Pan kleń

/ 22 komentarzy / 9 zdjęć


Po sezonie siedzę i się, zastanawiam czy normalnym było przemierzanie tych dziesiątków kilometrów w poszukiwaniu jednego dołka ze zwisającym nad nim czymś zielonym, i później obławianie go na wszystkie możliwe sposoby. Ceną za znalezienie go był pot spływający do woderów i tworzący w nich małe bagienko, kilka razy porządnie się poobijałem przewracając, raz prawie w gips mi kostkę przez to chcieli wsadzić. Nie wspominam już nawet o paru nieprzewidzianych kąpielach, setkach tysięcy bąbli i zadrapań, no i oczywiście zgubionych dwóch koszulkach. Ale jak patrzę na zdjęcia, wspominam te wszystkie wypady i podchody, próby kombinowania z przynętami o jakich nawet NASA nie marzy, tą radość po holu i wypuszczeniu ryby, to wiecie co?? Było warto!!!


W pamięć najbardziej zapadają niesamowite, niecodzienne zdarzenia i oczywiście te największe ryby...

Wakacje po skończeniu liceum zapowiadały się cudownie. Te parę miesięcy miałem zamiar przeznaczyć głównie na wędkowanie. Ale moim przypadku chyba lepiej określać to polowaniem. Polowaniem na mojego ulubieńca: wszędobylskiego, wszystkojedzącego i niesamowicie chimerycznego pana klenia. Jednak pierwsze dwa miesiące wakacji sprowadzają mnie z nieba do raju. Kleń nie za bardzo żeruje i trafiają się tylko pistolety do 40cm. Dopiero w drugiej połowie lipca następuje przełom i pierwszy przekracza czterdziestkę. A później? Później to już worek się rozwiązuje.

Sam koniec lipca, woda jest nagrzana i strasznie niska. Od kilku dni nie złapałem niczego sensownego i przestałem wstawać o świcie, żeby próbować na ciut zimniejszej wodzie trafić w porę żerowania kleni. Jak nie, to nie pocałujcie mnie w cztery litery ja się dla was nie będę tak poświęcał. Jednak instynkt zabójcy robi swoje. Godzina 8 i już wyobraźnie podsuwa mi wizję stojącej w nurcie na płytkiej wodzie kłody z czerwonymi wykończeniami. O nie, tak to nie będzie ona tam sobie pływa a Ty kisisz się w łóżku? Dupsko do góry i nad wodę marsz! To rozkaz tej stojącej wyżej w hierarchii części Ciebie, Leń nie ma tu nic do gadania! Mimo tego, że cała reszta ZOO we mnie się buntowała i chciała jeszcze poleżeć to pakuję się pod zimny prysznic, jem śniadanie i dawaj na dwór.

Otworzenie drzwi w klatce schodowej przypominało otworzenie nagrzanego piekarnika. Na zewnątrz jest ponad 30 stopni a ja w woderach. Ludzie patrzą na mnie jak na idiotę ale już się nauczyłem, że mokre, gołe nogi i busz, przez który zwykle się przedzieram nie komponują się ze sobą zbyt dobrze. Sprint nad wodę, byle jak najszybciej ochłodzić nagrzaną gumę i podstawowe pytanie: gdzie by to dzisiaj popróbować swojego szczęścia? Po tej stronie rzeki, po której znajduję się moja miejscowość zwykle za dużo plażowiczów jest w lecie, więc najpierw trzeba się przeprawić na drugą stronę. Woda jest niziutka więc nawet nie muszę się martwić, że cokolwiek mi się do woderów naleje, zresztą sam tam sobie zrobiłem kałuże idąc w pełnym słońcu. Ostatnie kroki w wodzie i zaraz za mną robi się zamieszanie. Całe stado brzan płynie sobie w górę rzeki do rynny znajdującej się parenaście metrów wyżej. Hehe to mamy plany na dzisiaj. Zmieniona szpula na taką z ciut grubszą żyłką i już stoję na początku rynny. Woda ma tu około metra ale jest tak czysta, że widać dno i próbujące się dotlenić w mocnym nurcie stadko. Wymiatacz rynien ląduje w wodzie i zaczynam go prowadzić powolutku pod nurt. Pierwszy, piąty, dziesiąty raz, kilkakrotna zmiana przynęty i sposobów prowadzenia, sto pięćdziesiąty i zero reakcji.

