybko. Ciekawa historia, to taka, że zatrzymał sie mój zegarek i cały czas widniała godzina 08:20, a ja pochłoniety łowieniem ,nawet nie zwróciłem uwagi jak szybko wschodzi słońce i w pewnym momencie, kiedy sie zorientowałem,że z zegarkiem jest coś nie tak, wyciągnąłem telefon, a tam 10:10. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem aktualna godzinę. A ja myślałem,że czas tak powoli płynie....
Dzwonię do Macka, u niego również same krótkie. Agrest ( Maciek ) proponuje żebysmy przenieśli sie na inną rzekę tj. Kaczawę.

Przytaknąłem i po zrównaniu się z Gerdą ruszyliśmy w nowe miejsce. Godzina dochodziła już około 11:30. Po wejściu do Kaczawy naprawdę miłe zaskoczenie. Mój pierwszy rzut i znowu siedzi kropek. Maciek za chwilę również ma cos na kiju. Po przejściu około 300m złowiliśmy może po 5 pstrągów,Gerda miał chyba jednak kilka więcej. Mój największy miał 27cm i była to już fajna sprawa. Rybki prężyły się na żyłce walcząc o wolnośc. Po szybkim odhaczeniu każda wróciła do swojego środowiska. Nadeszła godzina powrotu i postanowiliśmy wyjśc na brzeg. Zabawa była przednia, a razem z zabawą odpoczynek, który jest najważniejszy.
Pomimo tego, że nie złowiliśmy żadnego wymiarowego pstrąga, to wyjazd był obfity w wiele miłych sytauacji. Brodząc w rzece widziałem na drzewach dziecioły, zimorodka, a także żurawia na środku rzeki, nie wspomnę o złowionych pstrągach.Były teżokonie,lipienie, kiełbie ocierające się wprost o nogi. Ileż taki wyjazd daje satysfakcji.

Może jeszcze w tym roku uda sie wybrac z Agreściakiem ( Maciek ) na pstrągowanie, a czas jest nagli ( 1 września - okres ochgronny pstrąga ).
Pamietajmy wszyscy o okresach ochronnych!!!
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama