Ryba jak ze snu

/ 8 komentarzy

Wstałem jak zwykle rano. Porzeczki na skup same się nie zerwą więc trzeba im dopomóc. Na szczęście tej soboty już końcówka i uwinęliśmy się do południa. A po południu chyba czas na ryby.

W drogę nad Wisłę wyruszyłem około godziny 14 a więc chwilę po obiedzie. Zabrałem ze sobą jedną wędkę, słoiczek z robakami i coś na ugaszenie pragnienia. Nad wodę niespełna 2,5km więc czekał mnie przyjemny spacerek pośród łąk. Szedłem polną dróżką pośród traw i kwiatów. Skowronki co chwila wyfruwały z miedzy wzbijając się ku niebu a ich trele spowijały okolice niczym mgła. Słońce o tej porze piekło dość mocno dlatego nie mogłem doczekać się aż minę łąki i skryje się w cieniu gaju. Gaik choć nieduży dawał odetchnąć od gorąca i promieni słonecznych. W gaju kwitnące czeremchy pośród wielkich topoli przenosiły mnie swoją wonią do czasów dzieciństwa kiedy to nad starorzeczem w cieniu czeremchy łowiłem pierwsze karasie. Wspomnienia tak piękne że nie chciało się wychodzić z tej kępy na wiślany wał. Przystanąłem więc na chwilę i nabierałem powietrza przepełnionego wonią kwiatu. Nabierałem napełniając całe płuca a z każdym wdechem stawałem się dzieckiem.

Jednak ryby głośno wzywały mnie w moich wyobrażeniach. Na tyle głośno, że wyrwały mnie z dzieciństwa w dorosłość i ruszyłem dalej. Wchodząc na wał zawsze czuje się jakbym przekraczał granice dwóch światów. Wychodzę ze świata obowiązków, pracy i kłopotów i przenoszę się w beztroski świat. Świat w którym nie mam problemów a mojej głowy nie mąci żadna nieprzyjemna myśl. Idąc pastwiskiem pośród pojedynczych krzewów tarniny pod którymi odpoczywają krowy mijam kolejne starorzecza. Niewielkie rynienki pełne karasi, linów, szczupaków i okoni. Ale to nie one są dziś moim celem. Dziś moim celem jest Wisła i jej wielkie stworzenia. Po chwili docieram nad spokojnie płynącą rzekę. Nie szukam miejsca standardowo wybieranego przez wędkarzy. Główki, opaski, zakola nie są moim celem. Nogi przyniosły mnie nad prosty odcinek i stosunkowo płytki.

Znalazłem kij, który będzie mi służył za podpórkę i wbiłem w ziemię, Rozłożyłem wędkę, na hak nawlokłem dwie wielkie rosówki. Wziąłem potężny zamach i ile sił w rękach posłałem przynętę w kierunku przeciwległego brzegu. Ciężarek i przynęta wpadły do wody i zaczęły spływać z nurtem. Czekałem z wędką uniesioną ku górze aż zestaw gdzieś zakotwiczy. Po chwili zestaw stał nieruchomo. Naciągnąłem więc linkę i odłożyłem wędkę na podpórce. Sam odszedłem kilkanaście metrów aby ułożyć się, na krótko przystrzyżonej przez krowy trawie, w cieniu potężnych wierzb. Leżąc podziwiałem piękno polskiej przyrody co chwilę zerkając na wędkę. To był najprawdziwszy w świecie czas relaksu, z którego wyrwał mnie widok naginającej się szczytówki. Szczytówka nagięła się dość mocno i pozostawała w bezruchu. Pierwsze co mi przyszło do głowy to gałąź, która mogła wpłynąć w zestaw. Szedłem powoli w kierunku wędki wypatrując jakiejś gałęzi czy kępy traw na lince. W tym momencie wędka wyskoczyła z podpórki, dolnik o grubość włosa minął się z moją szczęką a ja odruchowo złapałem kij w locie automatycznie zacinając. Wędka wygięta w łuk, zestaw ani drgnie... zaczep. Stoję jak posąg po kolana w wodzie czekając aż zaczep ruszy. Nawet nie wiem kiedy znalazłem się w tej wodzie. Nadal stoję w bezruchu, ręce napięte, pot spływa po czole. Wojna na nerwy trwa. Czekam aż ten zaczep ruszy, zawsze jest tak w opowieściach, nie traciłem nadziei. Nie wiem ile czasu tak stałem. Czy to były sekundy czy minuty. Nagle stało się. Zaczep ruszył. Szedł z nurtem. Przez chwilę w głowie zakołatała się myśl, że trafiłem zaczep i wyrwałem go z dna a teraz płynie z nurtem. Zestaw na skraju wytrzymania płynie jednostajnym spokojnym tempem w dół rzeki. A ja cały czas w swojej pozycji stoję a każdy mięsień napięty jak struna. Po kilkunastu może kilkudziesięciu metrach „zaczep zawrócił” i tym razem niczym torpeda zaczął wędrówkę w górę rzeki. Teraz już miałem pewność, że to nie zaczep. Szybko wybierałem linkę żeby nie dać luzu rybie. Ryba zrobiła kilkudziesięciometrową szarże w górę rzeki po czym znów zaczynała spływać powoli z nurtem. Tylko, że tym razem dawała się powoli holować w moim kierunku. Po niedługim czasie pod nogami miałem rybę, której jeszcze nigdy nie widziałem na żywo. Półtorametrowy jesiotr leżał w wodzie pod moimi nogami. Wyjąłem rybę ostrożnie z wody i wziąłem na ręce. Wyniosłem na brzeg i uklęknąłem siadając na piętach. Rybę trzymałem na przedramionach pozując do zdjęcia. Zdjęcie mam przed oczyma. Słoneczny dzień, i ja uśmiechnięty od ucha do ucha trzymający wielkiego jesiotra, w tle wąska plaża i błękit Wisły....

W tym momencie zdjęcie rozmywa się a mnie z tej wspanialej chwili wyrywa bezdusznie dźwięk budzika. To był sen, tylko sen. Sen, który śni mi się średnio raz na rok. Już się nie denerwuję tym, że to był sen teraz czekam cierpliwie aż znów się przyśni. Za każdym razem z tego snu wyłapuję więcej szczegółów, które sobie zapisuję. Za każdym razem po tym śnie przez cały dzień nic nie jest w stanie popsuć mi humoru, jestem szczęśliwy. Czekam z utęsknieniem na kolejną odsłonę tego snu. Już minął prawie rok od ostatniego razu. Nawet nie wiem czy bardziej podoba mi się ten sen, który mnie  tak często nawiedza czy to jak się czuję przez cały dzień po powrocie nad Wisłę i zmaganiach z pięknym jesiotrem.

Wszystko to takie realistyczne takie prawdziwe a ja nawet nie widziałem na oczy żywego jesiotra ... skąd to we mnie jest i co oznacza...

 

 


4.1
Oceń
(16 głosów)

 

Ryba jak ze snu - opinie i komentarze

ryukon1975ryukon1975
+2
Czytając od samego początku czułem się jak we śnie. "Szedłem polną dróżką .." - bo PZW drogi dojazdowej i parkingu nie zapewnił.:) "Znalazłem kij, który będzie mi służył za podpórkę... " - niszczycielu ty przyrody naszej. :) "Wyniosłem na brzeg i uklęknąłem siadając na piętach. Rybę trzymałem na przedramionach pozując do zdjęcia.."- jesiotr pod ochroną żadnych zdjęć wyrzuć wcześniej jak wyholujesz. :) "To był sen, tylko sen. Sen, który śni mi się..." - i tu Twoje szczęście bo byłby sąd koleżeński, pluton egzekucyjny że o plujących na Ciebie na portalach wędkarskich nie wspomnę. :) (2017-02-12 11:04)
DiabloDiablo
+2
:) Miałeś rację, obudzili się moi ulubieńcy, ocena o tym świadczy :) (2017-02-12 15:29)
ryukon1975ryukon1975
+2
Gdybym umiał tak przewidywać pogodę jak ogólne reakcje tu na każde posuniecie to byłbym Głównym Meteorologiem Globalnym.:))) (2017-02-12 17:53)
kabankaban
+3
Gdyby... no właśnie gdyby iluś tam ludzi kiedyś tam pomyślało o rzekach to mielibyśmy kraj jesiotrami, trociami, łososiami i wielkimi certami płynący... . Póki co śni mi się, że łowię pstrągi, chodzę po krzakach, przeklinam, łowię małe ryby i spinam giganta ... . A co na to Zygmunt Freud ? (2017-02-13 18:48)
luxxxisluxxxis
+2
Ja we śnie zamieniam się w konika polnego ,wpadam do rzeki a za mną startuje 80-tka w kropki...spieprzam mu ile sił,trzącham tymi małymi pytkami a on mnie goni z tym wielkim rozdziawionym ryjem...:)brrrr... To taki żarcik,jakby co,klepy mam całe i w liczbie 5,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,widzę że Diabła kosynierzy dopadli,co za mendy,bo żeby tak anonimowo,i z urzędu pałować??? w takich przypadkach farmakologia wymięka. +++++------za niezłomność. (2017-02-13 19:30)
erykomerykom
+1
Jedyny plus tego tekstu to to że się fajnie czytało ale od początku czytania czułem że to bajka:) A to nie bajka tylko sen... ***** (2017-02-13 21:14)
halski021halski021
+1
Podobno sny czasami się spełniają - tego życzę autorowi :) (2017-02-14 09:09)
Rutra65Rutra65
+1
bardzo fajny tekst (2017-02-15 21:55)

skomentuj ten artykuł