A żeby was tam coś... Nie no bez przesady przecież nawet jak nie żerują to odprowadzają przynętę przynajmniej kawałek. A te jakby nagle oślepły i nawet ocierający im się o pysk wobler nie wywołuje kompletnie żadnej reakcji. W pewnym momencie jedna podnosi się z dna i łapie coś w połowie wody. Więc tak się chcecie pobawić? Na agrafce ląduje mój ulubiony żuczek Salmo i chlup do wody. Chwila postoju i kolebania się w nurcie i reakcja jest natychmiastowa. Widać tylko złoty błysk przy nawrocie i hamulec zaczyna jęczeć i... Pustka. Hmm coś nie tak, woblerek dalej pracuje w nurcie ale przecież brzany się o tak o nie spinają. Ściągam szybko przynętę do siebie i już wszystko jasne. Rozgięły się druciane kotwiczki. A stadko czmychnęło sobie w siną dal. Mieląc pod nosem pewne niekulturalne epitety i wymieniając kotwiczki i szpulę, idę kawałek w górę. Ooo tego w tym miejscu nie pamiętam. Nurt wymył dziurę w brzegu nad którą zwisają trawy i nachylone drzewo, a prąd akurat odbija kawałeczek wcześniej.

Pierwszy rzut, woblerek jeszcze dobrze nie spada do wody, a ja już na wędce czuje szarpnięcie. Maluszek nawet nie był w stanie zmieścić całej przynęty w pysku i szybko wraca do wody. Trzeba by się przesunąć kawałek, żeby dokładnie to miejsce obłowić. Kolejne dwa rzuty i sytuacja się powtarza. Tylko woblerek dotyka powierzchni widać zawirowanie i na wędce pulsujący ciężar. Ten jest znacznie większy ale z prądem się go łatwo holuje. Dopiero przy nogach jest chwilka zabawy ale po chwili czterdziestaczek wraca do wody. Kolejny rzut i znowu deja vu. Tym razem zawirowanie ale pustka. Nie trafił. Prowadząc woblerka z nurtem nagle zaczynam czuć lekkie podszarpywanie. Pewnie znowu jakiś maluch się bawi. Przycinam delikatnie i siedzi. Kurde temu zachciało się płynąć z prądem i odpłynąć kawałek od brzegu. Nagle widzę mijający mnie w wodzie cień i wędka zaczyna się coraz bardziej wyginać. O cholera boleń się uwiesił. Całe szczęście, że wymieniłem te kotwiczki. Kurde tak jakoś strasznie tępo walczy. Yyy... Ale zaraz zaraz, dlaczego toto ma takie czerwone płetwy?? O żesz Ty kurde Halinka...

Ale kleń! Dzięki Ci brzano, dzięki, że musiałem wymienić te kotwiczki! Rybka daje się podprowadzić prawie pod nogi i na hamulcu odjeżdża kilkanaście metrów. Oj mały skurczysynku z Tobą to będzie zabawa ładna. Ale i tak pstryknę Ci parę fotek żeby była pamiątka jakbyś się spiął. Ale ten ani myśli się spinać i chyba podoba mu się zabawa „podpuść tego wariata i dawaj nogę w nurt”. Za 4 razem już go prawie mam, już go pawie trzymam... I fik przez rękę i znowu parę metrów w nurt. Ale słabnie. Odjazdy są coraz krótsze i tak jakby wolniejsze. Jakby Cię tu tak dobrze złapać... No nic, kto nie ryzykuje, ten w reality show nie występuje... Czy jakoś tak. Szanowny pan kleń stoi mi przy nogach, a ja wsadzam wędkę do wodera i łapię go obiema rękami. Rybka leży na brzegu, a ja swoim odgłosem wystraszyłem chyba całą zwierzynę w promieniu kilometra. Szybkie mierzenie: ma, nie ma, ma, nie ma... Zabrakło 2 cm do magicznej granicy, ma 58cm. No nic jeszcze kiedyś ją przekroczę. A teraz buzi i do wody. Nawet bez reanimacji odpływa natychmiast do swojego królestwa. Na dzisiaj wystarczy mi emocji, wracamy do domu.

