Nocka bez brań

/ 4 komentarzy

Pewnego popołudnia postanowiłem wraz z rodzicami wybrać się na nockę. Pomyśleliśmy, że pojedziemy na staw oddalony 12 km od mojego miejsca zamieszkania, ponieważ tam jesteśmy najbardziej obeznani. Tego dnia była piękna pogoda. Noc zapowiadała się ładna i ciepła ( Tak też było). O godzinie 15:30 zaczęliśmy pąkować sprzęt. Szybkie montowanie zestawów, przygotowanie ubrań, jedzenia i w drogę.
Nad wodą byliśmy już około 16:45. Naturalnie wybieramy „nasze” stałe miejsce na wypłyceniu. Obok nas nie było nikogo, co nas bardzo zdziwiło. Zazwyczaj właśnie w obrębie tego stanowiska jest najwięcej osób, ale ku naszemu zdumieniu zadomowili się oni na przeciwległym brzegu. Naładowani optymistycznie rozkładamy wędki, rozrabiamy zanętę. Postawiliśmy na zanętę słodką, owocową, ponieważ na tym łowisku najczęściej się sprawdzała. Naturalnie na jedną wędkę białe robaczki, a na drugą kukurydzę. Od godziny 18 do 20:30 parę skubnięc. Przerzucam oby dwa zestawy. Po około 30 minutach siędzę sobie na krzesełku i rozglądam się dookoła stawu w poszukiwaniu wędkarzy. Okazało się, że nie ma ich za wiele. Poszedłem na chwilę do samochodu napić się wody, aż nagle sygnalizator gra melodię. Odwracam się, spoglądam na bombkę a ona zdecydowanym ruchem idzie do góry. Podbiegam do wędki, zacinam – siedzi!
Po krótkim holu okazało się, że jest to mały karpik który spina się tuż przy brzegu. Około 21:30 rozpalamy ognisko i pieczemy kiełbaski. Cała noc ciągnie się bez brania. O godzinie 5 rano szklanka kawy i działamy dalej. Przerzucam zestaw i na hak zakładam 6 białych robaczków. O 6:15 sygnalizator piszczy niemiłosiernie a bombka „bije w tykę” podbiegam, zacinam- siedzi. Tym razem czuję znacznie większy opór i wiem, że na kiju mam godnego przeciwnika.
Myślę sobie –teraz mi się nie zepnie. Po kilku odjazdach i emocjonującym holu w podbieraku melduje się karp pełnołuski o wadze 2.5 kg i mierzy 52 cm. Do godziny 13 sygnalizator nie zapiszczał ani raz. Przed godziną 14 znowu zdecydowane branie. Zacinam-siedzi. Spokojny hol i w podbieraku ląduje karpik 38 cm.
O 15 stwierdzamy, że składamy sprzęt i wracamy do domu.
Nocka może nie trafiona, ale opłacało się przesiedzieć całą noc bez brania po to, by nad ranem wyciągnąć tak ładnego karpia (może kiedyś siądzie jeszcze większy) . Wróciliśmy do domu bardzo zadowoleni. Teraz czekamy z niecierpliwością na następną nockę…

 


4.6
Oceń
(45 głosów)

 

Nocka bez brań - opinie i komentarze

użytkownik60174użytkownik60174
0
Jak masz wędkujących obojga rodziców to masz szczęście. :) Moja mama nawet nie chce słyszeć o robakach, komarach i rybach. 5/5
(2011-06-29 12:01)
kamil11269kamil11269
0
Fajny artykuł. Ocena 5/5
(2011-06-29 14:27)
użytkownik32263użytkownik32263
0
Nocka może i nie wyszła ale Kolega nieźle się obłowił. A i opis bardzo fajnie się czytało. 5
(2011-06-30 23:01)
SzymanPTSzymanPT
0
Ładny artykuł ciekawie się czytało daję 5/5. Życzę większych ryb. połamania kija!!.
(2011-07-05 22:07)

skomentuj ten artykuł