Kilka dni później złapałem tam jednego troszkę mniejszego (54cm) i widziałem takiego chyba w okolicach 70 cm... Jedyne co mnie cieszy, to to że nie dostałem na ten widok zawału. Ale z tym dużym mam nadzieję, że jeszcze przyjdzie mi się zmierzyć.

Materiał zgłoszony na konkurs wedkuje.pl

 


4.9
Oceń
(75 głosów)

 

Pan kleń - opinie i komentarze

użytkownik10172użytkownik10172
0
Ciekawie opisałeś tę przygodę. Pierw stadko brzan nie dawało Ci spokoju, a później dla odmiany wyholowałeś pięknego klenia. *****
(2009-12-13 14:16)
marekravmarekrav
0

Ale fajnie śmignoł do wody! :)
Fajny pomysłz dodaniem filmiku do artykułu, gratuluje !!!

(2009-12-13 15:17)
Zbig28Zbig28
0
Bardzo fajnie się czytało i oglądało "podpierające" tekst fotki.  Ranyyyy.....  jeszcze rok się nie skończył, a ja już tęsknię do tego słonecznego ciepełka, zieleni, śpiewu ptaków....  Wydaje mi się, że i komary nie specjalnie by mi przeszkadzały.  To efekt czytania takich tekstów i własnych wspominek.  Gratuluję pięknej rybki. Ja jeszcze takiego kleniksa nie miałem na kijku. Może w przyszłym roku ?   (2009-12-13 15:20)
mirek2000mirek2000
0
Fajna historia!!! Naprawde bardzo ładny kleń, życze wyholowania panu tego klenia ok 70cm. To jest naprawde olbrzymi klen!!! Ale jak już go pan złowi do niech go pan oczywiście wypusci, żeby urusł jeszcze większy... (2009-12-13 15:48)
użytkownik9708użytkownik9708
0
Świetny tekst który się miło czytało. Za artykuł, wypuszczone ryby i pionierstwo w stawianiu fimu, oczywiście piątka z dużym plusem. Pozdrawiam
(2009-12-13 16:13)
użytkownik19872użytkownik19872
0

Czytając początek artykułu pomyślałem sobie że gdybym był początkującym wędkarzem, to pewnie zastanowiłbym się w co ja się chce bawić, jednak to fakt, nasza przygoda jest właśnie taka i za to ją kochamy. Dobrze opisana przygoda, kleń 58 cm to sowita nagroda i ten odjazd uwalnianej ryby...pinknie!

***** policzyłem, jest pięć i pozdrawiam!

(2009-12-13 17:00)
użytkownik1805użytkownik1805
0
To fajnie, że są jeszcze w naszych rzekach takie ryby! Może w przyszłym roku padnie Twoja magiczna granica! Życzę tego z całego serca. Pozdrowienia! 5- ć! (2009-12-13 17:45)
użytkownik19891użytkownik19891
0
Bardzo fajny opis,szacunek do godnego przeciwnika.Gratuluję pięknej rybki i życzę spotkania,holu ,,króla rzek" czyli klenia ponad 70cm.Daje 5


PS Ten woblerek to salmo tiny?
(2009-12-13 18:49)
kabulkabul
0
witam bardzo fajnie to opisałeś  i do tego świetne fotki i ładna ryby , gratuluje . Dobrze że wymieniłeś kotwiczki :) pozdrawiam i życze powodzenia :) (2009-12-13 20:08)
użytkownik13410użytkownik13410
0
W pysku 40 jest salmo tiny z żółtym brzuszkiem więc jak podejrzewam ten sam powędrował do pyska 58. Bardzo fajny opis. Humorystycznie, luźno bez zbędnego patosu. Zdjęcia i filmik to super sprawa. Już wcześniej zostawiłem 5 gwiazdek.

pzdr.
(2009-12-13 20:51)
użytkownik559użytkownik559
0
Po trzykroć brawo!
Pierwsze brawo za artykuł!
Drugie brawo za klenia!
Trzecie brawo za No Kill!
Pozdrowienia dla Halinki i piąteczka :)
(2009-12-13 21:08)
slawomir66slawomir66
0
Bardzo ciekawy opis. Ale jeszcze lepsza fotogaleria z twoich wypraw wędkarskich. Grupa przyjaciół mających wspólną pasje to buduje. Na fotach grupowych z wędkami wyglądacie jak muszkieterowie. Pozdrawiam i więcej takich sukcesów.
(2009-12-13 21:20)
The Piterson12345The Piterson12345
0
hmm no pieknie ;) rybki świetne i postawa godna podziwu ;) ja narazie w swoim życiu złowiłem jednego klenika heh ;) pozdrowienia i życze  żebyś pokonał tą magiczną granice 70 cm.. (2009-12-13 22:31)
użytkownik22602użytkownik22602
0
San - to chyba jedna z niewielu atrakcyjnych rzek jakie jeszcze zostały w Polsce. Pozazdrościć..Dość czysta woda. Chyba łatwiej wymienić te ryby, jakie w niej nie pływają, niż te żyjące. A taki okaz klenia, to rzadkosć w ogóle. Za połów i opis - tylko jedyne mozliwe - ***** z gratulacjami.
(2009-12-13 22:44)
SHIT_TLERSHIT_TLER
0
dzięki panowie za miłe komentarze ;) ten wobek to mój już prawie całkowicie zdezelowany salmo tiny, tyle już na niego rybek wyciągnąłem że lakier sam płatami odpada :D tylko Panie Sławku nie za bardzo rozumie to "Ale jeszcze lepsza fotogaleria z twoich wypraw wędkarskich. Grupa przyjaciół mających wspólną pasje to buduje. Na fotach grupowych z wędkami wyglądacie jak muszkieterowie." bo ja nie mam żadnej grupowej fotki :D
(2009-12-14 08:47)
FanAtykFanAtyk
0
Fajna (choc jak na moj gust za obszerne opisy) opowiesc i piekne ryby - gratuluje takiej miejscoweczki w poblizu miejsca zamieszkania no i oczywiscie jestem pelen podziwu co do umiejetnosci. Piateczka,  pozdrawiam!
(2009-12-14 17:15)
użytkownik5105użytkownik5105
0
...fajny artykuł ja jesienią ładne klenie złowiłem na kopyto Relaxa za art. "5" (2009-12-15 07:44)
przemi4przemi4
0
Ciekawa przygoda :) piąteczka:)*****
(2010-01-03 12:22)
michal9009michal9009
0
Ładna sztuka. Jak dotąd nie przekroczyłem 0,5 kg choć miałem okazję na takiego ponad 1 kg ale niestety blaszka nie wytrzymała i kotwica się wygięła. Życzę więcej sukcesów. Pozdrawiam. (2010-02-08 20:57)
włóczykijwłóczykij
0
Świetny artykuł, 5* !!!
(2010-02-20 17:17)
marek.horakmarek.horak
0
Piękna ryba. 5 za artykuł. Bardzo ładna miejscówka.
(2010-04-12 13:08)
Zibi24Zibi24
0
Bardzo pouczający artykuł. Wiadomo że kleń jest bardzo płochliwą rybką i trzeba wykazać nie lada kunszt żeby go przechytrzyć. Tobie się udało, moje gratulacje. Pozdrawiam... (2010-09-29 12:42)

skomentuj ten artykuł